Właśnie zaczęliśmy w Polsce żegnać się z telewizją analogową. Kto skorzysta na zastąpieniu jej cyfrowym odbiorem? Czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi na zmianę? Jak teraz będzie wyglądał medialny rynek? Odpowiedzi szuka na łamach „Polityki” Edwin Bendyk.

Bendyk wyjaśnia, że dobiega końca czas tzw. simulcastu – sytuacji, kiedy jednocześnie nadawane są sygnały analogowy i cyfrowy. Pierwsze nadajniki analogowe zamilkły dzisiaj (7 listopada) w Zielonej Górze i Żaganiu, za trzy tygodnie podobnie stanie się w Poznaniu, Gdańsku i Iławie. Cała operacja zakończy się w lipcu przyszłego roku. Kto najbardziej na niej skorzysta? Producenci dekoderów (settop boksów) i telewizorów, bo to dwie opcje, które umożliwią korzystanie z sygnału cyfrowego. Wszystko jednak wiąże się z wydatkami. Ceny dekoderów sięgają 150 zł, trzeba jednak uważać, bo sklepowe półki zalewają produkty obarczone licznymi wadami (np. są używanymi już w Niemczech urządzeniami, gdzie cyfryzacji dokonywano wcześniej niż w Polsce). Jeśli chodzi zaś o telewizory, koszty są dużo większe. Problem też – w gronie osób oglądających tylko telewizję naziemną większość to ludzie starsi, mieszkających na wsiach czy w mniejszych miejscowościach. Kupno nowego odbiornika przy ich niskich dochodach wydaje się mało realne.

W „Polityce” czytamy, że przygotowanie infrastruktury pod cyfryzację to nie jedyne, z czym Polska musi się zmierzyć. Ważne też, abyśmy jako społeczeństwo udźwignęli tę zmianę mentalnie. „Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi dla Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji spośród 25% gospodarstw domowych odbierających telewizję tylko drogą naziemną jedynie 20% jest przygotowanych do odbioru cyfrowego” – pisze Edwin Bendyk. Jak zauważa, eksperci zastanawiają się jak duża będzie skala wykluczenia cyfrowego, czyli liczba ludzi, którzy nie będą potrafili dostosować się do nowej technologii. Stawiają też pytania jak sobie z tym radzić?  „Najgorszy możliwy scenariusz to zahamowanie procesu pod wpływem ewentualnych protestów i ponowne włączenie nadawania analogowego” – czytamy w tygodniku.

Edwin Bendyk zastanawia się również w „Polityce” nad przeobrażeniem rynku medialnego, jakie dokona się po wprowadzeniu sygnału cyfrowego w całym kraju. Jego zdaniem zyskają na tym nadawcy tacy jak TVN, którzy do tej pory mieli ograniczony zasięg, a teraz dostają szansę, aby poszerzyć grono odbiorców. „Z kolei telewizja publiczna musi liczyć się z tym, że zwiększona bezpłatna oferta programowa oznacza zmniejszenie udziału w rynku programów TVP. A konkurencja w czasach słabnących budżetów reklamowych jest coraz trudniejszym wyzwaniem” – stwierdza Bendyk.

 

Więcej w tekście Edwina Bendyka „Prosimy nie regulować odbiorników” na str. 36-38 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.

Opr. OG

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl