Z kim lub czym zazwyczaj się zmagamy? Z tym, co albo nas przewyższa, albo nie dorasta do naszych duchowych i politycznych  aspiracji. Jacek Wegner w najnowszej książce „Zmagania z Ojczyną staroświeckiego Polaka”  mocując się z Ojczyzną  przyznaje, że czyni to z  perspektywy dawnych wartości  polityczno-moralnych. I rzeczywiście lektura tego zbioru esejów przekonuje, że autor jest  konserwatystą ekstremalnym, absolutnym. Może dzięki temu jego wadzenie  się z Polską  jest bardzo  konkretne, aż do przesadnej dosadności.

Autor  nazywa  dzisiejszą Polskę Jubilatką, bo obchodzi swą ważną rocznicę. Ale określenie „setna rocznica niepodległości” uznaje za nadużycie znaczeniowe: setna rocznica, owszem, ale jedynie odzyskania podmiotowości politycznej po ponad stuletniej niewoli. Niepodległość trwała zaś niecałe dwadzieścia lat, później było pięćdziesięcioletnie zniewolenie i walka o godność narodową i byt niezawisły, najpierw z Niemcami, następnie Rosjanami-sowietami i ich polskimi najemnikami, którzy zwłaszcza w latach 1945-1956 i 1981-1989 również niszczyli nas biologicznie, a przede wszystkim bardziej od Niemców zabijali nam ducha. W  sumie pół wieku trzeba wykreślić z owego niefortunnego sformułowania „stulecie niepodległości”  - wywodzi Wegner.

   Toteż, jak przystało na radykalnego konserwatystę, przywołuje pamięć Pierwszej  Rzeczypospolitej, kiedy szlachta nazywała ją  Matką,  „matka nas wszystkich” -  pisali często publicyści polityczni jeszcze w pierwszej połowie XVII w.; król zaś był jej „Małżonkiem” i „strażnikiem praw”, wybranym przez „synów” Rzeczypospolitej, można mu było na mocy prawa (de non praestanda oboedientia) wymówić posłuszeństwa, podobnie jak w dzisiejszych ustrojach parlamentarnych odwołać prezydenta. 

   Autor „zmaga się” z pamięcią Pierwszej, Drugiej Rzeczypospolite i dzisiejszą Polską, upiększa, co było w nich piękne, a potępia bez żadnych skrupułów, co według niego było i jest złe.

   Jeden podrozdział tytułuje nawet „Tradycja zdrady” ; jej genezę odnosi do rozbiorów, kiedy rzeczywiście Rzeczpospolitą rozszarpały trzy państwa wyłącznie z powodu jej wyrodnych, niemal zwierzęco chciwych „synów”. Na współczesnej nie zostawia suchej nitki, bo wydaje mu się ona podobna do tej właśnie upadającej w latach 1772-1795. Nie widzi w dzisiejszej Polsce żadnej formacji politycznej, której nie musiałby mniej czy bardziej  krytykować. Z pewnymi zastrzeżeniami akceptuje jedynie Prawo i Sprawiedliwość, dlatego że w jego mniemaniu tylko to ugrupowanie działa w zgodzie z naszymi imponderabiliami i autor niezbyt językowo fortunnie nazywa ją „partią imponderabiliczną”. 

   Osią rozmyślań Wegnera jest nieuczciwość współczesnej Polski. Nawet jeden podrozdział zatytułował „Dyktatura oszustwa”. Gdzie indziej ironicznie przestrzega, żeby skrótu PO nie rozumieć jako „Platforma Oszustów”. Dlatego jego „Zmagania…”  kojarzą się z „Polską naszych marzeń” Jarosława w Kaczyńskiego  z 2001 r. Jakże była ta publikacja krytykowana przez ówczesny  establishment i służących mu dziennikarzy. I żaden, jak się wydaje, tzw. niezależny publicysta nie wziął jej w obronę. Wegner natomiast w swych „staroświeckich”  sporach z Ojczyzną przywołuje ją, komentuje i ocenia wysoko.

   Wegner jest bezkompromisowy w swym sporze z Ojczyzną,  politykami i kolegami  po piórze, których publicznie wyrażane opinie uważa za błędne czy wręcz szkodzące naszej kulturze . Natomiast odbiorcę swych esejów politycznych traktuje niczym arbitra. Jego wstęp do książki „Pod osąd  Czytelnika” jest swoistą apostrofą do czytających, aby osądzili wartość tej pracy. Autor  chce  polemiki z sobą, prowokuje ją, bo wie, że w dzisiejszej Polsce zamiera kultura publicznego dyskursu. Politycy bezpośrednio lub  za pomocą służebnych dziennikarzy najchętniej wyrażają niedorzeczności, kłamią,  czy też inwektywami rozprawiają się ze swymi adwersarzami. Wobec poglądów konkretnych, jednoznacznych, wyraziście krytycznych przechodzą zaś do porządku. Nie mam więc złudzeń - i ta książka Jacka Wegnera nie wzbudzi żadnego rezonansu…

   Podobnie z najnowszą publikacją Kaczyńskiego „Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC”  (2016), w której notabene Wegner dopatruje się  literackości… Ona w jego interpretacji jeszcze wyraziściej demaskuje współczesną polską nieuczciwość.  Wegner przywołuje zwierzenia Kaczyńskiego: „Znaczna część «Expressu» była wynoszona z drukarni i sprzedawano ją nielegalnie. Trzeba było wynająć spółkę ochraniarską (a więc też opłacić się, można powiedzieć, środowisku (….) interesowność, pokora wobec bogatszego i silniejszego są ciężkimi chorobami. Tworzą one w Polsce cały syndrom. Jest to przejaw poważnej psychicznej słabości niestety bardzo wielu Polaków” . Wegner komentuje tę ocenę  po swojemu: zwięźle, konkretnie, i bez obaw o zarzut przesady:  „jakby czytało się Piłsudskiego w złagodzonej ekspresji werbalnej (…). Dlatego Jarosław Kaczyński jest znienawidzony i postponowany przez licznych we władzach i społeczeństwie pogrobowców pezetpeeryzmu oraz przez najpospolitszych cyników, głupców, oszustów, lewaków i endeków. Ten system antywartości, wyrachowania, serwilizmu wobec bogatszego i silniejszego niszczy nas od wieków: Ale nigdy nie miał takiego nasilenia, jak przez 45 lat PRL. I pozostał w naszych duszach niczym «jad, co nas będzie pożerać»”.

  Ta książka ma niezliczoną ilość wątków, może to nawet jej ułomność, lecz autor starał się  w miarę precyzyjnie ujmować je w samoistne rozdziały, a w nich wytycza podrozdziały.

   Jednym z ciekawszych i  nieco żartobliwych wątków jest, jak  to nazywa autor „arytmetyka Rzeczypospolitych”.  Stwierdza, że  „PiS nie wywołał (jeszcze?) publicznego dyskursu o tym, czy budowana na nowo Polska ma  się nazywać nadal Trzecią czy już IV Rzecząpospolitą, a może Piątą lub Szóstą? (…). Co decyduje o kształcie państwa? W krajach parlamentarnych, republikańskich organizację państwową wyznaczają konstytucje. Tyleśmy mieli republik, ile było konstytucji. Każda nadawała naszej wspólnocie państwowej konkretny porządek polityczny, odmienny od poprzedniego” . I autor zabawia się w taką „arytmetyką”: pierwsza Rzeczpospolita od 1505 r. (konstytucja  „Nic o nas bez nas”). Duga, krótkotrwała, po  Konstytucji 3 Maja. Trzecia organizowana ustawą zasadniczą Marcową, czwarta od kwietnia 1935 do przekazania insygnium Państwa Polskiego Lechowi Wałęsie. I obecna… piąta.

   Tak więc Polacy czekają na nową konstytucję, która wedle autora „Zmagań…” utworzy Szóstą Rzeczpospolitą Polską – godną naszej tradycji politycznej, w  której nie będzie już możliwe, jak nie było możliwe od  Maja 1791 r. niweczenia triady Monteskiuszowskiej,  łączenia funkcji polskich z ministerialnymi. Ta praktyka według Jacka Wegnera jest skandalem urągającym naszej i europejskiej tradycji parlamentarnej, jest dziedzictwem bezprawia PRL. A Wegner napisał tę książkę z tęsknoty za Ojczyną idealną, jak wyznaje w ostatnich akordach, za wielką i piękną duchem. Taką zaś mogą jedynie stworzyć duchowo piękni jej obywatele.

   Czy jej doczekamy?

Anna Malinowska

   PS. 22 listopada w SDP przy Foksal 3/5 od godz.18.00 Wojciech Reszczyński będzie zachęcać Koleżanki i Kolegów do polemiki z autorem i dwiema felietonistkami,  które w „Kronikach schyłku III Rzeczypospolitej” wieszczą odchodzenie III RP  do historii chwalebnej.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl