To był koncert! Takiego nie pamiętam a żyję już cztery dekady na tym świecie. Na scenie przez Pałacem Buckingham wystąpili najlepsi artyści współczesnego Imperium Brytyjskiego. Udowodnili oni, że chociaż imperium w swojej dawnej formalnej postaci już nie istnieje, ale za to jego duch jest dzielny.
Co za naród ci Brytyjczycy rozsiani po całej planecie. Każda pieśń i piosenka wykonana dla ukochanej królowej Elżbiety II była nieopisanie wspaniała. Zaczęło się skromnie, tak jak tylko Brytole potrafią robić show. Najpierw wystąpili ci których przeboje królowa mogła słuchać na początku swojego panowania. Był więc jej ulubiony piosenkarz sir Cliff Richard, który mimo swoich 72 lat ma figurę 20-latka i głos przebijający całe masy piskliwych wyjców oblegających programy z gatunku ,,oni mają talent”. I znowu muszę użyć słownictwa spoza protokołu królewskiego, bo kiedy słucha się starszego Cliffa Richarda śpiewającego swój przebój ,,Congratulations”, Paula McCartneya wykonującego słynny przebój Beatlesów ,,Obladi oblada”, nie mówiąc już o kryształowym brzmieniu głosu sir Toma Jonesa, to trzeba stwierdzić, że wszystkie te polskie koncerciki organizowane pod Pałacem im. Józefa Stalina czy na innych centralnych placach polskich klepisk z okazji różnych, śmiesznie ważnych okazyjek, są po prostu obrazem nędzy i rozpaczy.
To co pokazali Brytyjczycy zeszłej nocy było oszałamiające. Wystarczy wymienić tylko część wykonawców jak: Elton John, Kylie Minogue, Stevie Wonder, Robbie Williams, Paul McCartney, Jessie J, Annie Lennox, Madness, sir Tom Jones, Shirley Bassey, Cliff Richard, JLS, Ed Sheeran, Lang Lang, Jools Holland, Alfie Boe i Ruby Turner. A wszystko to zapowiadane przez mistrzów rozrywki, prawdziwych królów konferansjerki koncertowej jak – australijski piosenkarz, malarz i komediant Rolf Harris czy Peter Kay, przy których tacy nudziarze jak Krystyna Loska i jej córka Grażyna Torbicka, śp. Lucjan Kydryński i jego syn Marcin Kydryński czy Krzysztof Materna i Agata Młynarska (też talent objawiony po swoim wybitnie utalentowanym rodzicu) mogliby jedynie posłużyć jako kelnerzy. Kto nie oglądał tego koncertu ten kiep.
A prawdziwym frajerem był ten kto zamiast słuchać najlepszych wykonawców muzyki rozrywkowej świata oglądał program w którym nudny zielonogórski dziennikarz wypytywał Franciszka Smudę o to jak dostaniemy w ,,cztery litery” na najbliższym konkursie futbolu europejskiego, nieszczęśliwie organizowanym u nas na zadupiu. Tak , takiej właśnie nazwy na określenie tego naszego grajdołku należy użyć.
Koncert jubileuszowy Elżbiety II uświadomił jakim zaściankiem kulturowym jest nasz kraj i jego mieszkańcy. A przecież na koncercie dla Jej Wysokości wielu brytyjskich wykonawców zostało pominiętych. Nie wystąpił Phil Collins, Sting, Boy George czy zespół Modern Talking. Tym razem nie zagrał już Brian May z grupy Queen czy cała reszta tych, których koncert wszędzie na świecie przyciągnął by tłumy: Peter and Gordon, The Animals, Manfred Mann, Petula Clark, Freddie and the Dreamers, Wayne Fontana and the Mindbenders, Herman’s Hermits, The Rolling Stones, The Troggs, Donovan, The Dave Clark Five, The Kinks czy grupa The Who. A przecież można by ich wymieniać dalej: the Osmonds, The Rubettes, The Bay City Rollers, New Seekers, Brotherhood of Man, Showaddywaddy, Mud and Alvin Stardust czy takich solistów jak Gilbert O'Sullivan, David Essex, Leo Sayer oraz Rod Stewart.
Kiedyś minister kultury (czy jak tam ten urząd się nazywa) Kazimierz Ujazdowski stwierdził w jakimś programie publicystycznym, że Polska jest potęgą muzyczną. Nie wiem z jakiego drzewa pan Ujazdowski ujrzał tak podnoszący na duchu widok. Ja uważam, i piszę to jako mąż pianisty i muzykologa, że Polska jest muzycznym i artystycznym zadupiem Europy. I nie wynika to z faktu, że brakuje nam w tym kraju prawdziwych (sic!) talentów muzycznych, ale dlatego, że zarówno nasz system kształcenia muzycznego jak i tzw. środowisko artystyczne to labirynt posadzony na bagnie pełnym żmij, którego jedyną funkcją jest eliminacja zdolnych i zastąpienie ich znajomkami. To kraina nepotyzmu i kumoterstwa na większą skalę niż rząd pewnego kaszubskiego oszusta. Stąd też we wszelkich programach i programikach rzekomo poszukujących talent ujawniają się tak naprawdę antytalenty, no bo kogo miałaby na podstawie własnych ,,doświadczeń muzycznych” wybrać niejaka Olga Jackowska vel Kora czy Agnieszka Chylińska? To nie jest program prowadzony przez sir Eltona Johna czy Roda Stewarta! I jaka różnica jurorów, a jest przepastna, taka też jakość tej polskiej muzyki!
Oglądając perfekcyjnie zorganizowany, bajecznie wykonany i niezapomniany koncert z okazji Diamentowego Jubileuszu Jej Wysokości Elżbiety II ogarnia mnie żal, że żyję w kraju, gdzie funkcje głowy państwa może sprawować każdy. Od dnia, który ktoś samozwańczo nazwał niedawno ,,dniem wolności” a ja nazywam ,,dniem nowego rozdania miejscówek przy korycie” (8 czerwca 1989 roku), kraj nasz i naród reprezentowała cała seria charakterów spod czarnej gwiazdy:
1. Komunistyczny dyktator i zdrajca, który dawno powinien być zdegradowany, a który zręcznie manipuluje opinię publiczną swoim rzekomym wallenrodyzmem.
2. Półanalfabeta, esbecki donosiciel i oszust wykradający papiery państwowe.
3. Komuszy aparatczyk, który całe życie węszył skąd wieje wiatr i w 2003 roku pokornie i na klęczkach wobec Wielkiego Brata wysłał nasze wojska do krajów z którymi utrzymywaliśmy stosunki dyplomatyczne.
4. Człowiek nie rozumiejący polityki międzynarodowej i mechanizmu dyplomacji. Zapłacił za to cenę najwyższą.
5. Oszust, który zastrzegał się między innymi, że nie podniesie wielu emerytalnego Polaków, a bez wahania maznął swoją parafę pod niedawno uchwaloną ustawą o podniesieniu wieku emerytalnego.
Patrząc na nich wszystkich z nieukrywanym wstrętem i niesmakiem, zazdroszczę Brytyjczykom ich wspaniałej Królowej. I dlatego w tych dniach wspominających jej 60 – lecie panowania nad 15 państwami świata i życząc szybkiego powrotu do zdrowia księciu Edynburga Filipowi, przyłączam się do tłumu wiwatującego słowami: Our glorious Queen Elizabeth II! Hip hip! Hura, hura, hura!
p.lepkowski@op.pl
