Tworzenie mediów ważniejsze od budowy kościołów.
O. Maksymilian Kolbe o rozwoju mediów katolickich

Już we wczesnym okresie II Rzeczypospolitej w środowiskach kościelnych dostrzegano potencjał i siłę mediów. Uwagę skupiano początkowo na prasie, a w latach trzydziestych XX w. zainteresowano się także radiem. Tendencję tą zauważał również o. Maksymilian Kolbe. Podkreślał, iż obok władzy państwowej, szeroko rozumianej sztuki, szczególne znaczenie w kształtowaniu życia społecznego miały właśnie mass media. Dlatego wielokrotnie mówił o potrzebie rozwoju katolickiej akcji prasowej, która powinna być ważniejsza, nawet od  budowy kościołów.


Pomimo istnienia w latach dwudziestych XX w. silnych centrów wydawniczych w Poznaniu, Krakowie czy Mikołowie, o. Kolbe, krytycznie oceniał rozwój katolickich mediów. Uważał, iż wiele przedsięwzięć ewangelizacyjnych wykorzystujących środki przekazu, nie odpowiadało istotnemu celowi, jakiemu miały służyć. Krytykował ośrodki prasowe za brak „misyjności” i ograniczanie się do prowadzenia zwykłych placówek o niewysokich aspiracjach, służących często jedynie jako źródło dochodu. Z tego typu problemem musiał się zresztą zmierzyć w latach dwudziestych także we własnym środowisku, które naciskało, aby rozwijające się w Grodnie Wydawnictwo, utrzymywało przede wszystkim prowincję zakonną.

O. Kolbe ubolewał nad brakiem koordynacji prowadzonych przez poszczególne centra wydawnicze działań oraz skłonność do autonomicznych przedsięwzięć, które niekoniecznie służyły ewangelizacji.. Uważał, że np. dzienniki katolickie w Polsce wydawane były często bardziej do celów komercyjnych i politycznych niż ewangelizacyjnych. Pisał: „(...) przeważnie spotyka się rozstrzelone wysiłki, nieraz i bardzo wielkie, pojedynczych ludzi”. Sam też w początkowych latach działalności spotykał się z niezrozumieniem chcąc np. rozpocząć współpracę z drukarnią św. Wojciecha w Poznaniu. O. Maksymilian wskazywał także na niedostateczne finansowanie inicjatyw apostolskich wykorzystujących media. Dzieląc się z współpracownikami przemyśleniami związanymi z realizacją projektu dziennika przytaczał doświadczenia katolickich pism codziennych, Polski oraz Polaka-Katolika, które musiały zawiesić działalność z powodu złej sytuacji finansowej. Uważał, iż aby zorganizować możliwie optymalny start pisma należało zabezpieczyć je poprzez stabilną sytuację finansową. Dlatego też sugerował swoim współpracownikom potrzebę na tyle wysokiego początkowego nakładu Małego Dziennika, który pokryłby koszty pocztowe, kolportażu, papieru oraz wydatki redakcyjne i drukarskie.

Rozwój wydawnictwa w Krakowie, potem w Grodnie, ale przede wszystkim w budowa centrum ewangelizacyjnego wszechstronnie oddziaływującego na odbiorcę i wykorzystującego w tym celu nowoczesne rozwiązania z dziedziny mediów w Niepokalanowie, miało te tendencje odwracać. Główna idea szła w kierunku planowania globalnej strategii, tzw. „wojny prasowej”. Już w 1926r o. Kolbe pisał, iż rzeczą konieczną jest intensyfikowanie rozwoju akcji prasowej, do czego należy wykorzystać wszelkie możliwe środki, a przede wszystkim zainicjować wydawanie dziennika. Strategia Niepokalanowa zakładała również  uważną obserwację aktualnych trendów świata mass mediów i wykorzystywanie  do własnych celów rozwiązań podpatrzonych u konkurencji. Dzięki temu powstał tam w 1935r dziennik katolicki o charakterze sensacyjnym.

Nowością myśli o. Kolbego było założenie, iż katolicy powinni na tyle intensywnie korzystać ze środków przekazu aby nie dać się wyprzedzić innym ośrodkom medialnym, zwłaszcza tym zwalczającym chrześcijaństwo. Rola mediów jest bowiem tak poważna, iż brak zaangażowania w tej dziedzinie ludzi Kościoła jest naganne: „Najpierw te i owe wynalazki czynią dużo złego, a później dopiero my z nich korzystamy. Jest to niewłaściwe. I zasługiwalibyśmy na naganę, gdybyśmy dali się w tym ruchu korzystania z wynalazków wyprzedzić”. Kilkanaście lat później niemal te same słowa powtórzą dokumenty posoborowe Kościoła poświęcone mediom. Maksymilian uważał jednocześnie, iż media katolickie, wzorem mediów zwalczających Kościół, powinny przyjmować zdecydowanie bardziej pozytywny charakter. Sam zamierzał nie tylko bronić wiary lecz skutecznie podejmował zadania ofensywne, wspomagając je profesjonalnymi kampaniami reklamowymi oraz doskonale zorganizowanym kolportażem z powodzeniem konkurującym z ówczesnym potentatem na rynku, jakim był „Ruch”. Szaleniec Niepokalanej mawiał, iż nie wystarcza tylko bronić ale trzeba „wychodzić z twierdzy”, i ofensywnie zdobywać dusze, również nieprzyjaciół.

Do priorytetów należał więc w Niepokalanowie zakup najnowocześniejszych i najdroższych maszyn drukarskich, finansowanie wielkich kampanii reklamowych oraz stałe rozbudowywanie systemu własnego kolportażu, co w konsekwencji przekładało się na ciągły wzrost ilości drukowanych gazet. Realizując koncepcję klasztoru-wydawnictwa o. Kolbe wykorzystywał do tego celu najświeższe, naukowe rozwiązania z zakresu organizacji i zarządzania dużym przedsiębiorstwem. Aby jednak to wszystko było możliwe skupił wokół siebie oddanych pracowników, umiejętnie motywując i ukierunkowując ich apostolski zapał. Chcąc jednoczyć wysiłki na rzecz rozwoju katolickiej akcji prasowej wydawnictwo nawiązywało szereg kontaktów z innymi pismami w kraju i zagranicą. Z czasem zamierzano rozwinąć nawet sieć własnych korespondentów dążąc do stworzenia własnej agencji prasowej. Starano się także budować własną sieć korespondentów za granicą. W krótkim czasie po zainicjowaniu w Niepokalanowie pisma codziennego stworzono sieć lokalnych oddziałów, przedstawicielstwa i agend.

Również w Japonii działalność zakonników pod wodzą o. Kolbego skupiała się na wydawaniu i rozpowszechnianiu japońskiej edycji Rycerza Niepokalanej -.  Przed przybyciem franciszkanów prasa katolicka, pomimo iż Japonia posiadała rozbudowane tradycje czytelnicze, nie rozwijała się w tym kraju dynamicznie. W świetle czego wielokrotnie próbowano zniechęcać o. Maksymiliana przed rozwijaniem akcji prasowej. Marginalne znaczenie wydawnictw katolickich potwierdzali nawet dziennikarze i wydawcy katoliccy uzasadniając, iż „poganie katolickiego pisma czytać nie będą, a katolicy z trudnością utrzymują te pisma, które już istnieją”. Wkrótce jawnym zaprzeczeniem  tej sytuacji stał się Seibo no Kishi wychodzący w 1935r w nakładzie 65 tys. egzemplarzy. Miesięcznik trafiał przede wszystkim do pogan a także do „protestantów i innych niekatolików”. Inne japońskojęzyczne katolickie wydawnictwa, np. tygodnik Kotoriku Shinbun, rozchodził się w tym czasie w Tokio w nakładzie ok. 10 tys. egzemplarzy. Rzesza czytelników była zdaniem o. Kolbego powodem odniesionego sukcesu wydawniczego. Również w Japonii czyniono wysiłki aby jednoczyć katolicką akcję prasową, zacieśniając współpracę z innymi pismami.
   

Krzysztof Kunert

Dziennikarz i medioznawca. W 2007 r. doktoryzował się na KUL. Od 2008 r. członek Rady Programowej Radia Wrocław. Publikuje m.in. w Tygodniku Niedziela i na portalu wPolityce.pl.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl