Hiszpańska królowa Zofia odwołała swój wyjazd do Londynu na obchody 60. rocznicy koronacji królowej Elżbiety II. Dla dworu świętego Jakuba jest to dotkliwy cios natury formalnej oraz poważny zgrzyt natury o podłożu rodzinnym. Królowa Zofia, mająca przydomek Grecka jest bliską krewną Filipa księcia Edynburga, małżonka królowej Elżbiety II. Zarówno hiszpańska królowa jak i książę Edynburga pochodzą z dynastii Glücksburgów - bocznej linii Oldenburgów. Pochodzą od wspólnych dziadków – króla Grecji Konstantyna I z domu Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glücksburg oraz Zofii Hohenzollern. Tak więc odmowa przyjazdu królowej Zofii, reprezentującej dwór hiszpański, na tak ważny dla brytyjskiej rodziny królewskiej jubileusz oznacza także poważną kłótnię rodzinną i silne rozdarcie wśród arystokracji europejskiej. Hiszpańscy Burbonowie postawili na nadrzędność spraw narodowych wobec układów rodzinnych oraz faktu, że Wielka Brytania i Hiszpania jest w Unii Europejskiej.     Monarchia po raz kolejny pokazałą wsparcie dla swojego rządu i idei narodowej w kwestii roszczeń Hiszpanii o zwrot Gibraltaru. Dla Hiszpanów Gibraltar zajmuje szczególną rolę w historii ich państwa. Od tego miejsca w 1462 roku rozpoczęła się próba ostatecznego wyparcia Maurów z Półwyspu Iberyjskiego. Był to moment, który wskrzesił ruch jednoczący hiszpańskich chrześcijan i przyczynił się później do ostatecznego zwycięstwa Reyes Católicos - Ferdynanda II oraz Izabeli I, którzy swoim małżeństwem ostatecznie zjednoczyli Hiszpanię jako królestwo.

   Dla Hiszpanów Gibraltar jest takim samym symbolem narodowym jak dla Polaków Gdańsk przed rokiem 1939 lub powojenny Lwów. Historia Gibraltaru to także symbol obcych wpływów w dziejach Hiszpanii. Ten niewielki skalisty półwysep na południowym wybrzeżu Półwyspu Iberyjskiego, u wyjścia Morza Śródziemnego na Ocean Atlantycki, stał się zamorskim terytorium brytyjskim w 1704 roku, podczas wojny o władztwo nad Hiszpanią i przejęcie imperium po bezpotomnej śmierci króla Karola II, ostatniego Habsburga na tronie hiszpańskim. Hiszpańsko-brytyjski konflikt o Gibraltar trwa nieprzerwanie od 308 lat. Mimo wielu prób odzyskania przez Hiszpanię tego niewielkiego kawałka ziemi, ,,The Rock" - jak się popularnie nazywa ten mały kawałek Wielkiej Brytanii nad Morzem Śródziemnym - jest nadal brytyjski. Ze strategicznego punktu widzenia brytyjska kontrola Gibraltaru przyczyniła się w sposób bardzo istotny do zwycięstwa nad III Rzeszą Niemiecką. Do dzisiaj ten skrawek lądu ma ogromne znaczenie strategiczne, bowiem strzeże Cieśniny Gibraltarskiej.

   10 września 1967 aż 99% mieszkańców Gibraltaru opowiedziało się w referendum za pozostaniem Gibraltaru jako terytorium zamorskiego Wielkiej Brytanii. Hiszpania nie uznała jednak wyniku referendum i nadal tkwi w postawie roszczeniowej wobec Wielkiej Brytanii. Niewiele pomaga, że oba kraje są członkami UE i NATO. Gibraltar jest przykładem niewielkiego sporu terytorialnego, który zawsze będzie podważał koncepcję zjednoczonej Europy.

   Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że Hiszpania to Polska, której prezydentem był śp. Lech Kaczyński. Jak odmowę wizyty polskiej pierwszej damy na diamentowym jubileuszu Elżbiety II nazwaliby dziennikarze tzw. nurtu głównego, czyli głównie ci, którzy wypełnili korytarze redakcji na ulicy Czerskiej w Warszawie, w siedzibie TVN24 czy radia TOK FM? Jak na czysto nacjonalistyczną demonstrację pierwszej damy wspierającej politykę narodową swojego męża zareagowaliby dwaj czołowi moralizatorzy trzeciej RP – Tomasz Lis i Jacek Żakowski? Przecież Gibraltar to zaledwie 6,5 kilometra kwadratowego nieurodzajnej skały, z czego większość zajmuje paskudnie wysoka góra nazywana przez Brytyjczyków ,,The Rock” oraz mocno zabrudzona plaża. O co tu się kłócić i po co? Hiszpania i Zjednoczone Królestwo są członkami Unii Europejskiej i NATO. Formalnie brytyjskie siły zbrojne stoją także na straży bezpieczeństwa Królestwa Hiszpanii. Obywatele hiszpańscy bez najmniejszych przeszkód mogą mieszkać i pracować w Gibraltarze jak i na wyspach brytyjskich. To samo oczywiście dotyczy Brytyjczyków osiedlających się swobodnie w Hiszpanii. Na pierwszy rzut oka spór o Gibraltar wydaje się być kłótnią o pietruszkę. W rzeczywistości opiera się on jednak na różnej interpretacji historii oraz na animozjach narodowych, czyli czynnikach, które wyżej wspomniani publicyści uważają za wady ,,polskiego piekiełka”.

Ile razy wmawiano nam, że w cywilizowanej Europie zachodniej takie zjawiska już nie istnieją. Że to tylko my - polskie kołtuny wycierające tłumnie co niedziela kruchtę – żyjemy jakimiś starymi problemami historycznymi, które cywilizowana Europa dawno wyrzuciła do śmieci. Dla Lisa i Żakowskiego, oraz całej rzeszy ich głupawych naśladowców, polityka historyczna, spory o interpretację przeszłości, roszczenia o odszkodowania wojenne i pretensje o ukaranie potwornych zbrodni na Polakach stały się symbolem ,,zaściankowej i kołtuńskiej” prezydentury Lecha Kaczyńskiego oraz rządów Jarosława Kaczyńskiego.

  Dla poprawnej politycznie zgrai mentorów, poprawiaczy rzeczywistości i piesków grzecznie merdających ogonkami wobec wydawnictw niemieckich i innych europejskich korporacji medialnych rządzących naszą opinią publiczną , polityka historyczna Kaczyńskich oraz powrót do retoryki narodowej był potwornym grzechem. Pamiętam jak drwiono sobie z faktu, że Janusz Korwin-Mikke spalił flagę Unii Europejskiej.

To bodaj Jacek Żakowski powiedział, po Marszu Niepodległości Jacek Żakowski, samemu uczestnicząc w bandyckiej, chuligańskiej i blokującej marsz ,,Kolorowej Niepodległej”:,, Dla mnie problemem jest, że po tym wszystkim, co się stało w Europie w XX wieku ludzie jeszcze czczą taką postać jak Roman Dmowski. Tego nie potrafię zrozumieć”. Żakowskiemu oczywiście nie przeszkadzał fakt, że w czasie Święta Niepodległości można cytować myśli Józefa Piłsudskiego – człowieka, który ma na swoich dłoniach krew kilkuset polskich żołnierzy, którzy w maju 1926 roku dochowali wierności prezydentowi Rzeczypospolitej i prawowitemu rządowi Wincentego Witosa!

Proponuję panu Żakowskiemu zapakować się z tą całą ,,Kolorową Niepodległą” i wzorem niemieckiej lewackiej hołoty jeździć po cywilizowanej Europie i blokować wszelkie demonstracje o podłożu patriotyczno-narodowym. Gdzie był pan Żakowski jak 1maja w mieście Eskilstuna w środkowej Szwecji miała miejsce manifestacja zorganizowana przez Svenskarnas parti (Partię Szwedów) poświęcona kwestii walki o prawa pracownicze? Czy tą demonstrację Tomasz Lis też nazwałby zdziczeniem obyczajów? A co robili bohaterowie neokomunizmu, kiedy kilka dni temu aktywiści narodowo-rewolucyjnego Ruchu Społeczno-Republikańskiego Hiszpanii (Movimiento Social Republicano, MSR) w dzień Święta Pracy uczcili pamięć Ezry Pounda? A gdzie była ta cała, pożal się Boże, ,,europejska” Kolorowa Niepodległa, kiedy ponad 200 nacjonalistów odpowiedziało na apel narodowo-radykalnej organizacji Noua Dreapta i w sobotę 28 kwietnia przybyło do Timisoary, aby wyrazić swój sprzeciw wobec działań establishmentu oddającego Rumunię pod dyktat Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego? Takich przykładów można mnożyć. Europa wcale nie jest ,,europejska” w rozumieniu Lisów czy Żakowskich. Europa odruchowo sięga do swojej historii i dumy narodowej, co nie ma nic wspólnego z narodowym – SOCJALIZMEM – dziełem drobnomieszczańskiego lewactwa niemieckiego!

Dla moralizatorów pokroju LisaI Żakowskiego, a jest ich od cholery w tym kraju, i tego trzeciego artysty porannego bełkotu w pierwszym radiu propagandowym, którego nazwisko nie jest nawet warte wspominania (bynajmniej nie uważam, że wspominać należy Lisa czy Żakowskiego, ale to jest tutaj koniecznością), przymiotnik narodowy w różnych odmianach jest równie straszny jak słowo ,,pedał” dla uczestników tzw. ,,parady równości”. W miejsce przymiotnika ,,narodowy” poprawni politycznie idioci wstawili przymiotnik ,,europejski”. Jeżeli więc coś jest cool, nowoczesne, nieobciachowe, luzackie, laickie, wyluzowane, postępowe i ,,światowe” to jest na pewno ,,europejskie”. Mam więc pytanie do propagatorów takiego sposobu myślenia: czy postępowanie królowej Zofii, mające podłoże klasycznie ,,nacjonalistyczne, odwetowe i separatystyczne” - żony twórcy demokratycznej i wolnej Hiszpanii – wielkiego króla Jana Karola I, jest postępowaniem ,,narodowym” (tak jak zrobiłby to Korwin-Mikke, Kaczyński czy Dmowski) czy postępowaniem ,,europejskim” o wzorcach wziętych z Tageszeitung? Przecież królowa Zofia, a tym samym także król Jan Karol i cała rodzina panująca Hiszpanii opowiedziała się za poglądem wskazującym na nadrzędność prawa hiszpańskiego nad mglistymi zasadami UE! Królowa Zofia postępuje więc jak klasyczny przeciwnik integracji europejskiej, skoro nie chce widzieć na Gibraltarze syna swojej kuzynki – księcia Yorku Andrzeja ani nie ma ochoty wysłuchać marszu wykonywanego przez Pułk Gibraltarski na uroczystościach w Londynie.

   Kilka dni temu Tomasz Lis wpadając po raz kolejny w profetyczno -moralizatorski ton domorosłego filozofa stwierdził na antenie Radia TOK FM: ,,Dzisiaj nazywanie rzeczy w Polsce po imieniu wymaga odwagi cywilnej”. Naprawdę? Dlaczego to więc pan Lis siedzi ze swoimi poglądami i wykształceniem w studiu TVP za bajońskie wynagrodzenie, kiedy ludzie o moich poglądach są zepchnięci do bieda-pism prawicowych i próbują się przebić jedynie na blogach? Ja uważam, że dzisiaj to moje konserwatywne społecznmie poglądy są obłożone anatemą trybunału  poprawności -politycznej lub jak to woli sanhedrynu szeroko pojetej michnikowszczyzny i lisizny.

,,Ryzykuje się bycie oplutym na ulicy i absolutnie ordynarną, wstrętną, dziką kampanię nienawiści. – twierdzi dalej Lis -Trudno, trzeba to znieść, nie można machnąć ręką. Zło powinno być nazwane. Musi być jasno namalowana kreska, między normalną tkanką społeczną, strefą publiczną a tym, co jest skrajnością i zdziczeniem”.

Okazuje się więc, że mamy w Polsce głównego inkwizytora, prokuratora moralnosci, naczelnego rzeczoznawcę od rozróżniania dobra od zła. Czym więc w lisowym pojęciu jest ,,zło"?

Złem jest ubieganie się przez miliony ludzi o godne warunki życia?

Złem jest więc, kiedy oszustowi będącemu premierem wykazuje się, że nie dotrzymał żadnej obietnicy z kampanii wyborczej?

Złem jest w takim razie wsadzanie rozbestwionych urzędasów bezczelnie okradających nas z naszych podatków i traktujących pobyt w parlamencie jako okazję do wyciągnięcia kilku milionów za ustawę?

Złem musi być w tym rozumieniu, kiedy pytamy się partii rządzącej po jaką cholerę posłem tej partii jest jakiś afrykański kaznodzieja, który głosuje za reformą emerytalną nie mając o niej zielonego pojęcia, w czasie kiedy w jego kraju ojczystym jest głosowana ustawa emerytalna idąca w kompletnie innym kierunku.

Po co to wszystko wymieniać? Złem jest po prostu wszystko co nie jest zgodne ze punktem widzenia Lisa i jego kumpli, a w co wierzą wspomniane ,,barany” -czyli my widzowie jego programu!

To bardzo groźna sytuacja, kiedy dziennikarz, który w ciągu jednego roku jest naczelnym ,,Wprost" i ,,Newsweeka"  nie potrafi dokonać rozróżnienie dobra i zła. To bardzo niepokojący syndrom, kiedy ktoś kto ma spiracje bycia prezydentem i moralnym autorytetem tego narodu naprawdę nie rozumie czym jest ,,zło" i posługuje się jego mianem z byle powodu!

I po raz kolejny chciałoby się zapytać naczelnego ,,Newsweeka” cytatem z Jana Kochanowskiego: ,,czemu to prałacie, nie tak sami żywiecie, jako nauczacie"? Problem w tym, że zadanie pytania ,,Europejczykowi” Lisowi za pomocą Jana Kochanowskiego także może być obraźliwe. Kochanowski był patriotą, a to nie jest ani cool, ani ,,europejskie”. Jak może bowiem być odbierany autor, który już w XVI wieku jako jeden z pierwszych wielkich Polaków myślał w kategoriach narodowych i patriotycznych, a więc takich jakich dzisiaj nie wyobraża sobie Żakowski. To Jan z Czarnolasu napisał jako pierwszy piękne patriotyczne słowa we fraszce ,,Na sokalskie mogiły":

Tusmy się mężnie prze ojczyznę bili

I na ostatek gardła położyli.

Nie masz przecz, gościu, złez nad nami tracić,

Taką śmierć mógłbyś sam drogo zapłacić.

p.lepkowski@op.pl

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl