W najnowszym numerze pisma Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego głównym tematem jest konferencja naukowa „Tożsamość nauk o mediach”, zorganizowana przez UW w czerwcu b.r. Traktują o niej dwa teksty (Tomasza Gackowskiego i Wiesława Sonczyka). Ponadto w numerze znalazły się m.in. teksty o profesjonalizmie dziennikarskim (Marka Chylińskiego), o Stefanie Kisielewskim (Iwony Hofman) i o systemie medialnym Indii (Katarzyny Osuchowskiej).
Od 8 sierpnia 2011 roku decyzją Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ministerialnym wykazie dyscyplin naukowych znalazły się nauki o mediach. W ten sposób urzędnicza decyzja zaakceptowała to, co w środowisku medioznawczym od dawna było faktem: istnienie odrębnej dyscypliny z określonym przedmiotem badań i zróżnicowaną, wszechstronną metodologią. Tożsamości tej starej-nowej dyscypliny poświęcona była wyżej wspomniana konferencja. Referaty z niej ukażą się w osobnej publikacji, wcześniej natomiast fragmenty dyskusji publikują „Studia Medioznawcze”.
Dr Tomasz Gackowski z UW w artykule „Konferencja >>Tożsamość nauk o mediach<<, czyli medioznawcza polifonia starej-nowej dyscypliny naukowej” pisze, iż konferencja była pomyślana jako podjęcie dyskusji nad wizją rozwoju tej dyscypliny. Autor artykułu omawia przedstawione w czasie konferencji referaty, w których poruszano takie m.in. sprawy jak: istota nauki o mediach (prof. Tomasz Goban-Klas), językowe aspekty funkcjonowania mediów (prof. Jerzy Bralczyk, doc. dr Grażyna Majkowska), prawne uwarunkowania mediów (prof. Jacek Sobczak), etyka mediów (ks. prof. Michał Dróżdż), rozwój technologii informacyjnych (prof. Włodzimierz Gogołek), genologia dziennikarska (prof. Kazimierz Wolny-Zmorzyński, dr hab. Andrzej Kozieł), terminologia nauk o mediach (prof. Walery Pisarek), metodologia badań nad mediami (prof. Małgorzata Lisowska-Magdziarz), problemy badań empirycznych (prof. Teresa Sasińska-Klas).
Autor zwrócił uwagę, że w dyskusji jaka wywiązała się drugiego dnia konferencji wokół tez przedstawionych referatów najwięcej uwagi skupiła kwestia konstytuowania się nowej dyscypliny, brak środków finansowych na jej rozwój, nieobecność doktoratów i habilitacji z nauk o mediach. Zastanawiano się również, co jest przedmiotem badań medioznawczych, a co nim nie jest; uczestnicy doszli do wniosku, że granice są bardzo płynne – pisze Tomasz Gackowski. Ostatnim wątkiem, jaki pojawił się w czasie dyskusji był postulat prof. Józefa M. Fiszera, aby polscy badacze zajęli się raczej badaniami empirycznymi niż powtarzaniem ustaleń płynących z zagranicznych publikacji. Na zakończenie konferencji prof. Wiktor Pepliński stwierdził, że rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego otworzyła przez środowiskiem polskich medioznawców nowe możliwości, aczkolwiek droga do wypracowania tożsamości nauk o mediach jest długa i kręta.
Tomasz Gackowski, który dokładnie przedstawił przebieg konferencji zaprosił do dyskusji wszystkich badaczy zainteresowanych tą „nową” dyscypliną. Dla chętnych, łamy „Studiów Medioznawczych” są szeroko otwarte.
Na apel odpowiedział prof. Wiesław Sonczyk, publikując w tym samym numerze artykuł zatytułowany „Tożsamość nauki o mediach (refleksje po konferencji)”. Sonczyk sięga do historii, by zauważyć, że to nie jest pierwsza tego typu dyskusja, i już 40 lat temu toczyła się podobna, dotycząca powstającego prasoznawstwa. Uczestnicy tamtej dyskusji przypomnieli o wcześniejszej, z przełomu lat 20. i 30. XX wieku. Wszystkie próbowały ustalić przedmiot i zakres badań nowej dyscypliny naukowej, określić jej podstawowe metody badawcze, oddzielić od innych nauk. 40 lat temu celu nie osiągnięto; nie uzgodniono zakresu dyscypliny. Autor skłania się również do pesymistycznych wniosków odnośnie do obecnej dyskusji: „jej uczestnicy mają wprawdzie szlachetne intencje i zamiary, ale są właściwie bezradni wobec tej rzeczywistości, w której przyszło im działać i do której mają się w sposób naukowy odnosić”. Zauważa też, że w trybie administracyjnym nie da się określić ani nazwy, ani zakresu badawczego jakiejkolwiek dyscypliny. Do tego potrzebna jest samoświadomość danego środowiska naukowego i intersubiektywna zgoda i akceptacja ze strony tego środowiska.
