PSL chce zmian w prawie prasowym. Chce krótszych terminów autoryzacji, innej definicji dziennikarza i prasy. Obowiązujące w Polsce Prawo prasowe pochodzi z 1984 roku i odwołuje się do PRL. Ale czy potrzebne jest w ogóle prawo prasowe?

Opór materii jest jednak zbyt duży i aczkolwiek uważam, że moglibyśmy się obyć bez prawa prasowego w Polsce, to na razie taka rewolucja nie przejdzie. Zatem, ile warte są propozycje partii dbającej o interesy polskiej wsi i polskich rolników?

Po pierwsze, zgodnie z projektem PSL za prasę mają być uznane także środki komunikacji elektronicznej, wykorzystujące Internet. Z zakresu definicji prasy wyłączono w projekcie „niezarejestrowane przekazy niepodlegające procesom przygotowywania redakcyjnego", co w szczególności ma dotyczyć blogów, korespondencji elektronicznej i serwisów społecznościowych. Pozostałe więc musiałyby być zarejestrowane. Kuriozalna wydaje mi się sama definicja prasy w Prawie prasowym, gdzie raz „prasa” w węższej definicji pojawia się jako czasopisma, gazety, wszelkie periodyki ukazujące się w druku, a w drugim, szerszym znaczeniu, „prasą” nazywa się wszelkie środki masowego przekazu. W trzecim rozumieniu "Prasa obejmuje również poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską"  Moim zdaniem należałoby się w ogóle pozbyć pierwszego sposobu rozumienia prasy z Prawa prasowego i zastąpić je zrozumiałym dla wszystkich terminem „środki masowego przekazu”, zaś materiały prasowe w tak szerokim rozumieniu, w jakim występują w Prawie prasowym nazwać po prostu „materiałami opublikowanymi w mediach”. Ponadto bezsensowny wydaje się nakaz rejestracji tak zwanej prasy. Dziś każdy może zamieszczać informacje w Internecie. I wcale nie musi tego robić pod szyldem „redakcji” czy „prasy” – wystarczą publikacje na blogach, w postach, na Facebooku, czy na Twitterze (dla PSL to nie jest „prasa”?!). PSL oraz inni twórcy noweli nie rozumieją chyba przemian we współczesnym świecie, bo wydaje im się, że mogą reglamentować i monitorować informacje. Szanowni Państwo, przyjmijcie do wiadomości, że w dobie Internetu to już nie jest możliwe. Pozostały stare nawyki, ale przeszłość se ne vrati.

Po drugie, w projekcie przewidziano również zmianę definicji dziennikarza - według nowych zapisów dziennikarz to osoba zatrudniona nie tylko na umowę o pracę, lecz również o dzieło lub na zlecenie, bądź prowadząca działalność gospodarczą. Otóż jest to definicja anachroniczna, nieuwzględniająca zmian w Internecie i nielicząca się z tym, że mamy dziś do czynienia z tzw. dziennikarstwem obywatelskim, nie-profesjonalnym, niezarobkowym. Dziś dziennikarzem jest każdy kto publikuje w mediach, również osoby niepowiązane formalnie z żadną redakcją czy z wydawcą.

Po trzecie, PSL podtrzymuje skostniałą formułę autoryzacji wypowiedzi. Plusem propozycji jest próba skrócenia okresu oczekiwania na autoryzację (zgodnie z projektem osoba udzielająca wypowiedzi dziennikowi miałaby jeden dzień na dokonanie autoryzacji, a czasopismu - dwa dni), ale minusem jest samo jej utrzymanie. W dobie Internetu, kiedy ważna jest każda sekunda oczekiwanie jeden dzień na autoryzację jest zabójcze dla newsa. Nie zwalnia to dziennikarzy z odpowiedzialności za rzetelność i dokładność zacytowanej wypowiedzi. Istnieją możliwości nagrywania wypowiedzi zarówno przez dziennikarza, jak i osobę udzielającą wywiadu, zatem i ewentualna możliwość skonfrontowania, czy wypowiedź została zacytowana dokładnie. Jeśli nie zostałaby, jest możliwe sprostowanie, a w ostateczności droga sądowa.

Autoryzację w ogóle należy znieść. Autoryzacji nie ma w USA, a dziennikarstwo ma się tam najlepiej. Idiotyzmem wręcz jest autoryzacja dosłownie cytowanych wypowiedzi. Renata Beger nie autoryzowała wypowiedzi polityków PiS dla programu „Teraz My” Sekielskiego i Morozowskiego, nikt nie autoryzuje wypowiedzi polityków z konferencji prasowych, z łapanek na korytarzach sejmowych, czy z ustawionych „eventów”. Decydować powinno tylko to, czy wypowiedź została przedstawiona zgodnie z rzeczywistością, a nie to, że rozmówca zmienił poglądy po nagraniu lub nie ma ochoty na występ w telewizji.

Summa summarum: im mniej politycy manipulują przy prawie prasowym, tym lepiej dla dziennikarzy. Im mniej regulacji, tym więcej wolności połączonej z odpowiedzialnością. A komu się to nie podoba, to może w razie wątpliwości wystąpić na drogę sądową. Przepisy kodeksu karnego i cywilnego wystarczą.

Marek Palczewski

13 marca 2014

 

 


 


 


 


 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl