W numerze m.in. artykuły Macieja Mrozowskiego, Walerego Pisarka, Małgorzaty Lisowskiej-Magdziarz i Jacka Sobczaka. Całość dla medioznawców niezwykle ciekawa i cenna. Widać, że Studia Medioznawcze odzyskują swój dawny blask, bo oprócz tekstów wspomnianych autorów mamy godne polecenia dziennikarzom artykuły Włodzimierza Gogołka i Pawła Kuczmy, czy Moniki Worsowicz.
W tym roku zmarł znany dziennikarz, publicysta, naukowiec i ekspert telewizyjny Karol Jakubowicz. Należał do założycieli polskiego medioznawstwa, przenosząc – jak pisze w artykule wspomnieniowym prof. Maciej Mrozowski – „na nasz grunt teorie i koncepcje rozwijanych na Zachodzie mass media research”. Karol Jakubowicz pracował m.in. jako członek kolegium redakcyjnego i autor kwartalnika naukowego „Przekazy i opinie”, wydawanego przez Polskie Radio i Telewizję. Nie był związany z żadną partią polityczną, do świata biznesu i polityki - jak zauważa Mrozowski, który go dobrze znał – odnosił się z nieufnością. W latach 1994-1997 kierował pracami Rady Nadzorczej w TVP S.A., w latach 2004-2006 był dyrektorem Departamentu strategii i analiz w Biurze KRRiT. Nie tracił nadziei, że kiedyś powstaną w Polsce media publiczne z „prawdziwego zdarzenia” (cytat z artykułu). Wśród publikacji jego autorstwa należy wymienić książkę p.t. Nowa ekologia mediów. Konwergencja i metamorfoza (2011) oraz wydaną tuż przed śmiercią autora Media a demokracja XXI wieku. Poszukiwania nowych modeli (2013). Warto przeczytać artykuł o człowieku, który choć był tylko doktorem, był najbardziej znanym na świecie polskim medioznawcą, którego dorobek przewyższył dokonania wielu profesorów.
Walery Pisarek, nawiasem dodam, że jest to zeszłoroczny laureat Lauru – głównej nagrody SDP, pisze o metodologii i terminologii „nauki o mediach”. Ale – zdaniem profesora – i jedna, i druga są rozmyte, niejasne. Wynika to m.in. stąd, że naukami o mediach zajmują się socjologowie, psychologowie, językoznawcy, historycy, filozofowie, specjaliści z dziedziny prawa, ekonomiści, i każdy z nich wnosi bagaż macierzystej dyscypliny.
Profesor Pisarek zżyma się, że już sama nazwa „nauki o mediach” nie jest najszczęśliwsza i opowiada się za używaniem będącej w obiegu nazwy „medioznawstwo”. Skłania się też do uznania, że medioznawstwo czy mediologia zajmują się człowiekiem, który przekazuje. Takie podejście – pisze autor – „przypomina niegdysiejsze definicje prasoznawstwa jako nauki zajmującej się szeroko rozumianymi społecznymi aspektami funkcjonowania periodycznych mediów masowych”. W kolejnym podrozdziale Pisarek omawia terminy i termonologię medioznawstwa, przytaczając m.in. model Harolda Lasswella (z 1948 roku): kto nadaje, co nadaje, do kogo, jakim kanałem i z jakim skutkiem? Jednak ten model jest dziś za ciasny dla wielu obszarów terminologii medioznawczej, m.in. dla teorii, pragmatyki, teleologii komunikacji, czy telematyki. Zdaniem Pisarka trzeba przygotować pełnowartościowy słownik terminologiczny oparty na literaturze medioznawczej ostatniej dekady.
Mimo zrozumienia troski wyrażanej przez Walerego Pisarka, autor niniejszej recenzji sceptycznie odnosi się do tego pomysłu. Z własnej kwerendy zachodniej i polskiej literatury medioznawczej ostatnich lat wyciągam bowiem wniosek o permanentnych i coraz szybszych zmianach w tym zakresie: rocznie przybywa przynajmniej kilkadziesiąt ważnych i mniej ważnych nowych terminów, z czego wynika, że jedynie miałaby sens publikacja słownika internetowego, w przeciwnym wypadku, w tradycyjnej formie papierowej taki słownik byłby już nieaktualny w momencie jego publikacji.
O metodologii badań nad mediami, nurtach, koncepcjach i kierunkach pisze Małgorzata Lisowska-Magdziarz. Autorka po przedstawieniu historycznego rozwoju badań, zastanawia się, co będzie po postmodernizmie. Przełom XX i XXI wieku przyniósł upowszechnienie internetu i trzecią rewolucje komunikacyjną. Zmienia się obecne „cały sposób przekazywania i przyswajania wiedzy, komunikowania się z innymi, korzystania z mediów masowych”. Za najważniejszą uznaje się nie erudycję tekstową czy wizualną, „lecz zdolność do poszukiwania informacji, do generowania nowych połączeń między rozmaitymi fragmentami zastanej wiedzy oraz do skutecznej komunikacji przy pomocy dostępnych narzędzi technologicznych”. Pojawiają się trudności: jak opisać treść współczesnych mediów w dobie interakcji, ahierarchiczności i skomplikowanej wszechstronności?
Autorka stawia pytania: „co badać, jak i w jakim celu? Czy nowe media to nowa jakość czy kontynuacja? Czy badając przekazy medialne należy stosować istniejące, wcześniej wypracowane metody, techniki i narzędzia, czy poszukiwać zupełnie nowego podejścia metodologicznego, integrującego rozmaite aspekty komunikacji starej i nowej?” Jak zawsze, pytań jest więcej niż możliwych natychmiastowych odpowiedzi. Autorka zwraca uwagę, że wśród badaczy nie ma zgody i wspólnoty założeń i narzędzi, ale kluczem do badań mediów może być pojęcie mediatyzacji. Jest coś, czego możemy być pewni – „ że media są integralną częścią życia w kapitalistycznym, liberalnym, konsumpcyjnym społeczeństwie ponowoczesnym i że są fundamentem całego współczesnego doświadczenia kulturalnego”.
Na zakończenie omówienia artykułu prof. Lisowskiej-Magdziarz chciałbym zwrócić uwagę na ideę wyrażoną przez nią w pierwszej części artykułu. Autorka pisze o misji (moje określenie – MP) medioznawstwa, akcentując że „ustalenia medioznawców mają wspomagać kształtowanie funkcji informacyjnych, edukacyjnych, estetycznych czy perswazyjnych, sprawowanych przez środki komunikowania masowego”. Oświeceniowa idea nauki jako punktu odniesienia dla praktyki mediów i dziennikarstwa wydaje mi się niezwykle szlachetna, acz zupełnie rozmijająca się z codzienną praktyką dziennikarską. Jako wieloletni dziennikarz i medioznawca obserwuję z roku na rok coraz większą przepaść między naukową analizą i etyczną sugestią jakie powinno być dziennikarstwo a tym, czym dziennikarstwo jest w praktyce. Albowiem siłą napędową współczesnych mediów nie jest dążenie do realizacji naukowych ideałów, lecz banalna pogoń za sensacją, oglądalnością i popularnością przekładalną na godziwy lub niegodziwy zysk.
Prawem prasowym, a w szczególności słynnymi artykułami 212 i 213 kodeksu karnego (dotyczącymi zniesławienia) i art. 41 prawa prasowego (odnoszącym się do granic legalności oceny dziennikarskiej) zajął się w swoim tekście prof. Jacek Sobczak. Sobczak przypomina, że kodeks karny z 1932 roku zawierał kontratyp dozwolonej krytyki (kontratyp jest to najogólniej mówiąc wyłączenie bezprawności czynu – red.). Art. 255 par. 2 stwierdzał, że nie ma przestępstwa zniesławienia, jeżeli zarzut był prawdziwy. „Dodano przy tym – pisze Sobczak – że jeżeli zarzut uczyniony był publicznie, to dowód prawny przeprowadzić wolno tylko wówczas, gdy sprawca działał w obronie uzasadnionego interesu publicznego lub prywatnego, własnego lub cudzego, a nadto dowód nie dotyczy okoliczności życia prywatnego lub rodzinnego”. Autor omawia zmiany w prawie, które nastąpiły po wojnie w artykułach związanych z kontratypem przestępstwa zniesławienia. Nie próbuję nawet pobieżnie streścić wywód autora, jako że bez przeczytania całości artykułu takie resume będzie niezrozumiałe i wyrwane z kontekstu. Zachęcam do samodzielnej lektury, dla dziennikarzy tym ważniejszej, że profesor Sobczak opowiada się za utrzymaniem artykułów o karalności za zniesławienie w kodeksie karnym, uznając że argument jakoby proces cywilny był wystarczającą ochrona przed zniesławieniem za chybiony.
Oprócz omówionych wyżej artykułów polecam także teksty Beaty Nowakowskiej i Adriana Stachowskiego o Cesarzu Kapuścińskiego, artykuł Moniki Worsowicz o aferze podsłuchowej tabloidu News of the World oraz Ryszarda Żabińskiego o konkurencji na rynku radiowym. Całość najnowszego numeru SM cechuje duża wszechstronność; oprócz rozpraw teoretycznych znaleźć w nim można artykuły dotyczące praktyki mediów z obszaru radia, prasy i Internetu. Numer zamyka interesująca recenzja Piotra Siudy książki Nicolasa G. Carr’a Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg (2013).
Marek Palczewski
Autor jest adiunktem w Katedrze Dziennikarstwa SWPS w Warszawie
