To zdjęcie obiegło świat, wszystkie media i wszystkich wzruszyło. Rzeczywiście
jest kapitalne. Rodząca się dziewczynka podczas cesarskiego cięcia chwyciła
za palec lekarza. Szczęśliwy tata wykazał się błyskawicznym refleksem. Zrobił
zdjęcie i umieścił w portalu społecznościowym. Muszę przyznać, że fotografia
ta miała również ogromny wpływ na mnie. Podwójnie mnie ucieszyła.
Przekonała mnie, po pierwsze, do tego, że słusznie robię nie posiadając konta
na Facebooku. Po drugie, bardzo się ucieszyłem, że w latach siedemdziesiątych
nie było portali społecznościowych, dzięki czemu brzuch mamy mogłem opuścić
w intymności.
 
Być może dziewczynka, która kilka dni temu została wydobyta na świat będzie
z tego powodu, że stało się to publicznie, dumna, a może będzie wściekła.
Raczej oczywiście będzie dumna, bo jest symbolem naszych czasów, w które
jeszcze bardziej pchnie nas rok 2013. W tym roku choćby firma Fujitsu ma
wdrożyć nowe, wspaniałe urządzenie, które pozwalać będzie na bieżąco
inwigilować już nie tylko ludzi, ale i psy oraz koty. Dzięki zawieszonemu na
szyi gadżetowi na bieżąco będziemy informowani o ich funkcjach życiowych,
temperaturze ciała, ciśnieniu, diecie, przemieszczaniu się. Nie wystarczy nam
już bieżące opowiadanie na Facebooku, czy już jesteśmy u fryzjera, czy jeszcze
w warzywniaku i musimy również zapewnić to szczęście Azorkowi, żeby mógł
pochwalić się, czy teraz bawi się sztuczną kością, czy je sztuczne mięso z puszki.
 
Będziemy mogli pochwalić się także tym, co na co dzień robimy, zacnym
służbom bezpieczeństwa. My za to będziemy jeszcze bezpieczniejsi. W
Nowym Jorku prorok Gates do spółki z policją zamontował tysiące kamer,
które podłączone są do systemu zapamiętującego (z czasem ma też on
rozpoznawać twarze), gdzie kto kiedy był w przeszłości. W Unii Europejskiej
budowany jest jeszcze lepszy projekt, formalnie „dbający o bezpieczeństwo,
w nagłych sytuacjach, w środowisku miejskim”, który będzie łączył monitoring
i pamięć monitoringu, z informacjami ściąganymi z Internetu, w tym portali
społecznościowych. Projekt nie będzie naruszał prywatności, pomimo, że
może naruszać, bo tak zapewnili urzędnicy z Brukseli. Dlatego w przyszłości
 
zapewne będzie można go podłączyć pod także tworzone dziś, coraz bardziej
zintegrowane, bazy danych medycznych, a także bazy bankowe. Do tego czasu
już niebawem będzie można zapoznać się z jego namiastką - która śledzić
będzie w całym kraju nasze samochody.
 
Nie martwmy się, że jakaś współczesna e-esbecja wykorzysta to wszystko w
niecnych celach. Że będzie używać tego na przykład w interesach niektórych
koncernów przekazując informacje dotyczące ich konkurencji. Albo, że będzie
szantażować kogoś kto ma raka lub padaczkę. Albo robić wrzutki do gazet kto
z kim sypia, albo gdzie pije, żeby wykończyć swoich lub swoich mocodawców
przeciwników. Albo dostarczać mafiom informacje o długach ich potencjalnych
ofiar. Nie obawiajcie się tego. Chyba nie wątpicie w to, że w kraju, w którym
sam premier miał bać się, że go własne służby podsłuchują, zwykły obywatel
może czuć się w pełni bezpiecznie?
 
Ktoś powie, o ty hipokryto! Bronisz żądnych mamony tabloidów, a czepiasz
się monitoringu prowadzonego w imię naszego bezpieczeństwa? Właśnie tak.
Bo paparazzi chodzą za osobami publicznymi, przede wszystkimi związanymi z
władzą. Medialna brutalność i często nadmierne naruszanie prywatności osób
publicznych to koszt wolności słowa, która pozwala obywatelom kontrolować
władzę poprzez media. Zupełnie inaczej jest kiedy władza, ludzie, którzy ją
współtworzą, czasem dobrzy, a czasem źli, skorumpowani i zdeprawowani,
mają instrumenty by łatwo kontrolować, śledzić, a i zniszczyć każdego
obywatela.
 
Rozumiem, że wielu osobom, może większości, to nie przeszkadza. Żyjemy
w czasach ekshibicjonizmu. Kiedyś jak ktoś był homoseksualistą, to był i
tyle. Załatwiał swoje kwestie seksualne gdzieś w domowym zaciszu. Dziś
musi paradować ulicą, robić z tego emblemat i na co dzień przynależeć do
gejowskiego festynu. Jak ktoś chciał zapalić nielegalnie opium to znajdował
odpowiednie nielegalne miejsce, i sobie palił. Dziś miłośnik marihuany musi
z niej zrobić swoje hasło polityczne i łazić w koszulce z liściem. A jak ktoś lubi
pobiegać to musi należeć do joggingowej kultury i obwieszać się typowymi dla
niej gadżetami. 
 
A ja lubię biegać sam po nocach. I nie chcę wcale się chwalić, szczególnie przed
dżentelmenami ze służb, ale też producentami aplikacji medialnych i bankami,
 
z kim rozmawiam przez telefon, z kim jadam, sypiam, gdzie kupuję bułki i w
jakim stanie jest moja wątroba. Nie jestem bandytą, aferzystą, nikt mnie o
nic nie podejrzewa, nie jestem wysokim urzędnikiem ani dyplomatą, więc nie
życzę sobie „retencji” moich danych, czytania bilingów i śledzenia mojego
samochodu. Niestety w tym przypadku nie mam żadnego wyboru.
 
W świecie, w którym pozornie dba się o każdą, nawet najbardziej absurdalną
mniejszość, nie respektuje się prawa nader istotnej grupy - ludzi, którzy nie
chcą być inwigilowani, uważają, że mają prawo do intymności i prywatności.
Co ciekawe, ostatnio - zdaje się - premier Tusk zaliczył siebie do tej mniejszości.
Tak interpretowane są często zmiany personalne w ABW. I tu - na koniec -
optymistyczny akcent. Bo może takich cudownych nawróceń będzie więcej.
W końcu kamery można obracać w dwie strony. Inaczej trzeba będzie, jak
dwieście lat temu luddyści - wziąć młotki i po prostu zacząć tłuc to ustrojstwo.
 
 
Wiktor Świetlik
 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl