Właściciele gazet dążą do ugody z bohaterami kontrowersyjnych artykułów. Nie dążą do wyjaśnienia nieprawidłowości, tylko uciekają z podkulonym ogonem – mówi z w rozmowie z Tomaszem Machałą Mariusz Zielke, były dziennikarz śledczy „Pulsu Biznesu”. Wywiad publikuje portal NaTemat.pl.
Zielke, w kontekście ostatnich wydarzeń w „Rzeczpospolitej, przypomina swoją historię. Stracił pracę w „Pulsie Biznesu” w 2009 roku z powodu cięć ekonomicznych. Nie zgodził się na nie i odszedł. Rok wcześniej opisał na łamach „PB” sprawę kontrowersji w nadzorze bankowym. „Zapowiedziano nam wytoczenie pięciu procesów z tego tytułu. Mieliśmy konflikt z dużą grupą finansową (…) Podpisaliśmy ugodę, ja również. W gazecie obiecano mi, że będę mógł kontynuować temat. Tymczasem żaden więcej tekst o tej firmie się nie ukazał” – tłumaczy Zielke.
Dlaczego tak się stało? Bo gazeta od początku dążyła do ugody. „To jest problem w mediach. W każdym medium prawnicy właścicieli gazet i telewizji dążą do podpisania ugody z osobami opisanymi w tekstach. Zamiast dążyć do wyjaśnienia nieprawidłowości, uciekają z podkulonym ogonem. To jest złe, nieuczciwe wobec czytelników” – przekonuje Mariusz Zielke. Dodaje jednak, że współczesne medialne realia i fakt, że sprawy w sądach ciągną się latami, wymuszają taką sytuację.
Historia z „Pulsem Biznesu” nauczyła Zielke, że nie można ze wszystkimi wojować, bo po utracie pracy, nikt w takiej sytuacji nie zatrudnia dziennikarza na nowo. Dziennikarstwo od tamtego czasu przestało być dla niego ukochanym zawodem.
Opr. OG