Sonczyk przeciwstawia się akceptacji eklektyzmu jako cechy charakterystycznej nauk o mediach. Gdyby tak miało być – pisze autor – to na dorobek medioznawstwa składałaby się część dorobku nauk społecznych i humanistycznych, a nawet technicznych. Sonczyk widzi zagrożenie dla samodzielności nauk o mediach polegające na tym, że większość aktualnie czynnych zawodowo medioznawców „chyba bardziej i chętniej identyfikuje się z innymi dyscyplinami, w zależności od profilu (kierunku) ukończonych studiów”.
W podsumowaniu Sonczyk, który sam siebie określa jako medioznawcę, pisze, że punktem wyjścia do dyskusji nad tożsamością tej dyscypliny powinna być intersubiektywna zgoda w trzech kwestiach:
- Że medioznawstwo jest samodzielną dyscypliną naukowa i ma własne pole badawcze, które zdolne jest badać tylko ono samo, przy użyciu metod własnych lub przejętych od innych dyscyplin
- Rzeczywistość medialna będzie nadal penetrowana przez inne dyscypliny humanistyczne i społeczne
- Medioznawstwo jest dyscypliną, w obrębie której można wyróżnić wiele subdyscyplin, związanych z konkretnym typem mediów, profilem tematycznym, czy sposobem ujęcia tematu.
Ale, żeby dyskusja nie była jałowa – pisze Sonczyk – poza zgodą, że ta dyscyplina ma własne pole badawcze, trzeba je precyzyjnie określić. Zdaniem autora należy wyraźnie zdefiniować dla potrzeb medioznawstwa sam termin „media” – dziś mglisty i niejednoznaczny. Sonczyk powołuje się na rozróżnienie dokonane przez Walerego Pisarka w „Słowniku terminologii medialnej” i skłania się do podzielenia wszelkich form komunikowania ludzkiego na dwie kategorie: jedne służące codziennemu komunikowaniu się jednostek lub grup (np. książki, plakaty, telefon, internet, itd.), drugie, to tradycyjnie rozumiane środki masowego przekazu (prasa, radio, telewizja). A specyfika środków masowego przekazu polega – zdaniem Sonczyka – między innymi na tym, że „przekazywanie informacji czy opinii odbywa się tylko w jednym kierunku – od nadawcy do odbiorcy, a między nadawcą a odbiorcą nie ma bezpośredniego sprzężenia zwrotnego […]. W tym znaczeniu internet […] nie jest środkiem masowego przekazu”. Autor postuluje, by terminem „media” nazywać „środki masowego przekazu, ale „w tym przypadku konieczna jest jednak intersubiektywna zgoda badaczy w odniesieniu do takiego właśnie, zawężonego zakresu znaczeniowego tego pojęcia”. Wówczas termin „medioznawstwo” oznaczałby naukę zajmująca się badaniem samych mediów i analizą rzeczywistości przez media wytwarzaną. Obecny termin „nauki o mediach” narzucony – jak pisze – autor – w trybie administracyjnym jest „co najmniej wątpliwy”.
Zgadzam się z większością sądów przedstawionych przez autora w niniejszym artykule. Jest jednak jedna teza, której nie mogę absolutnie zaakceptować. Rozwinięcie mojego punktu widzenia wymagałoby osobnego tekstu, dlatego też ograniczę się do kilku uwag. Chodzi o to, że o ile mogę, ewentualnie, i z wieloma zastrzeżeniami „przystać na krytykę eklektyzmu” (aczkolwiek na Zachodzie takie eklektyczne badania są wciąż modne), to nie do końca mogę zaaprobować uwagi autora dotyczące rozróżnień pomiędzy środkami masowego przekazu a internetem. Z tekstu powyżej wynika, że Wiesław Sonczyk nie dostrzega interakcji w tradycyjnych środkach przekazu, a także nie zalicza internetu do środków masowego przekazu. Jeśli rzeczywiście definicja „środków masowego przekazu” wykluczałaby interakcję, to byłaby prawdziwa, ale rzeczywistość regulowana zmianami technologicznymi negatywnie zweryfikowała tę tezę: obecnie prasa, radio i telewizja mają interaktywny charakter, bo poprzez rozmaite łącza (telefony, internet, niegdyś listy do redakcji) „zhybrydyzowała” wcześniejsze środki komunikacji, zmieniając je z jednostronnych na dwustronne i wielostronne. W takim ujęciu internet stałby się jednym z środków przekazu masowego, a właściwie „zhybrydyzowanym”, multimedialnym środkiem przekazu, łacącym w sobie wszystkie dotychczasowe. Zmiana technologiczna zatem zmieniłaby samo pojęcie tego, co nazywaliśmy dotychczas „środkiem masowego przekazu”. Oczywiście, nadal możemy twierdzić, że stołem jest tylko taki mebel, który ma blat i cztery nogi, ale jaki to ma mieć sens, jeżeli równie dobrze możemy zjeść obiad na płaskim blacie zwieszonym z sufitu, a całkowicie pozbawionym nóg. Rozwój technologiczny wymusza zmiany w komunikacji i – moim zdaniem – definicje przedmiotowe. Tak, czy inaczej, warto dyskutować z tezami prof. Sonczyka, i myślę, że dyskusja zapowiada się ciekawie.
Kolejny dział w najnowszym numerze SM odnosi się do profesjonalizmu dziennikarskiego. Marek Chyliński, adiunkt w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego, a zarazem dziennikarz, w artykule „Metodologia researchu a profesjonalizm dziennikarski” przedstawia to, co w uproszczeniu można by nazwać metodami zbierania informacji przez dziennikarzy. Metodyczny research – pisze autor – prowadzony jest tak, jak zbudowana będzie dziennikarska relacja. Najistotniejsze jest więc samo wydarzenie, streszczone w „wybiciu”, potem budowane jest tło, kulisy, powiazania między sekwencjami wydarzenia lub uczestnikami oraz mniej istotne szczegóły. Dlaczego autor nie nazywa jednak owego „wybicia” po prostu lidem – tego nie rozumiem, tak jak też nie zgadzam się z sugestią autora, że lid MUSI zawierać odpowiedzi na pięć klasycznych pytań. Czasami bowiem nawet cała informacja w formie krótkiej wzmianki nie odpowiada na te pytania. Ale, autor ma prawo do własnych klasyfikacji, o ile są zaprezentowane w postaci logicznych wywodów i konkluzji. Czy tak się stało? Zachęcam do lektury.
Profesor Iwona Hofman z UMCS w dziale „Z kart historii” opisuje relacje pomiędzy Stefanem Kisielewskim a Jerzym Giedroyciem. Giedroyć – stwierdza – nie był admiratorem Kisielewskiego – literata, doceniał natomiast jego felietony. Swoje wspomnienia o Kisielewskim zatytułował „Bez niego życie będzie bardziej szare”. Te i inne relacje Kisielewskiego z opozycyjnym nurtem myślenia i z establishmentem omawia Iwona Hofman w artykule „Kisiel w Kulturze”.
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu SM słowo o artykule Katarzyny Osuchowskiej „System medialny Indii”. Wiadomo, że Indie mają jeden z najpotężniejszych na świecie systemów medialnych, a mimo to, jest on wciąż w Polsce słabo znany. W Indiach działają obecnie 572 stacje telewizyjne, a stały dostęp do internetu ma 100 milionów mieszkańców. Największa gazeta indyjska „The Times of India” wydawana jest codziennie w 3,5 mln egz., a wszystkie dzienniki razem mają średnio 90 mln dziennego nakładu, co daje Indii drugie miejsce za Chinami (130 mln). Autorka prognozuje, że w niedalekiej przyszłości Indie mogą stać się największym rynkiem internetowym na świecie.
Najnowszy numer „Studiów Medioznawczych” z pewnością zainteresuje medioznawców, poszukujących swoich naukowych korzeni i naukowej tożsamości, ale powinien również zwrócić uwagę studentów i nauczycieli akademickich, a może i dziennikarzy, zainteresowanych systemami medialnymi na świecie, najnowszymi książkami o mediach i analizą warsztatową zbierania i opracowania materiału dziennikarskiego.
Marek Palczewski
Autor jest medioznawcą, pracownikiem Katedry Dziennikarstwa Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie
25.10.2012

