Ten dzień miał wstrząsnąć Polską. Wstrząsnął „Rzeczpospolitą” – pisze w nowym wydaniu „Gazety Polskiej” Mateusz Matyszkowicz. I zastanawia się, jakie skutki niesie za sobą publikacja Cezarego Gmyza.
„Artykuł napisany wyjątkowo ostrożnie, na podstawie czterech źródeł, nieforsujący tezy o wybuchu, ale sugerujący zbadanie wątku. Równie ostrożny komentarz ówczesnego redaktora naczelnego razem z sugestią istnienia nacisków na redakcję, aby tekst się nie ukazywał” – tak Matyszkowicz ocenia na łamach „GP” publikację „Rzeczpospolitej” o trotylu na pokładzie prezydenckiego Tu-154M. I wymienia konsekwencje, jakie z niej płyną.
1. „Rz” straciła wiele ze swojej wiarygodności, co odbije się zarówno na sprzedaży, jak i cytowalności dziennika. „Jeśli rzeczywiście szefowie Cezarego Gmyza byli przekonani o błędzie, ich reakcja powinna być bardziej zdecydowana. Jeśli nie, ich zadaniem było wzięcie własnego dziennikarza w obronę. Tymczasem w >>Rz<< ukazał się bardzo mocny tekst, a potem nie wiedzieliśmy, czy szefowie gazety są w stanie wziąć na niego odpowiedzialność” – argumentuje Matyszkowicz.
2. Dziennik stracił swojego redaktora naczelnego – być może zbyt asekuranckiego, ale utrzymującego gazetę na poziomie niezależnym i konserwatywnym. Jak będzie teraz? „Dziennikarze już nie mogą mieć pewności, że jeśli ich tekst zostanie dopuszczony do druku, ba, redaktor naczelny opatrzy go swoim komentarzem, to w sytuacji ataku i nacisku znajdą wsparcie ze strony szefów” – odpowiada redaktor „Gazety Polskiej”. Jego zdaniem taka sytuacja stanowi zagrożenie dla podstawowego obowiązku dziennikarzy, czyli przekazywania informacji niezależnie od tego, czy będzie to na rękę grupom nacisku.
3. I wreszcie – dobitnie ujawnił się w Polsce mechanizm zagłuszania i zakrzywiania istotnych informacji. Historia z publikacją „Rz” na temat trotylu pokazała, w jaki sposób można na ogromną skalę manipulować przekazem i wykorzystywać pozornie niewygodne dla siebie informacje dla własnych celów. „To pokazuje, jak słabe jest w Polsce środowisko dziennikarskie i jak bardzo zarzuciło już ideał niezależności” – ocenia Matyszkowicz. I apeluje: „Jeżeli komuś naprawdę zależy na wolności słowa i mediów w Polsce, powinien teraz solidaryzować się z Cezarym Gmyzem, nawet jeśli politycznie jest mu nie po drodze”.
Więcej w tekście Mateusza Matyszkowicza „Wisząca strzelba Hitchcocka, czyli o pożytkach z publikacji >>Rzeczpospolitej<<” na str. 15 najnowszego wydania tygodnika „Gazeta Polska”.
Opr. OG
