Niewątpliwie pożyteczna prowokacja Pawła Mitera, obnażająca służalczość prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, spowodowała dziwaczną panikę w jednostkach wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Przedstawiciele tychże obsesyjnie boją się rozmawiać z dziennikarzami przez telefon tudzież odpowiadać na maile, bo sfabrykowane może być telefon, mail no i przede wszystkim dziennikarz.
Z problemem tym zetknęłam się bezpośrednio, polecając 17 września dziennikarce, aby dowiedziała się, skąd pochodzi TIR, z którego skoczył mieszkaniec Łasku i zabił się na miejscu. Najpierw pani w sekretariacie odmówiła połączenie z Czesławem Żurowskim, prokuratorem Rejonowym w Łasku, na nic zdała się interwencja u rzecznika okręgu sieradzkiego prokuratury Józefa Mizerskiego. Wszyscy twierdzili, że po taką informację trzeba przyjechać. W końcu udało się wyprosić, aby pytania skierować faksem. Tylko co z tego, skoro banalnej odpowiedzi i tak nie otrzymaliśmy...
Prokuratura nigdy nie należała do instytucji szczodrze rozdającej informacje na temat prowadzonych postępowań. Obawiam się, że prowokację gdańską może uznać za pretekst do jeszcze większego uszczelniania się. Sytuacja zaczyna zakrawać na paranoję, bo trudno w dzisiejszych czasach wyobrazić sobie np. dziennikarza z Warszawy, który potrzebuje się dowiedzieć czegoś z prokuratury w Katowicach i ma uczynić to osobiście. Taki kuriozalny wymóg sparaliżuje pracę każdej redakcji.
Magdalena Hodak
red. nacz. Nowego Życia Pabianic
