Spadł w przepaść na początku września, schodząc z tatrzańskiej Świnicy. Marcin Kołodziejczyk na łamach „Polityki” wspomina Józefa Szaniawskiego – publicystę przez prawicowe media uznawanego za „bohatera narodowego”.

Kołodziejczyk wspomina w „Polityce” rodzinne, zawodowe i polityczne życie Szaniawskiego. Pisze, że w 1985 r. został on więźniem politycznym, skazany za współpracę z Radiem Wolna Europa. Nawiązał ją ponad dziesięć lat wcześniej, jako dziennikarz PAP mający stały dostęp do poufnych biuletynów informacyjnych przygotowywanych przez Agencję dla władzy. „Znajomym mówił, że zwyczajnie zadzwonił do redakcji RWE w Monachium podczas wakacyjnej pracy w kuchni restauracji w Berlinie Zachodnim i zaproponował, że będzie korespondentem. Materiały podpisywał jako Zofia Piasecka. Rozpracowany został w operacji o kryptonimie pochodzącym od jego nazwiska – Szaniec. Uważał, że zdradził go któryś z monachijskich redaktorów RWE” – czytamy w „Polityce”. Z więzienia Szaniawski wyszedł w grudniu 1989 r., jako „ostatni więzień PRL”.

Dzień po jego śmierci „Nasz Dziennik” poświecił mu większość wydania i pokazał jako przewodnika po dziejach, wzór dla młodych naukowców i studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. W „ND” napisano, że Józef Szaniawski w świecie „medialnej manipulacji i kłamstwa” pokazywał, jak pozostawać wiernym prawdzie.

Opisy te nie powinny dziwić, Szaniawski od 2006 r. związany był z mediami o. Tadeusza Rydzyka. „Znajomi zauważyli, że natychmiast przejął stosowaną w toruńskim koncernie staropolską retorykę niepodległościową: każdy jego felieton pełen był targowic, szańców, zaprzańców, renegatów, hufców i kohort tak w historii Polski, jak i w odniesieniu do współczesnej polityki” – pisze Kołodziejczyk. Przypomina też, jak dziesięć lat temu Szaniawski zasłynął w środowisku dziennikarskim szarżą w obronie Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie. Jako jej prorektor w noc sylwestrową 2001 r. postanowił wraz z rektorem i grupą zwolenników rozstrzygnąć konflikt właścicielski w szkole. Zorganizowali okupację budynku przy warszawskim Nowym Świecie. Szaniawski chodził po budynku z pistoletem zawieszonym na szelkach, jak wspomina w „Polityce” Stefan Bratkowski. Ktoś inny dodaje w tygodniku: „Nigdy nie traktowałem Józka poważnie, niby bohater, ale taki megalomański, niby oddany sprawom i idei, ale zawsze wokół swoich interesów zapobiegliwy. A swojej biografii chciał już w wolnej Polsce dodać logicznej konsekwencji, aż znalazł się u Rydzyka. Czy tak rzeczywiście myślał i czuł, mam duże wątpliwości”.

 

Więcej w tekście Marcina Kołodziejczyka „Szaniec” na str. 21-23 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.

 

Opr. OG

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl