"Artykulik”


    W „Rzeczpospolitej” (dziś – tj. w piątek 15.06) pisze p. Woźniak. To chyba redaktor, bo rzecz jest aż na czołówce gazety. Ale tylko chyba. Treść tyczy naszych rozwijających się inwestycji za granicą.
    Otrzymujemy informację, że jest wzrost. To bardzo dobrze. Że nasi dostrzegli tańszą (jeszcze tańszą?)  siłę roboczą za miedzą. Chociaż jeśli na tę tezę dowodem ma być koncern górniczy przejęty w Kanadzie  - to… dziwne!
    Jest o KGHM, nie ma natomiast informacji o innych naszych najważniejszych firmach – państwowych i prywatnych. A przecież ponoć ci ostatni prą do przodu. Wymienia się w artykule tylko małe podmioty. Przedstawione opinie pochodzą z Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. Byłyby ciekawsze gdyby zadane zostały pytania dociekliwe o interesach dokonanych. Natomiast nie bardzo rozumiem dlaczego informuje się o planowanych dopiero polskich przedsięwzięciach gospodarczych: „Celem ekspansji polskich przedsiębiorców staje się również Ameryka Południowa: w kwietniu do Peru i Chile pojechała grupa firm zainteresowanych inwestycjami w tamtejszą infrastrukturę”.
    Pojechali. Ciekawsze byłoby z czym wrócili?
    Dowiadujemy się też, że    wykorzystujemy światowy kryzys i dekoniunkturę. I słusznie. Chociaż nie napawa dumą  - cieszenie się, gdy inny się potknie. Wreszcie jak czytam, z raportu IBRKiK we współpracy z nowojorskim Vale Columbia Center (może przydałoby się trochę więcej o tym „partnerze”). Na początku 2011 w czołówce inwestorów były PKN Orlen i informatyczne „Asseco”. Tyle, że były to dopiero projekty wyliczane na: 6,2 mld i 1,2 mld. A mamy już połowę 2012 i co z tymi projektami nie dowiadujemy się. I to jest koniec informacji przekazywanych przez Pana W.
    Na stronie 2-giej jest wprawdzie komentarz do poruszonego tematu, ale w niczym nie wyjaśnia przytoczonych wątpliwości.
    Z żalem przyjąłem wiadomość, że „Rzepa” straciła ostatni 25% klientów. Droga – owszem. Ale dlaczego ma być coraz gorsza?

15.06.2012
Stefan Truszczyński
 
 
 
"Cha-cha"
 
Może jednak te kolorowe pisemka-bzdeciki przynoszące wieści z „lepszego światka” cosik są warte? No bo przecież celebryci na tych stronach uśmiechnięci do świata – czyli do nas. Wypowiedzi tylko „na tak”. O wszystkich – dobrze. Optymizm i tolerancja.
            A więc czytajcie ludzie – może będziecie lepsi. Jeden z moich szkolnych kolegów pisze do mnie: Stefan nie narzekaj. Napisz coś pozytywnego.
            Mam w swoim otoczeniu kolegę, który jest naprawdę życzliwy wszystkim dookoła. Mówi: rób to z uśmiechem, nie krzycz, nie pomstuj. Gdy ktoś w jego obecności klnie lub używa brzydkich słów – widzę, że sprawia mu to naprawdę przykrość. Nie kontynuuje rozmowy. Odsuwa się.
            Moje wnuczki-bliźniaczki (najnowsze, za miesiąc będą miały dwa latka - po 2 latka) nazywają mnie „dziadek cha-cha”. Same to wymyśliły. Nawet nie wiem która. Córka powiesiła im na ścianie moje śmiejące się zdjęcie i chyba stąd to nazwanie się wzięło.
            Skoro więc jestem cha-cha to niech tak będzie. Ale z czego tu się cieszyć? (Uwaga – znowu zaczynam narzekać!) Przecież z A-2 udało się. Wprawdzie Kinga Baranowska nie zdobyła jeszcze – niezdobytej zimą – K-2, ale bez wsparcia O2 (to symbol tlenu, dla wiadomości tych, którzy gruchy obijali na lekcjach chemii) wbiegła szturmem na Lhotse. Sukcesy tej młodej damy z Wejherowa – to rezultat nieprawdopodobnego uporu w dochodzeniu do celu. Oj, przydałoby się nam! (znowu zrzędzę?) Na razie jednak wszyscy wgapieni jesteśmy w piłkę toczącą się tam i z powrotem po drogiej acz np. w Poznaniu psującej się trawie. We łbach chyba nam się zakręci od tego kręcenia głową. Ale to mniejsza, gorzej jeśli drynkujące przez dwa tygodnie rozentuzjazmowane tabuny wejdą w cykl piwny i wielu zostanie tam na dłużej. Lech zapija „Lechem”, prezydent Grobelny zasuwa po angielsku zachęcając do odwiedzenia Poznania. (Rzeczywiście warto znaleźć się nad Wartą – polecam, bo byłem kilka dni temu z okazji wręczenia dorocznych nagród tamtejszym kolegom, którzy dzielnie walczą na łamach i w eterze.) Poznań, a już szczególnie dworzec kolejowy - nie do poznania. (O! udało mi się z przekonaniem napisać kolejne pozytywne zdanie.)
            A więc cha-cha – Poznaniacy. Cha-cha drogowcy. Cha-cha panie ministrze Nowak. Ocali Pan chyba swoją… główkę. Choć nie wiem jeszcze czy to więcej szczęścia, czy rozumu. Ale w końcu jesteś Pan z Sopotu, tak jak ja. A więc: cha-cha-cha! (Nie podoba mi się w Sopocie tylko ten Sheraton zbudowany o 10 metrów za blisko Grand Hotelu i o 2 metry za wysoki wobec hotelu wokół którego biegałem będąc dzieckiem). No i jeszcze to MOLO! Dobrze, że jest w Sopocie wspaniała marina, ale jedyne w swoim rodzaju historyczne molo zostało zdeformowane. No cóż, tak to jest Panie Karnowski-Prezydencie Sopotu: jakby człowiek nie zrobił to i tak jest z tego i pożytek i strata). Skoro już było o prezydentach, którzy jakoś tam powyłazili z kłopotów (Grobelny, Karnowski), przytaczam dalej kolejne pozytywy – Panie Krzysiu G. (To ten kolega szkolny, który namawia mnie do zaniechania czarnowidztwa). Drogi, dworce - O.K. Powtórzę za innymi – było warto! W tej konkurencji już wygraliśmy. Pozostają takie drobiazgi jak sprawa wieku przechodzenia na emeryturę, zanikanie nauczania historii w szkołach i pomoc ludziom w tragicznej sytuacji np. matkom bohatersko, ale naprawdę już ostatkiem sił wychowującym niepełnosprawne dzieci za 500 złotych miesięcznie! To po prostu hańba! Wstyd! Chodzi przede wszystkim o około 15 tysięcy rodzin w skali 40 milionowego kraju! Zleźcie z koturnów samozadowolenia panowie władcy. Jak można cieszyć się z kopania piłki, pozwalając na nędzę i mękę tuż obok.
            A miało być pozytywnie!? Staram się, ale ilekroć przypominam sobie to co usłyszałem, że przed kilkunastoma dniami w nocy pod URM-em, gdy matki biednych dzieci koczowały na ławce - wysłani do nich porządkowi nakazali zwinięcie małego namiotu rozstawionego do przewijania chorych dzieci – przestaję być cha-cha.        
            Gole, owszem cieszą, nie wtedy jednak gdy strzelamy je sobie. Ale o tym już w następnym felietonie. No, jeśli Bóg da, a naczelny tego portalu – Marek Palczewski – zaakceptuje. Wprawdzie coś tam się zmienia w sprawie cenzurowania i sprostowań. Senat się zreflektował po gwałtownym i powszechnym proteście dziennikarzy. Senatorowie forsowali przedtem kompletna bzudrę – nieograniczone pisanie „sprostowań”, które by zarżnęły gazety. Kto to spłodził? Nikt się nie chce przyznać w Senacie. Przypomniano natomiast sobie o wspaniałej bojowniczce i jeszcze lepszej aktorce Halinie Mikołajskiej i w parku im. Rydza Śmigłego w pobliżu Senatu postawiono jej piękny pomnik. Ale Józka…Szaniawskiego (przepraszam profesora Józefa Szaniawskiego, który najdłużej - bo jeszcze przez kilka miesięcy rządów Mazowieckiego - trzymany był jako ostatni więzień polityczny w zaduchu bagien Barczewa.), otóż tego wspaniałego historyka słuchanego dziś przez tysiące w Telewizji Trwam - nie chciano wpuścić na odsłonięcie!! Na szczęście był na uroczystości Jan Lityński – niewysoki, ale skuteczny – i nie dopuścił tym razem do kompromitacji władzy.
            Bądźmy więc skuteczni! Cha-cha.
 
Stefan Truszczyński
10.06.2012 r.
 
 

 

Nieszczęsny Szczęsny.

A za nim MY. Już wygrywaliśmy, ale w końcu tylko remis. Takie ni pies, ni wydra. Coś jak z drogami: zdążą, nie zdążą. Zdążyli. Może więc ten nieszczęsny remis zmobilizuje. Nie płaczmy, bo jeszcze nam się budowane w pośpiechu autostrady rozmyją, a pociągi znowu pomkną naprzeciwko po jednym torze.
Polsko! Gola! Bo taka jest kibiców wola. Tyle, że trochę mniejsza  ochota wszystko to oglądać. Cłopaki pokażcie - cytuję za jednym z piłkarzy - co macie w spodniach. Jaja czy zbuki?
 

Stefan Truszczyński

8 czerwca 2012

p.s. No cóż, staraliście się. I jak na tych z szóstej dziesiątki - nie było tak źle. Tyle, że to w sumie poziom szpakowsko-szaranowiczowy. Odnówmy kadry.

Nie ma KO-KO, nie ma spoko!
Nasze miłe babcie wygrały konkurs. Ale kolesie od piłki kopanej wydęli wargi: toż to wiocha.
Więc „jarzębin" nie usłyszeliśmy na otwarciu. Nie będzie nam „wiocha" stolicy reprezentować. I reprezentacja zagrała bez babcinowego wsparcia. Jak zagrała widział każdy, kto miał nadzieję.
A, że to wiadomo czyja matka - ta nadzieja - więc i z głowy mamy ułudy i mrzonki. Prysnęły jak bańka mydlana. Został smutny Smuda, ale i...No właśnie: zostaną dworce, lotniska i autostrady. A więc po nich teraz sobie pojeździmy, zamiast po biedakach, którzy biegali na próżno przez te zbyt długie - jak się okazało - 90 minut.
 

Stefan Truszczyński

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl