Rozmowę z Andrzejem Nowakiem, którą Robert Mazurek przeprowadził w „Plusie-Minusie” (19-20 stycznia), Andrzej Romanowski w liście do redakcji „Rzeczpospolita” (14 stycznia br., str. 11) nazywa, i to dwukrotnie w odstępie ośmiu wierszy, bulwersującą, oraz nieuczciwą
Autor listu nie pozostawia na szczęście tej opinii, jak to czynią współwyznawcy jego ideologii, bez motywacji. Twierdzi, że ona jest m. in. dlatego taka, iż Andrzej Nowak, (nazywany przezeń w jakimś osobliwym języku „polsko-buszmeńskim”) „wywiadowanym”… upartyjnia patriotyzm. A przecież, jak mniema Romanowski, „…dla każdego, kto uważa patriotyzm za najświętsze polskie słowo, sądy takie muszą być bluźnierstwem”.
No to wyszły na jaw przyczyny niemożności zrozumienia, lub niechęci rozumienia, aksjologii patriotycznej Zawinił oczywiście Robert Mazurek, „wywiadujący”, jak go w swym wybornym języku nazywa Andrzej Romanowski, albowiem prowokacyjnie, przenośnie i r e t o r y c z n i e zapytał, czy powstańcy styczniowi byli pisowcami. Równie r e t o r y c z n i e odpowiada Nowak, że chyba tak, bo insurekcja rozbudzała i umacniała patriotyzm. Treść tej krótkiej sekwencji rozłościła Romanowskiego. No bo jak można w ogóle porównywać pisowców do bohaterskich powstańców.
A nie wie, czy nie chce wiedzieć, że aby być patriotą, to najpierw trzeba uszanować imponderabilia narodowe, niekoniecznie w pełni uświadamiane. Znakomita większość tych, którzy dzisiaj nie wstydzą się manifestowania swego patriotyzmu, zapewne nigdy nie słyszała tego słowa, nie poznała tego pojęcia. Ale Andrzej Romanowski, bądź co bądź, jak dumnie podpisał się pod listem do redakcji: prof. dr hab. z UJ i PAN –?
Można rożne zarzuty formułować pod adresem PiS, że np. nie zdołał, jak obiecywał, radykalnie zmienić systemu zdrowia, że niepotrzebnie ogłosił przedwczesne wybory do Sejmu i dlatego przegrał, że nie umiał dyplomatycznie znosić się zarówno z konkurentami, jak i koalicjantami politycznymi etc. etc. Ale kto uczciwy, a przecież Andrzej Romanowski za takiego się uważa, musi przyznać, że PiS to j e d y n a partia – siła – polityczna, która chroni imponderabilia narodowe przed ich plugawieniem. A bez nich, jak rzekłem, nie ma ukochania ojczyzny, czyli nie ma narodu ani państwa, są zbiorowiska mówiące podobnym, lecz wcale nie tym samym językiem, i grupy interesu korzystające z niesprawnego – tym lepiej dla owych grup - systemu gospodarczego.
Jeśli więc profesorowie podobni do Andrzeja Romanowskiego z takich uczelni jak Uniwersytet Jagielloński i równocześnie instytucji naukowych powstałych w PRL na wzór sowiecki, jak Polska Akademia Nauk, nie rozumieją owych oczywistości i prostych uzależnień, to znaczy, że są albo cynikami, albo rozumienie przerasta ich możliwości pojmowania. A mają czelność świecić w oczy swymi tytułami, które dawniej znamionowały przynależność do elity umysłowej i moralnej. Dawniej!
Jacek Wegner
