Weryfikacja polityczna dziennikarzy w Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim, Skierniewicach i Sieradzu miała miejsce w styczniu 1982 r. W jej wyniku straciło pracę w lokalnej prasie, radiu i telewizji 51 osób. W stosunku do 24 dziennikarzy komisja weryfikacyjna orzekła bezwzględny i bezterminowy zakaz wykonywania zawodu dziennikarskiego.
 

 

W tej ostatniej grupie jedenastu dziennikarzom zakaz ten rozszerzono, uniemożliwiając także pracę w zawodach inteligenckich ( kulturze, nauce, oświacie). W odróżnieniu od innych ośrodków specyfiką Łodzi był sposób działania komisji weryfikacyjnej. Ta funkcjonowała jak klasyczny sąd kapturowy. O jej istnieniu nie wiedzieli nawet dotknięci werdyktami weryfikacyjnymi dziennikarze. Nie byli także w inny sposób informowani o treści „wyroków” a z ich bezwzględnymi skutkami mieli się spotykać aż do 1990 r. przy każdej próbie podjęcia „zakazanej” pracy.
 
Wojewódzką komisję weryfikacyjną w Łodzi tworzyli : przysłany tu z Warszawy docent Mieczysław K. - specjalny pełnomocnik KC PZPR, Andrzej H. - komisaryczny sekretarz propagandy KŁ PZPR, dwaj oficerowie polityczni LWP - podpułkownicy Mieczysław K. i Kazimierz G., oficer SB Zdzisław K., Maria M. - dyrektor Delegatury Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk oraz Piotr S. - dyrektor Łódzkiego Wydawnictwa Prasowego RSW „Prasa - Książka – Ruch”.
 
W grudniu 2004 roku Zarząd Główny SDP oraz kilkoro dziennikarzy z Łodzi złożyli wniosek do IPN – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu o wszczęcie śledztwa w tej sprawie. W 2005 r. prokurator Oddziałowej Komisji w Łodzi Jacek Kozłowski postawił zarzuty popełnienia zbrodni komunistycznej pięciu członkom komisji weryfikacyjnej. Tylko pięciu, ponieważ Maria M. zmarła jeszcze w latach 80' natomiast Kazimierza G. nie mógł znaleźć prokurator, chociaż ten były wykładowca Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych mieszkał cały czas w Łodzi. W 2007 r. prokurator sformułował akt oskarżenia przeciwko tej piątce, uznając , że dopuścili się jedynie przestępstwa mobbingowania, czyli „ naruszania w sposób złośliwy praw pracowniczych dziennikarzy”, a więc czynu zagrożonego karą do 2 lat pozbawienia wolności. Na tej podstawie prokurator wnioskował o umorzenie postępowania na podstawie amnestii. Mimo protestów pokrzywdzonych dziennikarzy wskazujących, że weryfikatorzy pozbawiając ich prawa wykonywania zawodu dopuścili się jako funkcjonariusze państwa komunistycznego znacznie poważniejszego przestępstwa, sąd w grudniu 2007 r. przychylił się do wniosku oskarżyciela. Dziennikarze zaś konsekwentnie wskazywali, że przestępstwo weryfikatorów polegało na uzurpacji funkcji sądu, gdyż tylko sąd powszechny ma prawo orzekać o zakazie wykonywania określonego zawodu W wyniku tych zarzutów podniesionych przez czworo łódzkich dziennikarzy ten sam sąd rozpoczął jednak w 2008 r. proces. Ujawnił on wiele nowych wątków związanych z inwigilacją środowiska dziennikarskiego przez SB oraz metody i rozmiary represji wymierzone i stosowane wobec „niezweryfikowanych” przez cały okres lat 80'. W ich wyniku niektórzy dziennikarze zostali zmuszeni do emigracji, inni utracili na wiele lat uprawnienia pracownicze, ciężko rozchorowali się. Doszło także do tragicznego i do dziś niewyjaśnionego zaginięcia w 1986 r. represjonowanej dziennikarki telewizji Barbary Chrzczonowicz.
 
W październiku 2010 r. prokurator ponownie wniósł o umorzenie postępowania, tym razem na podstawie przedawnienia. Sąd przychylił się niezwłocznie do tego wniosku. Wyrok umarzający zaskarżyli pokrzywdzeni dziennikarze. Sąd Okręgowy w Łodzi wyrokiem z dnia 24 października 2011 r. uwzględnił ich apelację, uchylając wyrok do ponownego rozpoznania. SO stwierdził m.in. że „zaskarżony wyrok jawi się jako rozstrzygniecie, którego podstawy nie stanowiły jakiekolwiek ustalenia faktyczne, bowiem samodzielny wkład intelektualny w rozpoznanie sprawy przez sąd rejonowy, był w istocie żaden”. W tej sytuacji pełnomocnik pokrzywdzonych adw. Mariusz Mazepus wnioskował, aby sprawę do rozstrzygnięcia w pierwszej instancji przejął Sąd Okręgowy w Łodzi, ale nie zgodził się na to sędzia Sebastian Mihuniewicz. Stwierdził, że sprawa „nie jest skomplikowana” i może być prawidłowo rozstrzygnięta przez sąd niższej instancji. W związku z tym bez przeprowadzenia postępowania dowodowego na oczach zdumionych dziennikarzy umorzył postępowanie karne.
 
Umarzanie spraw sądowych wniesionych przez prokuratorów IPN stało się powszechne już w drugiej połowie 2011 r. w wyniku podjętej w maju tamtego roku uchwały 3 sędziów SN. W skrócie mówiąc: sędziowie doszli do wniosku, że uchwalona w 1998 r. ustawa o IPN jest spóźniona w stosunku do przestępstw zagrożonych karą do 5 lat więzienia, których możliwość ścigania zakończyła się w 1995 r. Ale weryfikatorzy łódzkich dziennikarzy mogliby nadal pozostać na ławie oskarżonych, gdyby sąd uznał, że dopuszczając się zbrodni komunistycznej działali „w celu osiągnięcia korzyści osobistej lub majątkowej”, bo takie przestępstwo zagrożone jest karą do 10 lat więzienia. Jednak ani sąd pierwszej instancji, ani odwoławczy nie zgodziły się na prowadzenie postępowania dowodowego w tym kierunku. Z dokumentacji zachowanej w aktach można dowiedzieć się,że niektórzy członkowie komisji weryfikacyjnej awansowali niedługo potem na wyższe stopnie wojskowe, otrzymali odznaczenia państwowe, oddelegowano ich do służby dyplomatycznej itd. Ale niezależnie od tego jest poza dyskusją, że oskarżeni pozbawiając pracy i prawa wykonywania zawodu dziennikarzy, działali „w celu osiągnięcia korzyści” dla PZPR i „państwa ludowego”. Zwracali na to uwagę pełnomocnicy pokrzywdzonych adwokaci Rafał Kasprzyk i Mariusz Mazepus, gdyż w doktrynie prawa karnego powszechnie przyjmuje się, iż korzyścią osobistą jest korzyść nie będąca korzyścią majątkową. Eliminując niepokornych dziennikarzy z życia publicznego i zawodowego weryfikatorzy mieli więc na uwadze określoną korzyść dla komunistycznej władzy.
 
Nie przekonało to jednak sądu odwoławczego. Tym bardziej, że prokurator Kozłowski od 2007 r. konsekwentnie domagał się umorzenia tej sprawy, co sprawiło, że pokrzywdzeni nie mieli wsparcia pionu prokuratorskiego IPN a oskarżeni przestali nawet przychodzić na kolejne rozprawy. Kończąc to najdłużej toczące się w Polsce postępowanie w sprawie weryfikacyjnej hańby, przewodniczący składu orzekającego sędzia Piotr Augustyniak w ustnym uzasadnieniu zaznaczył, że choć dziennikarze przegrali to „w tej sytuacji” sąd nie obciąży pokrzywdzonych kosztami postępowania.
 
 
Komentarz
 
 
Sąd darował pokrzywdzonym
 
Weryfikacja dziennikarzy w całej historii PRL jawi się jako akt odosobniony, bowiem jedynie raz, wtedy na początku stanu wojennego, reżim pozbawił prawa wykonywania zawodu dużą grupę przedstawicieli tylko tej jednej profesji. Dziwne jest więc stanowisko IPN, który – wbrew pozorom – nie dążył wcale do wszechstronnego wyjaśnienia tego haniebnego aktu bezprawia i potępienia jego sprawców - a miałoby to szansę zabrzmieć jako ostrzeżenie także na przyszłość.
Sądowi wypada pogratulować empatii. Zdecydował się nie obciążać kosztami procesu przegranych dziennikarzy. A przecież mógł postąpić zupełnie inaczej, bo w końcu kto przegrywa ten się wstydzi, że absorbował swoją sprawą zapracowanych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.
 
Gustaw Romanowski
 
29 maja 2012
.   

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl