NEWSLETTER SDP

 

 

Rozmowa dnia - 30 czerwca 2012


 

Z Teresą Torańską o Bielanie, autoryzacji, propagandystach politycznych i ONYCH rozmawia Wiesław Łuka.



Teresa Torańska, dziennikarka od lat 70-tych. Jest autorką m.in. książek "ONI" (Nagroda Polskiego PEN Clubu i podziemnej Solidarności, kilkadziesiąt wydań w 13 językach) "MY", "BYLI", "JESTEŚMY", "SĄ", "Śmierć spóźnia się o minutę". Odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Wybuchł konflikt po opublikowaniu twego wywiadu z Adamem Bielanem w Newsweeku przed kilku tygodniami; na szczęście przycichł …

I dlatego nie chcę do tego wracać. Szkoda czasu i energii.

Na tytuł mistrzyni polskiego wywiadu pracowałaś od początku stanu wojennego (1981) i nikt przed Bielanem nie straszył cię sądem?

Nie. I teraz też nie będzie.
 
Nie wdając się w szczegóły, bo już zostały opisane, zapytam: czy coś zaniedbałaś przed publikacją wywiadu? Czy czujesz się winna?

Nie. I nie zmienię swoich dotychczasowych obyczajów. Zawsze dawałam swój wywiad do autoryzacji i dalej będę dawać. Robię to przede wszystkim dla siebie, żeby mieć pewność, że nie przeinaczyłam jakichś faktów, czy nie wypaczyłam czyjejś myśli.   
 

 



Dlaczego autoryzacja jest tak ważna?

Mam ambicję, by każdy tekst, który podpisuję swoim nazwiskiem, miał wartość dokumentu, a dokument musi być rzetelny. Często rozmówcy mówią kodami, nieprecyzyjnie, upraszczają problemy, pomijają pewne fakty, bo o nich nie pamiętali, albo ja niedokładnie zapisałam to, co usłyszałam, więc w tekście mogę utracić coś ważnego z toku rozumowania mego bohatera. Wiesz przecież jako autor wywiadów, że rozmowy dokumentacyjne są zawsze o wiele dłuższe niż ostateczny tekst, który jest kwintesencją, nawet zlepkiem zdań, które padły w rozmowie w różnym czasie i po dokonanej koniecznej selekcji materiału mogłam pominąć coś, co rozmówcy wydaje się, lub jest, bardzo ważne. Ja najczęściej autoryzuję nie telefonicznie czy e-mailowo, lecz spotykam się z rozmówcą i proszę o uzupełnienia, często jeszcze sama zadaję dodatkowe pytania.

Zawsze jest niebezpieczeństwo, że rozmówca może mocno utrudnić procedurę autoryzacji.

To prawda - politycy, gwiazdy, celebryci  nierzadko odmawiają autoryzacji, często blokują lub przeciągają jej proces, wycofują się z wypowiedzianych myśli, zaczynają niezdarnie poprawiać…Oczywiście, uważam, że nie wolno im tak robić. Dziennikarz nie jest od tego, by zapisywać i drukować wszystko, co celebryta mu napisze albo niby "poprawi".

Doświadczałaś tego? 

Ja nie, ale wiem, że czasami rozmówcy usiłują redukować rolę dziennikarza do kogoś, kto trzyma mikrofon. To jest ewidentny wyraz manipulowania mediami, nawet pogardy wobec nas.

Podane przez mistrzynię wywiadu tego typu przykłady - o co proszę - mogą mieć wielką wartość poznawczą…

Nie podam nazwisk. Wiesz, że sama także udzielam wielu wywiadów i uważam, że to nie tylko kwestia manipulacji, ale zwyczajnej głupoty, niewiedzy, często pośpiechu, co prowadzi do upraszczania problemów, o których toczy się rozmowa. A jaki jest efekt? - dziennikarze często nie szanują rozmówców, więc równie często nie są szanowani.

 

WIĘCEJ:.

http://www.sdp.pl/rozmowa-dnia-teresa-toranska

Słoma z Twittera - felieton Wiktora Świetlika

Do tej pory z dużym uporem bojkotowałem dwa najważniejsze portale społecznościowe, bo jestem fanem międzyludzkich kontaktów bezpośrednich, które moim zdaniem Facebook, a i po trochu Twitter zabijają. Teraz dostrzegam jednak pewną bardzo poważną zaletę tychże. Możemy z nich nieco dowiedzieć się o naszych wybrańcach, ich stylu, poziomie intelektualnym, kondycji psychicznej, a czasem nieco o ich prawdziwym podejściu do rzeczywistości i do wyborcy.

Facebook i Twitter są często odczuwane jako sytuacje półprywatne, a w takich ludzie zachowują się naturalniej. Tak jak zapewne naturalnie zachowywał się Palikot tuż po katastrofie smoleńskiej wysyłając esemesy o "kaczce w buraczkach". Czy nie mówi to o nim więcej niż cała reszta? 

Weźmy choćby ambitniaka, młodzieżowca z PO posła Pawła Olszewskiego, który polemizował z publicystą Łukaszem Warzechą:  
@PawelOlszewski: @lkwarzecha Jezu, Pan jest jednak potwornie zakompleksiony...a prostactwem Pan tego nie przykryje ...współczuje Panu.
@lkwarzecha: @PawelOlszewski "Jaki Pan jest zakompleksiony" - zaćwierkał podrzędny poseł beznadziejnie rządzącej partii do publicysty.
@PawelOlszewski: @lkwarzecha hmm...do publicysty...chciałby Pan nim być...

Czy te "tłity" nie mówią więcej o panu pośle niż jego strona internetowa? Owszem Warzecha bywa ostry, ale ten styl, ta subtelność. Trzecioplanowy poseł,  który bierze dietę, bo dostał parę tysięcy głosów pisze "chciałby być pan publicystą" do faceta, który ma setki tysięcy czytelników. Obraża nie tylko jego, ale też ich. W dodatku w beznadziejnym stylu. Czy nie sporo to mówi o podejściu do wyborcy młodzieżowca i jego partii?

Albo bardziej doświadczony polityk, prawicowy poseł Andrzej Jaworski na Facebooku.

 

WIĘCEJ:

http://www.sdp.pl/sloma-z-twittera-felieton-wiktor-swietlik

 

 

 

 

 

Kiełbie we łbie - felieton Jadwigi Chmielowskiej

 

Skąd się ono bierze? Ano źródeł jest wiele. Wszystkie jednak można sprowadzić do wspólnego mianownika – pycha i nieuctwo. Bezstresowe wychowanie to inkubator pychy. Rośnie taki małolat i myśli, że mu wszystko wolno. W końcu "róbta co chceta". Gdy już dorośnie to uważa, że "hulaj dusza bez kontusza" i dla zabawy a to wetknie flagę własnego państwa w psie odchody a to pośmieje się z Hindusa, a to obrazi Ukrainki.

Gorzej, gdy taki nie siedzi w domowych pieleszach i co najwyżej mędrkuje w gronie kumpli a niestety pozwala mu się błaznować przed milionami widzów. Widocznie ci, którzy to aprobują nie różnią się mentalnie od niego samego. Upowszechniają więc wzorce najgorsze z możliwych. Utwierdzają innych chamów w przekonaniu, że wszystko absolutnie wolno. Z niczym i nikim liczyć się nie trzeba. Postawa - "liczę się ja i nic dokoła mnie nie obchodzi" to apogeum pychy! Z wolnością nie ma nic wspólnego.

Najgorsze spustoszenie sieje nowomowa i zanik kodu kulturowego. Cóż teraz znaczy wiedza i honor? Liczy się "kasa", czyli jak to kilka lat temu mówiono "fura, skóra i komóra. Byle szybko, łatwo i przyjemnie przemknąć przez studia, a potem zarobić od razu duże pieniądze. Marzenie - stać się celebrytą – czyli być znanym z tego, że jest się znanym. Pół biedy, gdy taki celebruje samego siebie gorzej, gdy chce pouczać otoczenie.

 

WIĘCEJ:

 

http://www.sdp.pl/felieton-jadwiga-chmielowska

 

 

 

Felieton Elżbiety Królikowskiej-Avis "Prosto z Piccadilly"

Oto do polskich mediów  wkroczyła "fuck culture" czyli "kultura rynsztoka". A to za sprawą dwóch, pożal się Boże, broadcasterów, Kuby Wojewódzkiego i Michała Figurskiego, którzy w programie radia Eska Rock,  zaserwowali słuchaczom taki oto dialog:
Wojewódzki: A wiesz co ja wczoraj zrobiłem po tym meczu z Ukrainą?
Figurski: No?
W: Zachowałem się jak prawdziwy Polak.
F: Kopnąłeś psa.
W: Nie, wyrzuciłem swoją Ukrainkę…….
F: Powiem ci, że gdyby moja była chociaż odrobinę ładniejsza, to jeszcze bym ja zgwałcił.
W: E… ja to nie wiem, jak moja wygląda, bo ona ciągle na kolanach".


Zaprotestowało ukraińskie MSZ  i zażądało przeprosin. Prokuratura Rejonowa Warszawa - Praga wszczęła postępowanie sprawdzające  czy w tym skandalicznym dialogu doszło do znieważenia Ukraińców, za co grozi do 3 lat więzienia.  Oto kolejny sygnał, że Polska istotnie znalazła się w obwodzie zamkniętym z krajami Unii Europejskiej, bo podobne historie zdarzają się na Zachodzie, także  w Wielkiej Brytanii  od kilku lat. Oto jeden z nich, bodaj najgłośniejszy, z początków 2009 roku.

 

W październiku 2008 roku gwiazda BBC Jonathan Ross (kontrakt  6 mln funtów rocznie) gościł w programie młodszego kolegi - gospodarza  radiowego chat show BBC2 Russella Branda (kontrakt 200 tys. rocznie). W czasie trwania audycji wykonali kilka telefonów do 78-letniego aktora Andrew Sachsa, odtwórcy pamiętnego kelnera Manuela z serii "Hotel Zacisze". Sachs kiedyś obiecał Brandowi przyjść do programu i opowiedzieć o latach 70., o serialu z Monty-Pythonem Johnem Cleese’em i swojej późniejszej karierze. Nie zastali go w domu, więc zostawili mu kilka wiadomości na sekretarce. A właściwie parę obscenicznych dowcipasów, z których wynikało, że Brand sypiał z wnuczką Sachsa, Georginą Baillie. W message’ach znalazły się takie oto "żarty". Jonathan Ross:  "Andrew, Russell pieprzył twoją wnuczkę", i dalej "Pieprzył ją, przewieszoną przez kanapę".  A Brand  dodał, pewnie żeby było śmieszniej: "Andrew Sachs, powiedziałem publicznie, czego nie powinienem powiedzieć, że uprawiałem seks z pana wnuczką. Ale powiedziałem to z pełnym szacunkiem, wysłałem nawet do niej SMS z propozycją małżeńską". I zakończył: "Oto wiadomość dnia: wieczorem powiesił się Andrew Sachs".  Program był nagrywany "do puszki", producentka  Leslie  Douglas zatelefonowała do Sachsa, pytając czy nie czuje się urażony, ten odpowiedział, że bardzo, dodatkowo agent Sachsa zadzwonił do kontrolera BBC Radio2 z protestem, a po kilku dniach … chat show został wyemitowany!

WIĘCEJ:

http://www.sdp.pl/felieton-krolikowska-avis-prosto-z-picadilly-fuck-culture

 

 

PONADTO POLECAMY:

http://www.sdp.pl/nominacja-do-hieny-roku-2012-figurski-wojewodzki

http://www.sdp.pl/nowy-numer-forum-dziennikarzy-2/105

http://www.sdp.pl/studia-medioznawcze-2-2012-recenzja-marek-palczewski

http://www.sdp.pl/nagroda-kwiatkowskiego-dla-zakowskiego

 

 

ZAPRASZAMY DO KORZYSTANIA Z NASZEJ STRONY.

Materiały z portalu sdp.pl są wolne do wykorzystania na zasadzie cytatu lub omówienia oraz z powołaniem się na źródło i podaniem linku do odnośnej strony.


Opr. mp

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl