Wysłaliśmy z ulicy Foksal w Warszawie S.O.S. dla mediów. Przy świadkach. W konferencji zorganizowanej przez SDP wzięło udział grono kompetentne i zróżnicowane (publikujemy w tym numerze Forum najciekawsze głosy uczestników). Tydzień później w Krakowie Centrum Monitoringu Wolności Prasy zaprezentowało swój „raport zamknięcia” na temat mediów regionalnych. Sygnały zostały zatem wysłane. Szczerze mówiąc nie po to, by nadjechała jakaś kawaleria z odsieczą. Nie jesteśmy w tej kwestii optymistami, jak przystało na dziennikarzy, ludzi z zawodu dobrze poinformowanych. Po co zatem S.O.S? Czyje dusze chcemy ratować?
Nie swoje. A przynajmniej nie tylko swoje. Jeśli Wiesław Łuka pisze o reporterze prasowym, jako zawodzie ginącym, to przede wszystkim z perspektywy Czytelnika, który coś ważnego przy tej okazji traci. Elżbieta Królikowska-Avis ubolewa nad tym, że nadawcy i wydawcy rezygnują z korespondentów zagranicznych, bo niepokoi się społecznymi skutkami zubożenia wiedzy o tym, co dziś dzieje się w świecie. Wiedzy z pierwszej ręki, jaką może nam dać jedynie „nasz specjalny wysłannik”.
Media nie giną, one się zmieniają. Sęk w tym, w jakim kierunku te zmiany następują. Mamy przeczucie graniczące z pewnością, że w niedobrym. Przykład następny – fotografia prasowa. „Zainteresowanie fotografią rośnie w zawrotnym tempie, tymczasem fotografia prasowa jest niszczona. W świecie mediów, gdzie króluje przekaz wizualny. Paradoks? Nie, to kolejny przejaw zwycięstwa bylejakości” – pisze Andrzej Stawiarski. Czym bylejakość różni się od Jakości można sprawdzić przeglądając plon tegorocznego konkursu SDP na najlepszą fotografię prasową. Po jego obejrzeniu warto sobie zadać pytanie, w czyim interesie leży rezygnacja z zatrudniania artystów obiektywu i zastąpienie ich perełek kolorowymi plamami wykonanymi wielofunkcyjną „małpką”? Jasne, że „śpiewać każdy może”. Ale czy naprawdę każdy musi?
Zmiany dokonujące się w mediach pełne są paradoksów. Rewolucja technologiczna niesie ze sobą łatwość tworzenia i zarazem doprowadza do gwałtowanego obniżenia standardów. Z jednej strony daje, sprawia, że praktycznie każdy może dziś być autorem, „oprawcą” i wydawcą. Z drugiej odbiera, dewaluując wartość dziennikarskiej pracy. Gorszy pieniądz nieuchronnie wypiera lepszy. Wszyscy na tym tracimy.
W tym kontekście warto zastanowić się nad największym z dziennikarskich paradoksów. Oto w sytuacji gdy znikają kolejne tytuły prasowe, milkną stacje radiowe, a telewizja chce już jedynie zabawić nas na śmierć, w Polsce kształci się… 20 tys. przyszłych dziennikarzy. Oczywiście można wzruszyć na ten fenomen ramionami, bo przecież nie brak na naszych uczelniach kierunków kształcących przyszłych bezrobotnych. Można także wyrazić satysfakcję, że tworzy się tym samym całkiem niezły rynek pracy dla doświadczonych, byłych dziennikarzy. Można… ale nie uchodzi. Andrzej Kaczmarczyk pyta zatem wszystkich zainteresowanych i w sprawę zamieszanych: studentów, dziennikarzy, wykładowców, co z tym fantem zrobić? Odpowiedzi i tu skłaniają do wysłania sygnału S.O.S. w obronie Jakości wypieranej przez bylejakość.
Dla nas, jako stowarzyszenia twórczego jest to linia frontu na której powinniśmy się bić. Do ostatniego naboju.
Piotr Legutko
