Z zainteresowaniem obejrzałem na stronie SDP wywiad filmowy z Vadim Makarenką, dziennikarzem Gazety Wyborczej, na temat ,,co wolno blogerowi, a co dziennikarzowi?”. Uważam, że pytanie zadane w tym wywiadzie jest zwyczajnie głupie. Wolność słowa w tym kraju teoretycznie gwarantuje artykuł 54 Konstytucji RP w brzmieniu: 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. Ustawa zasadnicza jest prawem nadrzędnym i na tym wszelka dyskusja się powinna zakończyć. Dziennikarz Gazety Wyborczej całkiem sensownie rozróżnił ,,twórczość” blogera i działalność dziennikarza. W przypadku dziennikarza opinie zazwyczaj mają charakter obiektywny czyli są dość chłodnym kronikarskim opisem rzeczywistości. Nie zobowiązany wobec redakcji bloger ukazuje swoje opinie subiektywne, a więc odkrywa cały swój światopogląd.

   Trudno jednak jest zrozumieć dalsze pytania i intencje osoby przeprowadzającej ten wywiad. Można byłoby powiedzieć, że wywiad nagrany ,,z kolana” i emitowany na internecie też jest przecież formą blogu wizualnego. Czy zatem osoba przeprowadzająca wywiad dla CNN ma mniejsze lub bardziej ograniczone prawa niż amator z kamerką cyfrową w dłoni prowadzący wywiadzik spod pazuchy dla kółka miłośników UFO na You Tube? Coś się w tym kraju porąbało z definicją dziennikarstwa. Każdy może, a nawet na swój sposób powinien być dziennikarzem. Każda osoba pisząca rzetelny pamiętnik jest dziennikarzem. Każdy kto robi zdjęcia naszych ulic jest reporterem. Opisuje ona bowiem rzeczywistość ją otaczającą z własnym komentarzem. I podobnie jak z literaturą ten opis zawsze ma prawo być nasycony emocjami, wiedzą i światopoglądem piszącego. Czym się różnią reportaże Kapuścińskiego od blogów prostych podróżników-amatorów? W zasadzie jedynie jakością warsztatu literackiego. Konstytucja RP gwarantuje każdemu wolność wypowiedzi, a więc tym samym zezwala obywatelowi na opis rzeczywistości w jakiej się znajduje. Przez ostatnie 11 lat napisałem ponad tysiąc artykułów. Czy różniły się one czymkolwiek od treści jakie przedstawiam dzisiaj na blogu SDP? W żadnym wypadku. Zawsze do gazet pisałem emocjonalnie i pod kątem własnego spojrzenia na świat. Żaden naczelny nie mógł mi tego zakazać. Nie zwalniało mnie to od obowiązku pisania prawdy, cytowania odmiennych opinii, podawania sprawdzonych wiadomości, przedstawiania zweryfikowanych danych statystycznych czy przedstawiania źródeł moich informacji. Mogę jedynie wyrazić swój szacunek dla Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które przestrzegając powszechnego prawa do wolności słowa i udostępnia swoją przestrzeń w sieci web dla ludzi pragnących wyrazić swoje poglądy na otaczającą nas rzeczywistość. Uważam, że jest coś niepokojącego w fakcie, że ktoś poszukuje wymuszonego rozróżnienia między dziennikarzem, blogerem, pisarzem, filmowcem czy zwykłym autorem rodzinnego pamiętnika. Czy to oznacza, że jako dziennikarz Aleksander Głowacki miał narzucone przez redakcję ,,Kuriera warszawskiego” jakieś ograniczenia lub reguły, których nie musiał przestrzegać juz jako pisarz Bolesław Prus? Uważam, że wolność słowa jest bezprzymiotnikowa. Określona redakcja, podległa realnym wpływom politycznym, światopoglądowym czy rynkowym może odmówić publikacji mojego tekstu, ale wara jej od mojej wolności myślenia i głoszenia mojej oceny otaczających mnie realiów.

I w tej sytuacji blog internetowy jest ratunkiem - prawdziwym azylem wolnościowca! Ani redakcja nowojorskiego Nowego Dziennika, ani liberalnego tygodnika ,,Najwyższy CZAS” czy innych czasopism, które opublikowały setki moich artykułów nie narzucały mi sposobu myślenia ani warsztatu publicystycznego. Mój blog i moja publicystyka pod szyldem gazetowym jest dokładnie tym samym. Kilka tekstów zostało odrzuconych z obawy o proces ze strony narcystycznych polityków, ale żadnego nie kazano mi poprawiać ze względu na moje opinie polityczne czy światopoglądowe. I na tym polega różnica między wolną publicystyką i redakcyjną podległością – błędnie nazywaną ,,dziennikarstwem”.

p.lepkowski@op.pl

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl