NEWSLETTER SDP


 

Z Tomaszem Zimochem o motylach Smudy, filmie BBC, biało-czerwonych i przyszłym mistrzu Europy rozmawia Marek Palczewski.

Tomasz Zimoch (rocznik 1957). Polski dziennikarz, komentator sportowy. Absolwent VIII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi im. Adama Asnyka. Z wykształcenia prawnik, ukończył aplikacje sędziowską. Karierę dziennikarską zaczynał w ACR Kiks – radiu Uniwersytetu Łódzkiego. Od wielu lat jest dziennikarzem Polskiego Radia i komentatorem sportowym. W 2009 r. otrzymał Złoty Mikrofon „za wiedzę i emocje, które pozwalają zobaczyć w radiu świat sportu”. 27 marca 2010 został odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi za zasługi w pracy dziennikarskiej, za propagowanie kultury fizycznej oraz idei olimpijskiej.

Tomku, stałeś się idolem kibiców, telewidzów, jesteś na okładkach tygodników. Znam Cię od lat jako człowieka skromnego, jak się z tym czujesz, że jesteś traktowany jak celebryta?

To jest bardzo miłe i bardzo dziękuję wszystkim kibicom, ale to mnie krępuje, nawet przeraża. Nie jestem celebrytą, to nie jest  mój świat. Ja jestem zwykłym, normalnym żuczkiem-radiowcem, żuczkiem-Tomkiem. To jest miłe, ale u mnie się nic nie zmienia.

Słuchacze  twoich transmisji radiowych, w których pełno jest różnorodnych metafor, zastanawiają się jak właściwie przygotowujesz się do tych sprawozdań. Czy  wcześniej wymyślasz te powiedzonka, czy też są spontaniczne i powstają w trakcie meczu, jak choćby to o Smudzie, który łapał motyle do niewidocznej siatki?

Motyl w meczu Polaków pojawił się dlatego, że sobie spacerowałem wokół Stadionu Narodowego, a tam blisko jest ulica Francuska i jest pomnik Agnieszki Osieckiej, siedzącej przy stoliku. I przypomniałem sobie jakiś wiersz i stąd to poetyckie słowo, bo poezja jest dla sprawozdawcy radiowego czymś takim jak muzyka. Mnie ona niezwykle inspiruje, nastraja jako sprawozdawcę,  dziennikarza, lubię słuchać muzyki klasycznej, bo wtedy najbardziej mi  wyobraźnia pracuje. Nikt nie narzuca mi żadnego obrazu,  sam tę muzykę mogę wiązać, kojarzyć z obrazami, scenami. Podobnie jest z poezją, a w czasie transmisji to jest gra skojarzeń. Nie można ich sobie wcześniej przygotować.

WIĘCEJ: http://www.sdp.pl/rozmowa-dnia-tomasz-zimoch


 

Ifigenia w biedzie – greckie refleksje

Stefana Truszczyńskiego

Kapitaliści greccy nie są tak pazerni jak nasi. Oczywiście nachapali ile się dało, ale zostawili ludziom – tzw. zwykłym ludziom - możliwość oszukiwania na podatkach (nikt tu nie wciskał kas fiskalnych). Nie są też tak bojący. Tak naprawdę wcale się nie boją, że im zlicytują państwo, zabiorą narodową władzę, a nawet euro. Nikt tego nie uczyni, bo naczynia europejskie są już tak połączone, że strachy to na lachy, a i nikt nie będzie udawał Greka w Atenach czy Salonikach. Tamże właśnie wiozący mnie taksówkarz mówi mi wprost, że gdyby mógł to zagłosowałby na... Putina, bo on obiecywał Grecji bałkańską rurę, która zmieniłaby radykalnie sytuację gospodarczą kraju. Tymczasem ostatni rządzący - słyszę od szofera - to zmarnowali.

Myśmy też podskakiwali w sprawie innej rury. A jednak pełznie ona po dnie Bałtyku. Bo tzw. Zachód policzył sobie co im bardziej się opłaca: lojalność wobec partnera z Unii czy czysty - no, może nie tak bardzo - zysk. I wyszło jak w Jałcie!

Saloniki, początek lata. Pustawo, nudnawo. A to ponoć dwumilionowe miasto i jeszcze niedawno ruchliwy port. Holowników i portowych strażaków nadal pełno. Tyle, że przycumowane przy nabrzeżach - po dwa, trzy obok siebie. Czekają. Tak jak i Grecy na gości, którzy gdzieś odpłynęli.
- Przypłynął tu dziś jakiś statek? - pytam portowego ciecia.
- Dziś nie. Pojutrze ma coś przypłynąć.

 

Łażę po kejach. Robię zdjęcia. Na środku placu wyładunkowego uganiają się bezpańskie kundle. Kryzysem zionie. 50% etatowych dziennikarzy zwolniono. Ale telewizja jak wszędzie brzęczy wesoło i ładuje ogólnoeuropejskie reklamy znanych powszechnie firm. Jest tego chyba nawet więcej niż u nas. Oczywiście taka sama sztampa. Może tylko trochę krótsze. Podobne są natomiast dysputy polityków, których - tak jak i u nas - nikt na pewno już nie słucha. Przekrzykują się i jeszcze machają rękami. Ble, ble.
Benzyna jeszcze droższa niż w Polsce. Zero klientów. Przechodząc kilkakrotnie obok stacji przy hotelu gdzie mieszkałem, ani razu nie widziałem, by ktoś tankował.


 

WIĘCEJ:
      

http://www.sdp.pl/ifigenia-w-biedzie-greckie-refleksje-stefan-truszczynski


 

Czytajmy Eco – felieton Marka Palczewskiego

W czasie Euro 2012 oddajemy się zbiorowej mistyfikacji, bo wydaje nam się, że żyjemy sportem i na sportowo.  Raczej nic z tych rzeczy: siedzimy przed telewizorami, pijemy piwo lub piwsko (częściej), wsuwamy chrupki i chipsy, zdzieramy gardła skandując (jeszcze w sobotę) „Polska, biało-czerwoni”.


A zdrowie nasze? W gardła wasze! Umberto Eco pisał wiele lat temu, że o ile uprawianie sportu oznacza zdrowie, o tyle sport oglądany, to mistyfikacja zdrowia. Piłkarze dostaną za udział w Euro średnio przynajmniej po 37 lub 67 tysięcy euro (pierwszą sumkę podał „Express Ilustrowany”, drugą „Gazeta Wyborcza”), a my za siedzenie przed telewizorem? Co najwyżej bóle kręgosłupa i odbytu, ewentualnie zapalenia spojówek. Więc po co dodatkowo szukać sobie wroga? Pamiętam ekscesy, polegające na pozbywaniu się telewizora rzutem przez okno. W ten sposób pozbywamy się wroga (telewizor), a przy okazji trenujemy nasze mięsnie, rzut do celu i silną wolę, by nie oglądać więcej meczów naszej reprezentacji.

Poszukiwanie wrogów czy ich wymyślanie jest kanwą książki Umberto Eco pod tym właśnie tytułem. Gdy wroga nie ma, koniecznie trzeba go stworzyć – pisze Eco.  I jakby na potwierdzenie tej tezy czytam dwa teksty w dwóch przeciwstawnych  tytułach: tekst Rafała Ziemkiewicza w „Uważam Rze” i Jacka Żakowskiego w „Gazecie Wyborczej”. Żakowski uważa, że na szczuciu wyrastają koncerny medialne i ideologiczne fundacje, „okładki tygodników, gazetowe tytuły i telewizyjne histerie przedstawiają sportową rywalizację jako nacjonalistyczną histerię”. W taki sposób opisują sportowe wydarzenia nawet media zaliczane do głównego nurtu. Paradoksalnie głos Żakowskiego współbrzmi w tej ocenie z oświadczeniem Obywatelskiej Komisji Etyki Mediów, w którym wyraziła ona „dezaprobatę dla sposobu informowania przez główne media w ostatnich tygodniach o Euro 2012, szczególnie przed meczem Polska-Rosja”. OKEM zwróciła uwagę na styl mediów zachęcający do przemocy. O szukaniu wroga i podgrzewaniu atmosfery przez media w czasie operacji „Krzyż” na Krakowskim Przedmieściu oraz o etykietowaniu faszyzmem Marszu Niepodległości pisze również w tym tygodniu Rafał Ziemkiewicz. Mam jednak pewność, że Ziemkiewicz i Żakowski wroga upatrują w odmiennych, niechętnych sobie formacjach (odpowiednio: PO i PiS).

WIĘCEJ:

http://www.sdp.pl/czytajmy-eco-felieton-marek-palczewski


 


 


 

Joanna Leszczyńska ponownie najlepsza

śr., 20/06/2012 - 23:25 — mp

Joanna Leszczyńska z „Dziennika Łódzkiego” została Dziennikarzem Roku 2011 w Łodzi. W ubiegłym roku również zdobyła I nagrodę w konkursie organizowanym przez łódzki oddział SDP.


Zdobywczyni I nagrody (w wysokości 3 tys. zł) otrzymała ją za „zadziorność w rozmowie, rzetelność w zbieraniu informacji, nieustępliwość w dążeniu do prawdy o historii, również tej odrzucanej, za umiejętność empatii i nonkonformizm”.

II nagrodę zdobył Łukasz Goss z TVP Łódź „za odwagę w prezentacji politycznych układów i afer, za podejmowanie dziennikarskich śledztw w obronie pokrzywdzonych i przypominanie o powinności dziennikarzy”,  a trzecią Anna Gronczewska z „Dziennika Łódzkiego”. Wyróżnienia jury konkursu przyznało 6 osobom: Joannie Barczykowskiej i Annie Pawłowskiej (obie z „Dziennika Łódzkiego”), Magdalenie Majewskiej i Aleksandrze Rek (z TVP Łódź) oraz Marcinowi Wąsiewiczowi (TV Polsat) i Agacie Zielińskiej (Polskie Radio Łódź).

Nagrodę Specjalną SDP otrzymał pośmiertnie za całokształt twórczości były dziennikarz Polskiego Radia Łódź, Krzysztof Michalski. Jury podkreśliło, że „Nagroda zostaje przyznana w dowód uznania Jego kunsztu reporterskiego, jaki reprezentował w ciągu całej swojej profesjonalnej kariery; za umiejętność otwierania ludzkich serc i umysłów, refleksyjność i lekkość, charakteryzujące Jego reportaże i korespondencje. Za to, że mimo postępującej choroby, niemal do ostatnich chwil nie ustawał w pracy dziennikarskiej”.

Jury konkursu obradowało w składzie: Hubert Bekrycht, Małgorzata Bruszewska- Kamińska, Jerzy Mazur, Zbigniew Natkański, Marek Palczewski (przewodniczący), Gustaw Romanowski i Maria Sondej.

Tegoroczna edycja konkursu organizowanego przez łódzki oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich była trzecią z kolei. Pierwsza odbyła się w 2010 roku.
 

Inf. własna


 

ZAPRASZAMY DO KORZYSTANIA Z NASZEJ STRONY.

Materiały z portalu sdp.pl są wolne do wykorzystania na zasadzie cytatu lub omówienia oraz z powołaniem się na źródło i podaniem linku do odnośnej strony.



 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl