Kilka tygodni temu na tych lamach zakwestiowałam rzetelność informacji PAP-a na temat kontekstu  politycznego tzw. „podatku sypialnianego” czy też,  jak chce minister ds. socjalnych Iain Duncan Smith, „dodatku za wolną sypialnię”. Smierć oraz przygotowania do uroczystości pogrzebowych premier Margaret Thatcher była kolejnym przykładem rozdżwięku między tym, co widać było i słychać  w Londynie, a relacją tych zdarzeń przez Polską Agencję Prasową.  Kolportowaną potem przez polskie media,  nie tylko lewicowo-liberalne, także część konserwatywnych. Po prostu – puzzle żadną miarą nie chciały pasować do obrazka! Otóż polski coverage medialny pogrzebu wielkiej Zmarłej  dokładnie pokrywał się  z informacjami, jakie można było dostrzec w brytyjskich mediach liberalnych, BBC, Guardianie czy Independencie, ale żadna miarą w konserwatywnych dziennikach Times czy Daily Telegraph. Newsy PAP-a, które dawały pożywkę dla komentarzy dziennikarskich tu, w Polsce, dobierane były w sposób jednostronny i stronniczy, emanacja jednego tylko lewicowo-liberalnego spojrzenia, co oczywiście potem przełożyło się na kierunek debaty o Margaret Thatcher  w Polsce. Słowem, będzie o historii pewnej manipulacji.

   Debatę na temat dorobku najznamienitszej konserwatystki nowoczesnej Wielkiej Brytanii kształtowały  cztery  PAP-owskie wiadomości: pierwsza informowała, że  „testament zmarłej podzielił kraj na dwie części, wrogów i entuzjastów, i że w kilku miastach kraju, Manchesterze, Birmingham i Glasgow Brytyjczycy organizowali „Death Street Parties”. Nie podała jednak dlaczego właśnie tam,  jak liczne były to zgromadzenia, ani kto w nich uczestniczył. Drugi news zapowiadał  ogólnokrajową demonstrację przeciwników pani Thatcher na Trafalgar Square. Trzeci  cytował wyniki ankiety, przeprowadzonej na  zamówienie dziennika Independent, pokazującej, że „ponad 60% Brytyjczyków nie życzy sobie dla premier Thatcher pogrzebu państwowego, finansowanego z pieniędzy podatników”. Oraz czwarty – o grupie kilkunastu protestantów, którzy  na trasie przejazdu konduktu pogrzebowego trzymali  banery z napisami „no state funeral” czy „odwróć się plecami do Thatcher”, odwracając się tyłem do lawety. I ani słowa o  innych zdarzeniach, które sygnalizowały szacunek Brytyjczyków dla pani premier, entuzjazm dla jej dokonań politycznych, społecznych i gospodarczych, choć takich było nieporównanie więcej.

     Więc kilka słów dla wyrównania proporcji. W Polsce mówiło się o  300 tys. zwolnionych przed 30 laty górnikach, lecz ani słowa o dużych odprawach, jakie otrzymali,   kursach przebranżowienia na koszt państwa, ani o dwóch reformach - gigantach, które spowodowały awans ekonomiczny i klasowy  milionów Brytyjczyków do middle class, w tym wielu byłych pracowników przemysłu ciężkiego. Ze ci, którzy uczestniczyli w street parties, to jedynie „resztówki” wielkomiejskiego proletariatu, które nie zabrały się na pociąg zwany sukcesem czyli nie skorzystały z owych reform, proponowanych przez rząd, a które pozostawiły Wielką Brytanię w roku 1990 krajem znacznie zamożniejszym niż zastały  w 1979 roku. I że od 30 lat pozostają beneficjentami pomocy socjalnej, plus ich dorosłe dzieci, a dziś już wnuki.  To przecież  z powodu zaniku klasy robotniczej w latach 80., Tony Blair stracił  dużą część swojego elektoratu i dlatego w 1997 roku zdecydował się poszerzyć target wyborczy o klasę średnią.

   A więc news nr 1. PAP zapowiadał w niedzielę 14 kwietnia ogólnokrajową manifestację przeciwników premier Thatcher na Trafalgar Square, przewidywano udział  kilkuset tysięcy ludzi. Przybyło 3 tys., mniej więcej tylu ilu spacerowiczów można spotkać w niedzielne popołudnie w  parku Kew Garden. A kogo można było tam zobaczyć? Byłych „czerwonych baronów”, działaczy związkowych, którzy w latach 70.  – jak dowcipnie powiedział konserwatysta lord Tebbit –„ w przerwach strajkowych wpadali do restauracji Westminsteru na tani lunch i aby pouczyć ministrów, co mają robić”.  Widać było posłów - ekstremistów z Labour Paryt i Liberalnych Demokratów, kilku byłych trockistów jak Derek Hutton, który przekonywał: ”Nie chodzi o to, gdzie Thatcher trafiła po śmierci, wielu ludzi żałuje, że się w ogóle urodziła”. A także szefa Partii Socjalistycznej Petera Taaffe, który całkiem poważnie informował media, że „są  ludzie, którzy  uważają  premier Thatcher za współczesnego Dżingis Chana”.  Grupa, do której obaj się odwoływali, to lumpenproletariat z osiedli domów komunalnych, beneficjentów opieki socjalnej,  żelazny elektorat Partii Pracy, która szeroką ręką wspiera  bezrobotnych, by następnie podnieść podatki pracującym. Kilkuset z nich także pojawiło się w niedzielę na Trafalgar Square. To ci sami, którzy protestują przeciw cięciom budżetowym Davida Camerona w sektorze socjalnym. Warto wiedzieć, że po ostatniej weryfikacji przez ministra Duncana Smitha, z listy zasiłkowiczów  zniknęła niemal połowa, okazało się także, iż jedynie co czwarty z otrzymujących zasiłek chorobowy spełnia wymagane kryteria. Dobrze  byłoby też przypomnieć, iż to ta sama klientela, która kilka tygodni temu protestowała przeciw „bedroom tax”. Podczas ostatnich weryfikacji odkryto, że ok. 660 tys. bezrobotnych zasiedla domy i mieszkania councilowskie o 1-3 sypialni za duże, wszystko za pieniądze podatników. To jest rewers całej sprawy, wiadomości, które można było wprawdzie przeczytać w konserwatywnej prasie brytyjskiej, Timesie czy Daily Mailu, ale już nie w nie informacjach PAP-a, nie w polskich mediach mainstreamowych ani  części  konserwatywnych, które przecież także korzystają z informacji PAP-a.

    News trzeci: ankieta zrobiona na zamówienie Independenta wykazała, że „ponad 60% Brytyjczyków nie akceptuje pogrzebu państwowego dla Margaret Thatcher”. Tyle, że nie dodano, iż od 10-15 lat profil Independenta jest identyczny co Guardiana, czyli lewicowo-liberalny, i żaden brytyjski konserwatysta nie traktuje tych opinion polls poważnie – podobnie jak polski ankiet, zamawianych przez Gazetę Wyborczą. Ponadto nie dodano, że w istocie to zainteresowane strony, rząd i rodzina Zmarłej  zgodziły się na pogrzeb B-cathegory, jak w przypadku lady Diany czy Królowej Matki, gdzie część kosztów pokryła jednak rodzina.   No i ostatni z newsów PAP, podany zresztą za Reuterem: „Kilkanaście osób odwróciło się demonstracyjnie plecami do trumny z ciałem Margaret Thatcher. W zebranym tłumie, podczas przejazdu orszaku, słychać było gwizdy….  Przed katedrą św. Pawła zebrała się pewna liczba ludzi z anty-thatcherowskimi transparentami, ale było ich znacznie mniej niż tych, którzy przyszli z brytyjskimi flagami” – kończył notkę PAP. Nie powiedziano jednak, co to znaczy „pewna liczba”,  bo znaczyłoby to przyznanie się do klęski  zapowiadanych przez kilka dni  protestów. Widziałam, raptem kilka osób z banerami, a kilkanaście odwróconych plecami do cortege’u na długiej trasie od Pałacu Westminsterskiego, poprzez Strand, Aldwych, Fleet Street aż do katedry św. Pawła. Poinformowano nas wprawdzie, że protestujących było „znacznie mniej” niż  entuzjastów, natomiast nie poinformowano, że  tych ostatnich zebrało się kilkaset tysięcy, o rzęsistych oklaskach, którymi Brytyjczycy wyrażali swój respekt dla zmarłej premier i o kwiatach rzucanych na lawetę. I ani słowa o długiej kolejce well-wishers, zwolenników pani Thatcher, którzy ustawiali się przed jej domem w eleganckiej dzielnicy Londynu, Balgravia, aby złożyć wiązanki kwiatów lub kartę z kondolencjami dla rodziny. O gromadach parlamentarzystów, oddających jej ostatni hołd w Westminsterze, setkach mszy, odbywających się w kościołach na terenie całego kraju, żałobnych, ale także dziękczynnych, w podziękowaniu za to, co ich zdaniem premier Thatcher uczyniła dla Wielkiej Brytanii. Czyli  PAP pokazywał jedynie cześć, i to wcale nie najważniejszą, zdarzeń rozgrywających się w Londynie podczas uroczystości pogrzebowych największej konserwatystki naszych czasów. Tę, o której  na Wyspach opowiadały BBC,  Channel 4  czy Independent. I ani słowa o  oskarżeniach pod adresem manifestantów - że „ich protest był nie na miejscu” / policjant Paul Dooley czy kurier Daniel Reed/ czy że „BBC zachowała się fatalnie” nie wycofując emisji piosenek wyrażających  radość ze śmierci Margaret Thatcher „Ding Dong the Witch Is Dead”.  Te wiadomość za Daily Telegraphem przytoczył  jedynie portal wPolityce.

    Te cztery PAP-owskie newsy kształtowały i moderowały całą polską debatę medialną na temat legatu politycznego premier Thatcher! Nie tylko w Gazecie Wyborczej, WPROST i Nesweeku,  TVN 24 i portalu Onet, ale  co najmniej w połowie prasy konserwatywnej. Pełniejszą informację przynosiło Radio Wnet, Polsat News / tak!/ , portal i  FORUM SDP /w następnym numerze/, a Nasz Dziennik, choć wsparł się na PAP-ie, to nie bezkrytycznie i uzupełnił  informacjami z innych żródeł.  O poziomie dezinformacji niech świadczy artykuł  Piotra Skwiecińskiego pt.”Skąd się wzięły te monstra?”, w którym znalazł się taki oto passus: ”Paradoksalnie to Zelazna Dama sama stworzyła angielskich chamów”.  Czy naprawdę dziś w Polsce na temat zagranicy można napisać każde głupstwo? To liberalny dziennikarz, były szef Polskiej Sekcji BBC Marek Cajzner  wspominając w Polsacie News o „obszarach biedy w Yorkshire i północnej Walii”, z sugestią, że to wina pani premier, dodał jednak, że „także państwa opiekuńczego”. Nawet lewicowy dziennikarz, choć wspomina o tym krótko, i z wiadomych względów nie rozwija tematu, wie, że to nie Zelazna Dama, a Labour Party, a  dokładnie welfare state „stworzyło te potwory”.  Po przeczytaniu tego materiału  chciałoby się zapytać : skąd Piotr Skwieciński wziął taką informację? Odpowiedzi nie trzeba szukać daleko: z polskiej agencji informacyjnej PAP, która –  podobnie jak Reuter – serwuje nam obraz świata oglądany oczami lewicowego liberała.  A polscy  dziennikarze budują na tym całą konstrukcję polskich debat, w tym przypadku na temat życia, śmierci, ceremonii pogrzebowej oraz politycznego dorobku premier Thatcher.

   Kolejny raz otrzymaliśmy dowód, iż nie można ufać neutralności i bezstronności newsów Polskiej Agencji Prasowej. Oczywiście, nie jest to ból głowy Gazety Wyborczej, WPROST czy portalu Onet. Jednak  widać jasno, że póki polskie media konserwatywne nie będą dysponowały własną agencją informacyjną, a przynajmniej siecią korespondentów – nie bez powodu The Times szczyci się największą pośród brytyjskich dzienników liczbą wysłanników  – Polacy nie będą mieli wielostronnej, wyważonej informacji o świecie. W 1945 roku został przerwany kanał informacyjny świat – Polska, i do dziś nie został udrożniony. I akceptacja obecnego kształtu  publicystyki zagranicznej  pogłębia tylko alienację Polaków od tego, co naprawdę dzieje się na świecie.    Elżbieta Królikowska-Avis, Londyn. 21 kwietnia 2013.

Z  LONDYNU  WIDAC  INACZEJ – korespondencja Elżbiety Królikowskiej – Avis z Wielkiej Brytanii

   Kilka tygodni temu na tych lamach zakwestiowałam rzetelność informacji PAP-a na temat kontekstu  politycznego tzw. „podatku sypialnianego” czy też,  jak chce minister ds. socjalnych Iain Duncan Smith, „dodatku za wolną sypialnię”. Smierć oraz przygotowania do uroczystości pogrzebowych premier Margaret Thatcher była kolejnym przykładem rozdżwięku między tym, co widać było i słychać  w Londynie, a relacją tych zdarzeń przez Polską Agencję Prasową.  Kolportowaną potem przez polskie media,  nie tylko lewicowo-liberalne, także część konserwatywnych. Po prostu – puzzle żadną miarą nie chciały pasować do obrazka! Otóż polski coverage medialny pogrzebu wielkiej Zmarłej  dokładnie pokrywał się  z informacjami, jakie można było dostrzec w brytyjskich mediach liberalnych, BBC, Guardianie czy Independencie, ale żadna miarą w konserwatywnych dziennikach Times czy Daily Telegraph. Newsy PAP-a, które dawały pożywkę dla komentarzy dziennikarskich tu, w Polsce, dobierane były w sposób jednostronny i stronniczy, emanacja jednego tylko lewicowo-liberalnego spojrzenia, co oczywiście potem przełożyło się na kierunek debaty o Margaret Thatcher  w Polsce. Słowem, będzie o historii pewnej manipulacji.

   Debatę na temat dorobku najznamienitszej konserwatystki nowoczesnej Wielkiej Brytanii kształtowały  cztery  PAP-owskie wiadomości: pierwsza informowała, że  „testament zmarłej podzielił kraj na dwie części, wrogów i entuzjastów, i że w kilku miastach kraju, Manchesterze, Birmingham i Glasgow Brytyjczycy organizowali „Death Street Parties”. Nie podała jednak dlaczego właśnie tam,  jak liczne były to zgromadzenia, ani kto w nich uczestniczył. Drugi news zapowiadał  ogólnokrajową demonstrację przeciwników pani Thatcher na Trafalgar Square. Trzeci  cytował wyniki ankiety, przeprowadzonej na  zamówienie dziennika Independent, pokazującej, że „ponad 60% Brytyjczyków nie życzy sobie dla premier Thatcher pogrzebu państwowego, finansowanego z pieniędzy podatników”. Oraz czwarty – o grupie kilkunastu protestantów, którzy  na trasie przejazdu konduktu pogrzebowego trzymali  banery z napisami „no state funeral” czy „odwróć się plecami do Thatcher”, odwracając się tyłem do lawety. I ani słowa o  innych zdarzeniach, które sygnalizowały szacunek Brytyjczyków dla pani premier, entuzjazm dla jej dokonań politycznych, społecznych i gospodarczych, choć takich było nieporównanie więcej.

     Więc kilka słów dla wyrównania proporcji. W Polsce mówiło się o  300 tys. zwolnionych przed 30 laty górnikach, lecz ani słowa o dużych odprawach, jakie otrzymali,   kursach przebranżowienia na koszt państwa, ani o dwóch reformach - gigantach, które spowodowały awans ekonomiczny i klasowy  milionów Brytyjczyków do middle class, w tym wielu byłych pracowników przemysłu ciężkiego. Ze ci, którzy uczestniczyli w street parties, to jedynie „resztówki” wielkomiejskiego proletariatu, które nie zabrały się na pociąg zwany sukcesem czyli nie skorzystały z owych reform, proponowanych przez rząd, a które pozostawiły Wielką Brytanię w roku 1990 krajem znacznie zamożniejszym niż zastały  w 1979 roku. I że od 30 lat pozostają beneficjentami pomocy socjalnej, plus ich dorosłe dzieci, a dziś już wnuki.  To przecież  z powodu zaniku klasy robotniczej w latach 80., Tony Blair stracił  dużą część swojego elektoratu i dlatego w 1997 roku zdecydował się poszerzyć target wyborczy o klasę średnią.

   A więc news nr 1. PAP zapowiadał w niedzielę 14 kwietnia ogólnokrajową manifestację przeciwników premier Thatcher na Trafalgar Square, przewidywano udział  kilkuset tysięcy ludzi. Przybyło 3 tys., mniej więcej tylu ilu spacerowiczów można spotkać w niedzielne popołudnie w  parku Kew Garden. A kogo można było tam zobaczyć? Byłych „czerwonych baronów”, działaczy związkowych, którzy w latach 70.  – jak dowcipnie powiedział konserwatysta lord Tebbit –„ w przerwach strajkowych wpadali do restauracji Westminsteru na tani lunch i aby pouczyć ministrów, co mają robić”.  Widać było posłów - ekstremistów z Labour Paryt i Liberalnych Demokratów, kilku byłych trockistów jak Derek Hutton, który przekonywał: ”Nie chodzi o to, gdzie Thatcher trafiła po śmierci, wielu ludzi żałuje, że się w ogóle urodziła”. A także szefa Partii Socjalistycznej Petera Taaffe, który całkiem poważnie informował media, że „są  ludzie, którzy  uważają  premier Thatcher za współczesnego Dżingis Chana”.  Grupa, do której obaj się odwoływali, to lumpenproletariat z osiedli domów komunalnych, beneficjentów opieki socjalnej,  żelazny elektorat Partii Pracy, która szeroką ręką wspiera  bezrobotnych, by następnie podnieść podatki pracującym. Kilkuset z nich także pojawiło się w niedzielę na Trafalgar Square. To ci sami, którzy protestują przeciw cięciom budżetowym Davida Camerona w sektorze socjalnym. Warto wiedzieć, że po ostatniej weryfikacji przez ministra Duncana Smitha, z listy zasiłkowiczów  zniknęła niemal połowa, okazało się także, iż jedynie co czwarty z otrzymujących zasiłek chorobowy spełnia wymagane kryteria. Dobrze  byłoby też przypomnieć, iż to ta sama klientela, która kilka tygodni temu protestowała przeciw „bedroom tax”. Podczas ostatnich weryfikacji odkryto, że ok. 660 tys. bezrobotnych zasiedla domy i mieszkania councilowskie o 1-3 sypialni za duże, wszystko za pieniądze podatników. To jest rewers całej sprawy, wiadomości, które można było wprawdzie przeczytać w konserwatywnej prasie brytyjskiej, Timesie czy Daily Mailu, ale już nie w nie informacjach PAP-a, nie w polskich mediach mainstreamowych ani  części  konserwatywnych, które przecież także korzystają z informacji PAP-a.

    News trzeci: ankieta zrobiona na zamówienie Independenta wykazała, że „ponad 60% Brytyjczyków nie akceptuje pogrzebu państwowego dla Margaret Thatcher”. Tyle, że nie dodano, iż od 10-15 lat profil Independenta jest identyczny co Guardiana, czyli lewicowo-liberalny, i żaden brytyjski konserwatysta nie traktuje tych opinion polls poważnie – podobnie jak polski ankiet, zamawianych przez Gazetę Wyborczą. Ponadto nie dodano, że w istocie to zainteresowane strony, rząd i rodzina Zmarłej  zgodziły się na pogrzeb B-cathegory, jak w przypadku lady Diany czy Królowej Matki, gdzie część kosztów pokryła jednak rodzina.   No i ostatni z newsów PAP, podany zresztą za Reuterem: „Kilkanaście osób odwróciło się demonstracyjnie plecami do trumny z ciałem Margaret Thatcher. W zebranym tłumie, podczas przejazdu orszaku, słychać było gwizdy….  Przed katedrą św. Pawła zebrała się pewna liczba ludzi z anty-thatcherowskimi transparentami, ale było ich znacznie mniej niż tych, którzy przyszli z brytyjskimi flagami” – kończył notkę PAP. Nie powiedziano jednak, co to znaczy „pewna liczba”,  bo znaczyłoby to przyznanie się do klęski  zapowiadanych przez kilka dni  protestów. Widziałam, raptem kilka osób z banerami, a kilkanaście odwróconych plecami do cortege’u na długiej trasie od Pałacu Westminsterskiego, poprzez Strand, Aldwych, Fleet Street aż do katedry św. Pawła. Poinformowano nas wprawdzie, że protestujących było „znacznie mniej” niż  entuzjastów, natomiast nie poinformowano, że  tych ostatnich zebrało się kilkaset tysięcy, o rzęsistych oklaskach, którymi Brytyjczycy wyrażali swój respekt dla zmarłej premier i o kwiatach rzucanych na lawetę. I ani słowa o długiej kolejce well-wishers, zwolenników pani Thatcher, którzy ustawiali się przed jej domem w eleganckiej dzielnicy Londynu, Balgravia, aby złożyć wiązanki kwiatów lub kartę z kondolencjami dla rodziny. O gromadach parlamentarzystów, oddających jej ostatni hołd w Westminsterze, setkach mszy, odbywających się w kościołach na terenie całego kraju, żałobnych, ale także dziękczynnych, w podziękowaniu za to, co ich zdaniem premier Thatcher uczyniła dla Wielkiej Brytanii. Czyli  PAP pokazywał jedynie cześć, i to wcale nie najważniejszą, zdarzeń rozgrywających się w Londynie podczas uroczystości pogrzebowych największej konserwatystki naszych czasów. Tę, o której  na Wyspach opowiadały BBC,  Channel 4  czy Independent. I ani słowa o  oskarżeniach pod adresem manifestantów - że „ich protest był nie na miejscu” / policjant Paul Dooley czy kurier Daniel Reed/ czy że „BBC zachowała się fatalnie” nie wycofując emisji piosenek wyrażających  radość ze śmierci Margaret Thatcher „Ding Dong the Witch Is Dead”.  Te wiadomość za Daily Telegraphem przytoczył  jedynie portal wPolityce.

    Te cztery PAP-owskie newsy kształtowały i moderowały całą polską debatę medialną na temat legatu politycznego premier Thatcher! Nie tylko w Gazecie Wyborczej, WPROST i Nesweeku,  TVN 24 i portalu Onet, ale  co najmniej w połowie prasy konserwatywnej. Pełniejszą informację przynosiło Radio Wnet, Polsat News / tak!/ , portal i  FORUM SDP /w następnym numerze/, a Nasz Dziennik, choć wsparł się na PAP-ie, to nie bezkrytycznie i uzupełnił  informacjami z innych żródeł.  O poziomie dezinformacji niech świadczy artykuł  Piotra Skwiecińskiego pt.”Skąd się wzięły te monstra?”, w którym znalazł się taki oto passus: ”Paradoksalnie to Zelazna Dama sama stworzyła angielskich chamów”.  Czy naprawdę dziś w Polsce na temat zagranicy można napisać każde głupstwo? To liberalny dziennikarz, były szef Polskiej Sekcji BBC Marek Cajzner  wspominając w Polsacie News o „obszarach biedy w Yorkshire i północnej Walii”, z sugestią, że to wina pani premier, dodał jednak, że „także państwa opiekuńczego”. Nawet lewicowy dziennikarz, choć wspomina o tym krótko, i z wiadomych względów nie rozwija tematu, wie, że to nie Zelazna Dama, a Labour Party, a  dokładnie welfare state „stworzyło te potwory”.  Po przeczytaniu tego materiału  chciałoby się zapytać : skąd Piotr Skwieciński wziął taką informację? Odpowiedzi nie trzeba szukać daleko: z polskiej agencji informacyjnej PAP, która –  podobnie jak Reuter – serwuje nam obraz świata oglądany oczami lewicowego liberała.  A polscy  dziennikarze budują na tym całą konstrukcję polskich debat, w tym przypadku na temat życia, śmierci, ceremonii pogrzebowej oraz politycznego dorobku premier Thatcher.

   Kolejny raz otrzymaliśmy dowód, iż nie można ufać neutralności i bezstronności newsów Polskiej Agencji Prasowej. Oczywiście, nie jest to ból głowy Gazety Wyborczej, WPROST czy portalu Onet. Jednak  widać jasno, że póki polskie media konserwatywne nie będą dysponowały własną agencją informacyjną, a przynajmniej siecią korespondentów – nie bez powodu The Times szczyci się największą pośród brytyjskich dzienników liczbą wysłanników  – Polacy nie będą mieli wielostronnej, wyważonej informacji o świecie. W 1945 roku został przerwany kanał informacyjny świat – Polska, i do dziś nie został udrożniony. I akceptacja obecnego kształtu  publicystyki zagranicznej  pogłębia tylko alienację Polaków od tego, co naprawdę dzieje się na świecie.    Elżbieta Królikowska-Avis, Londyn. 21 kwietnia 2013.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl