Jak to możliwe, że Stefan Niesiołowski, który publicznie zaatakował Ewę Stankiewicz do dziś funkcjonuje bezkarnie w przestrzeni publicznej? Anita Gargas w nowym wydaniu „Gazety Polskiej” podaje przyczynę znacznego przesunięcia granicy, do której można się zbliżyć, atakując przeciwnika.
„Nie doszłoby do tego, że Stefan Niesiołowski fizycznie napada dziennikarkę, krzyczy >>Won do PiS-u!<<, a następnie bez przeszkód funkcjonuje publicznie, gdyby 20 lat wcześniej potępiono Adama Michnika za jego rzucone do dziennikarza >>Odpieprz się od generała!<<” – tłumaczy Gargas. Przypomina sytuację z 1992 r., kiedy Michnik razem z gen. Jaruzelskim zostali zaproszeni do programu emitowanego przez jedną z francuskich telewizji w związku z wydanymi przez generała wspomnieniami. Przed nagraniem zatrzymali ich polscy dziennikarze. Rozmowa odbywała się w napiętej atmosferze i wprawiła naczelnego „Wyborczej” w zdenerwowanie – relacjonuje Gargas.
Zdaniem publicystki „GP” redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” i kierowany przez niego dziennik winni są przesunięciu granicy, która wyznaczała poprawne publiczne zachowanie w sytuacji atakowania przeciwnika. „Wprowadzili swoistą segregację dziennikarzy na >>prawicowych<< - co było synonimem złych, działających na szkodę państwa – i dobrą resztę” – przekonuje redaktorka „Gazety Polskiej”. Jej zdaniem późniejsze ataki PO na dziennikarzy były kontynuacją praktyk zapoczątkowanych na Czerskiej.
Od pamiętnego „Odpieprz się od generała!” minęło 20 lat. Co się od tego czasu zmieniło? Nie ma już kategorii dziennikarzy prawicowych, uważa Anita Gargas, są za to media pisowskie. To wciąż jednak kategoria pejoratywna, etykietowana, przeciwko której walczy się na epitety i którą wyklucza się z debaty publicznej. Do grupy pisowskich dziennikarzy zalicza się m.in. ekipę „Misji specjalnej”, którą kierowała Gargas. „Byliśmy obrażani dziesiątki razy przez polityków znajdujących zachętę w mediach Agory i jej środowiska” – wyjaśnia publicystka „GP”.
Przypomina też o raporcie nt. upartyjnienia mediów publicznych, który w 2006 r. opublikowała Platforma Obywatelska. „W raporcie roiło się od kłamstw i manipulacji. TVP i Polskie Radio raport określał jako media pisowskie” – pisze Gargas. Akcentuje też wydrukowany przez Michnika tekst „Moje typy”, gdzie naczelny „GW” wymienił dziennikarzy, „których jedyną winą było to, że wyrażali opinie odmienne od obowiązujących w środowisku >>Gazety Wyborczej<<”. „Tej swoistej listy proskrypcyjnej nie potępiono, przeciwnie, w wielu mediach potraktowana ją jako wskaźnik do wykluczania wymienionych osób z grona gości zapraszanych do programów publicystycznych” – zauważa redaktorka „Gazety Polskiej”.
„Większość niezależnych dziennikarzy ostatecznie straciła pracę w mediach publicznych rok temu (…) Ale dzielenie dziennikarzy na dobrych i >>pisowskich<< trwa. I będzie trwać, dopóki istnieje drugi obieg” – konkluduje Gargas.
Więcej w tekście Anity Gargas „Segregacja i listy proskrypcyjne, czyli o metodach wykluczania niezależnych dziennikarzy” na str. 5 najnowszego wydania tygodnika „Gazeta Polska”.
Opr. OG
