Autobiografia chorwackiego dziennikarza i nauczyciela akademickiego z hiszpańskiej Pampeluny dotyczy dramatycznych wydarzeń rozgrywających się na terenie byłej Jugosławii w minionym stuleciu. Ich tragizm i okrucieństwo odczuł na własnym przykładzie.

 

Włoski okupant zamknął go w więzieniu w 1941 r. jako przedstawiciela chorwackiej elity. Uciekł z niego i po kilku miesiącach dostał się w ręce komunistów Tito, którzy uznali go za wroga i kolaboranta. Kazali mu wykopać grób i ustawili przed plutonem egzekucyjnym. W ostatniej chwili darowali mu życie, ponieważ postanowili wykorzystać jego dziennikarskie umiejętności do propagowania komunizmu. Odmowa współpracy skazała go na wielomiesięczny pobyt w obozie koncentracyjnym, gdzie ocalił życie i zdrowie dzięki modlitwie i udanej ucieczce. Chorwaccy nacjonaliści – ustasze zaproponowali mu współpracę i pieniądze na wydawanie prasy zwalczającej komunizm. Im też odmówił, ponieważ uważał, że dziennikarstwo jest służbą prawdzie informacyjnej, wolności wypowiedzi oraz zasadom religijnym i moralnym. Już wtedy dostrzegł rosnącą rolę polityki i politycznych metod rządzenia społeczeństwem, zagrażających chrześcijańskim wartościom, którymi kierował się w codziennym życiu. Pisał […] od polityków nie chciałem uczyć się niczego. Życie nauczyło mnie, że sprawiedliwi, mędrcy i poeci zawsze kroczą przed wszystkimi pozostałymi i że politycy, kiedy chcą za nimi podążyć, muszą wsiadać do policyjnych samochodów, żeby ich doścignąć.

            Dlatego też w 1945 r. w dramatycznych okolicznościach ucieka z Chorwacji przed zemstą reżimu Tito, pozostawiając ukochaną żonę i córkę. Przebywa w obozie dla uchodźców we Włoszech, skąd wyjeżdża do Hiszpanii, gdzie wraz z innymi emigrantami z Europy zniewolonej przez komunizm znalazł schronienie. We wspomnieniach opisał swoje emigracyjne zmagania z samotnością, tęsknotą do rodziny prześladowanej przez reżim w Jugosławii. Przetrwał tylko dzięki żarliwej wierze i miłości do rodziny i utraconej ojczyzny. Dużą rolę w jego życiu odegrał Josemaria Escriva, założyciel Opus Dei. Brajnovic zwierzył się z okropności, jakich doświadczył w czasie minionej wojny. Twórca Opus Dei pouczył go wtedy nigdy nie podnoś krzyża tylko po to, żeby przypominać, że jedni zabijali innych. Byłby to sztandar diabła. Krzyż Chrystusa to milczenie, przebaczenie i wzajemna modlitwa po to, aby wszyscy osiągnęli pokój. Wziął sobie tę dewizę do serca i przezwyciężył bierny emigracyjny żywot. Uruchomił wydawnictwo, w którym publikował chorwackich autorów, Biblię i swoje wiersze. Jako dziennikarz pisał artykuły o losach zniewolonych przez komunizm narodów Europy. Po 12 latach rozłąki odzyskał żonę i córkę, które zostały wypuszczone przez władze Jugosławii. Zamieszkał z nimi w Hiszpanii, gdzie urodziły mu się następne dzieci. Doczekał odzyskania przez Chorwację niepodległości. Niestety, znów za cenę wojny z Serbami, której byliśmy świadkami w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Serbowie i Chorwaci mimo językowych podobieństw są narodami, które wyrosły w odrębnej kulturze politycznej i cywilizacji. Chorwaci byli ukształtowani w cywilizacji zachodnioeuropejskiej, Serbowie zaś w bizantyjskiej despotii z otomańskimi naleciałościami. Na to wszystko nałożył się jeszcze komunizm, który zabetonował na kilka dziesięcioleci te różnice.

            Zdaniem Brajnovicia bez uwzględnienia tych wymienionych wyżej różnic nie można zrozumieć i wytłumaczyć konfliktów na Bałkanach. Przytacza też słowa katolickiego arcybiskupa z Sarajewa Iwana Saricia o zagrożeniach, jakie niósł ludzkości komunizm. Według niego jest on ukryty pod różnymi nazwami albo nie, nie ma do zaoferowania człowiekowi niczego z wyjątkiem niesprawiedliwości, cierpienia, ucisku i ideologicznego fałszu. Po prostu dlatego, że nie szanuje wolności i godności osoby ludzkiej. Dlatego też Brajnović unikał jakichkolwiek kompromisów z tym systemem. Jako specjalista od etyki dziennikarskiej uczulał na to swoich studentów w Pampelunie, gdzie wychował przez przeszło 30 lat całe pokolenia dziennikarzy hiszpańskich i latynoamerykańskich.

W swoich wspomnieniach surowo oceniał czasy, w których żył. Swoje przemyślenia chciał przekazać adeptom dziennikarstwa po to, aby unaocznić im zagrożenia, jakie niósł wiek XX. Rzadko się zdarza czytać tak autentyczne i bezkompromisowe pamiętniki. Każdy kto interesuje się współczesną polityką powinien je przeczytać i przestrzegać myśli Brajnovicia, który pisał prawda historyczna czy kultura są wartościami niepodzielnymi, które nie mają przymiotników. Myślę, że nie jest to głos wołający na puszczy.

 

 

Zbigniew Natkański

Autor jest historykiem i dziennikarzem.

 

10 września 2012

 

 

 

Luka Brajnović  Pożegnania i powroty: wspomnienia z czasów wojny i wygnania. Warszawa: Wydaw. Trio, 2012.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl