SDP za sprawą Krzysztofa Skowrońskiego zamienia się w twierdzę PiS – pisze Grzegorz Rzeczkowski w „Polityce”. Publicysta analizuje w tygodniku prezesurę Skowrońskiego i wpływ jego działalności na Stowarzyszenie.
Grzegorz Rzeczkowski, przy okazji medialnej wrzawy wywołanej wystąpieniem prezesa SDP na konferencji Prawa i Sprawiedliwości, pochyla się nad obecnym stanem Stowarzyszenia. Redaktor „Polityki” stwierdza, że zmiany w SDP zaczęły zmierzać w niebezpiecznym kierunku w momencie, kiedy Krzysztof Skowroński zaczął kierować organizacją dziennikarzy. Rzeczkowski uważa, że inauguracja prezesury Skowrońskiego zbiegła się w czasie z utratą przez PiS władzy w mediach publicznych. W efekcie wielu dziennikarzy znalazło się na bruku. Prawica musiała szukać więc nowego przyczółka.
Jak przekonuje Rzeczkowski, SDP od dawna nie cieszyło się większym autorytetem, zwłaszcza wśród młodych dziennikarzy. Nie dysponuje też zbyt dużą siłą – ani liczebną (2,7 tys. członków), ani materialną (kilka milionów złotych na koncie i nieruchomości). „Ostatnio SDP jakby zaczęło wracać do łask. W czasach kryzysu, spadających nakładów i zwolnień legitymacja SDP i opieka lekarska dla wielu są wystarczającym magnesem, by się zapisać” – czytamy w „Polityce”. Rzeczkowski zauważa, że do grona byłych pracowników mediów w wieku okołoemerytalnym zaczęli dołączać młodsi.
A jak to było ze Skowrońskim, kiedy zainteresował się Stowarzyszeniem? Barbara Rogalska, była prezes warszawskiego SDP wspomina na łamach tygodnika, że przez długi czas namawiała Skowrońskiego do członkostwa w Stowarzyszeniu, jednak ten się w nim nie udzielał. Przełom przyszedł razem z ofensywą Krzysztofa Czabańskiego, byłego prezesa Polskiego, za którym dołączyli do SDP z czasem m.in. Roman Graczyk i Tomasz Sakiewicz. Na tej fali do SDP trafił też obecny prezes, który swoją działalnością chciał potwierdzić ponadpolityczność tej organizacji.
Czy mu się udało? Rzeczkowski uważa, że nie. „Wielu znajomym i przyjaciołom Krzysztofa Skowrońskiego trudno pojąć, dlaczego tak silne upolitycznienie SDP dokonało się właśnie za jego rządów. Jego – wrażliwego, trochę nieśmiałego filozofa, szczycącego się tym, że jako jeden z nielicznych przeczytał >>Ulissesa<< Joyce’a, i to ze zrozumieniem” – pisze redaktor „Polityki”. Jego zdaniem prezes SDP wybrał strategię działania, zgodnie z którą sprawia wrażenie człowieka, który „chce dobrze, ale inni się czepiają”. Publicysta twierdzi, że największą winą Skowrońskiego jest dzielenie środowiska dziennikarskiego, zamiast jego spajanie.
Udział prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich nie zaszkodzi, w ocenie Grzegorza Rzeczkowskiego, stanowisku Krzysztofa Skowrońskiego w SDP. „Popierający prezesa działacze będą go bronić do upadłego, bo choć wielu z nich ma mu za złe tak jawne wejście w politykę, od jego pozycji zależy ich przyszłość” – czytamy w „Polityce”. Zdaniem autora artykułu, bardziej prawdopodobny wydaje się rozłam w Stowarzyszeniu niż zmiana na stanowisku prezesa.
Więcej w tekście Grzegorza Rzeczkowksiego „Odlot Skowrona” na str. 20-22 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
