W charakterze kombatanckich wspomnień (ogóry!), ale też jako autentyczne świadectwo osobliwych czasów, przedstawiam swój podpisany tekst, który przed równo trzydziestu laty trochę krążył po Warszawie i został nawet w całości (z wszystkimi namiarami autora) przedrukowany w ówczesnej bibule („Opinia”, „Fakty” Regionu Mazowsze), a przed tygodniem te trzy przebitkowe kartki wypadły mi z jakiejś szuflady i patałętają się po domu. Górnolotne to, naiwne i przegadane, ale już nic nie poprawiam, tylko archiwalnie wieszam na blogu, a starożytną przebitkę wyrzucam na makulaturę : -)
Stanisław Remuszko


Wydawnictwo  „Obieg”

Stan wojenny jaki jest, każdy widzi. W spisie dziedzin najboleśniej dotkniętych jego restrykcjami, na czołowym miejscu znajduje się komunikacja społeczna. O sprawach fundamentalnych dla państwa i narodu spacyfikowane publikatory w istocie milczą bądź przemawiają językiem władzy. Inteligencji postawiono zarzut emigracji wewnętrznej, nieledwie zdrady Ojczyzny – jakby oskarżyciele mieli monopol na prawdę i patriotyzm; jakby obecne postawy ludzi nie były rezultatem obywatelskiej i moralnej autorefleksji, a ich widoma powszechność wyraziście nie demonstrowała społecznego protestu wobec narzucanych reguł gry; jakby wreszcie nie istniał dylemat wyboru między oficjalną aktywnością de publicis a dochowaniem wierności własnym poglądom…Szczególnie trudna jest sytuacja dziennikarzy, których stowarzyszenie rozwiązano w sposób urągający prawu, a ich samych poddano barbarzyńskim próbom łamania charakterów i sumień. Jedni niepokorni postanowili na jakiś czas odejść z zawodu, innych niepokornych wrzucono z pracy. Pierwsi i drudzy – choć ze swymi rodzinami często znaleźli się w finansowych opałach – nie maja przynajmniej bieżących problemów moralnych. Jeśli nie liczyć wyjątków, w redakcjach zostały koleżanki i koledzy, owszem, słabsi wolą, indywidualnością i odwagą, lecz przecież w większości uczciwi, którzy na co dzień usiłują „przynajmniej nie kłamać” – przez podejmowanie tematów neutralnych, ucieczkę w ogólniki albo przekaz czystej informacji.
Dziś, w szóstym już miesiącu „wojny”, zaczynają jednak pojawiać się również ujemne skutki milczenia wielotysięcznej elity kulturalnej narodu. Jeśli bowiem założyć – i to czynię – że jedyną rozsądną drogą wyprowadzenia Polski z kryzysu jest porozumienie społeczne, a ściślej (jakby to przerażająco nie brzmiało) ugoda miedzy władzą a narodem, wówczas jakość tej ugody, a więc i szanse realizacyjne przyjętych w jej ramach rozwiązań politycznych, będą w sporym stopniu zależały od aktualnego stanu woli i świadomości społeczeństwa. Na ów stan z kolei znacząco wpływa funkcjonowanie środków społecznej komunikacji – dziś martwych, jednostronnych lub niewiarygodnych, a przez to nieużytecznych dla wielkiej rzeszy nazwisk, które cieszą się ogólnym zaufaniem, i których głos jest społeczeństwu bardziej niż kiedykolwiek potrzebny. Jak pokonać te barierę, jak wyjść z komunikacyjnego pata?
Niekonwencjonalna sytuacja „najdziwniejszej z wojen” wymaga sięgnięcia po ekstraordynaryjne środki. Apeluję więc do dziennikarzy, do twórców i intelektualistów: zawrzyjmy niepisaną umowę o natychmiastowym powołaniu do życia społecznego wydawnictwa, które nazywam symbolicznie „OBIEG”. Niech to, co każdy z nas ma do powiedzenia, zostanie napisane – w postaci artykułu, szkicu, polemiki, wywiadu, dyskusji czy komentarza – i przekazane środowiskowym kręgom. Kto uzna otrzymany tekst za wartościowy społecznie, niech przepisze go przez kalkę i puści w dalszy obieg, wśród swoich z kolei znajomych. Zważmy, iż nakład maszynopisów oddawanych do naszej oficyny (iście unikalnej, bo bez cenzury, bez redakcji, bez zakładów poligraficznych, kiosków i księgarń) jest dziełem samych czytelników i zależy – primo – od ich aprobaty dla przedstawionego rozumowania, dla logiki i trafności argumentów, dla ocen, prognoz i sugestii zawartych w danym tekście; secundo – od społecznego miru autora.
Nie postuluję szufladowej twórczości, ale budowę żywych kanałów komunikacyjnych. Wiemy przecież, w jak zawrotnym tempie rozchodzą się w środowiskach pojedyncze cenne maszynopisy, np. ostatnio „Tezy” Rady Prymasowskiej czy IV Raport DiP. Żeby „OBIEG” zaczął żyć własnym życiem, lista jego aktualnych tytułów musi stale zawierać kilkadziesiąt takich pozycji. Teoretycznie nie powinno być z tym kłopotu, skoro poza dziennikarską profesją znajduje się dziś przejściowo kilkaset najprzedniejszych piór, a drugie tyle najwybitniejszych i najbardziej wiarygodnych osobistości życia kulturalnego z różnych przyczyn nie może lub nie chce zabierać głosu w oficjalnych publikatorach. Nie wierzę, aby wszyscy ci mądrzy i światli ludzie nie mieli społeczeństwu nic do powiedzenia.
Sądzę, iż nadchodzi okres, w którym dotychczasowa postawa znakomitej większości polskiej inteligencji będzie musiała znaleźć nowe środki ekspresji. Mówiąc wprost: jaskrawy swą liczebnością i spontanicznością protest milczenia i odmowy (program „na nie”), który odegrał kolosalną rolę w zachowaniu kondycji narodu, winien być z wolna zastępowany przez równie powszechną, stanowczą i konsekwentną walkę o program „na tak”, o rozwiązania społecznie akceptowane, a więc przynoszące rzeczywistą stabilizację polskiego życia. Wiem, że namawiam do spraw niełatwych ze względu na delikatność materii, na głębokie wciąż opory natury osobowościowej, lecz przecież jaka jest na razie – prócz podziemia – inna droga?
Nie chodzi o rezygnację czy odstępstwa od wyznawanych poglądów lub hierarchii wartości. Przeciwnie: o danie im publicznego wyrazu! „OBIEG” jest dziś jedyną legalną formą, która to umożliwia; warto by poszukać następnych. Nie wykluczone zresztą, iż klimat zmieni się szybciej niż myślimy, i dla tekstów naszego nieformalnego wydawnictwa zaczną się pojawiać możliwości druku – bez skreśleń – tu i ówdzie w oficjalnej prasie.
Trudno przesądzać o spisie spraw, które zostaną wzięte na warsztat przez indywidualnych bądź zbiorowych autorów „OBIEGU”. Z pewnością znajdą się wśród nich tematy dla Polski najważniejsze – jak warunki zakończenia „wojny” i zawarcia ugody społecznej, jak przyszłość ruchu związkowego, jak reforma państwa i prawa, etc. Trudno również przesądzać, w jakim kierunku potoczy się dyskusja i które jej nurty zyskają społeczną aprobatę; dobry początek zrobiły tu stonowane i realistyczne dokumenty wielkiej wagi – wspomniane „Tezy” Rady Prymasowskiej i IV Raport DiP.
Stwierdźmy na koniec, że „OBIEG” gwarantuje swobodę myśli, ale też wymaga odpowiedzialności za słowo. Jest to bowiem w konsekwencji nasza cząstka odpowiedzialności za własny kraj i za społeczeństwo, któremu nawet w najcięższych terminach mamy obowiązek służyć odwagą cywilną, wzorcem etycznym i postawą obywatelską, talentem, wiedzą i doświadczeniem. Od służby tej nikt nas nie zwolni.
Stanisław Remuszko
dziennikarz, leg. SDP nr 6986
Warszawa, 13 maja 1982

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl