Tę analizę pojęcia obiektywizmu piszę dla studentów. Bo według wielu dziennikarzy-profesjonalistów zastanawianie się nad obiektywizmem nie ma sensu. Twierdzą, że albo nie jest możliwy, albo nie jest potrzebny. Autor tego tekstu uważa przeciwnie: że jest możliwy i że jest potrzebny.
Obiektywizm w filozofii był od samego początku: w filozofii Talesa, Demokryta czy Arystotelesa. Uznawali oni realne istnienie świata, jego poznawalność i możliwość wypowiadania prawd o nim. Dziś teza o istnieniu tzw. świata obiektywnego nie jest taka oczywista. Też mam z tym problem i skłaniam się do umiarkowanej wersji konstruktywizmu, takiej mianowicie, że koncepcja obiektywizmu jest konstruktem, pozwalającym opisać świat i funkcjonować w nim ze zrozumieniem. Jest to takie husserlowskie wzięcie świata w nawias a rebours. Zakładam jako oczywistość istnienie świata na zewnątrz mnie, świata inter-subiektywnego w sferze społecznej i obiektywnego w sferze nauki. W tej ostatniej istnieją procedury obiektywności umożliwiające zmierzenie, zważenie, podanie składu chemicznego, budowy atomowej, itd. ciał fizycznych. I w tym sensie można go obiektywnie zbadać, pamiętając jednakże o zasadzie Heisenberga, że badacz wpływa na obserwowaną rzeczywistość (to tak jakby nie było tej rzeczywistości, tylko była wyłącznie rzeczywistość obserwatora).
Teraz uproszczę. Dziennikarstwo istnieje dzięki kilku założeniom. Te założenia wywiedzione zostały z filozofii. Filozofii zdrowego rozsądku.
Po pierwsze: możemy obserwować świat i go opisywać. Po drugie istnieje prawda, a zadaniem dziennikarza jest dążenie do niej/jej poszukiwanie. Ten imperatyw (nakaz) znajduje się bodaj we wszystkich kodeksach dziennikarskich. Po trzecie w swoich badaniach dziennikarz stosuje rzetelne metody weryfikacji stwierdzeń. Jest nieuprzedzony, uczciwy i niezależny.
Na takich zasadach zbudowane zostało dziennikarstwo informacyjne, te zasady obowiązywały też w pewnych formach publicystyczno-informacyjnych i kształtowały formy obiektywizmu w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, w krajach skandynawskich i próbowano je także zaszczepić w Polsce. Dziś mogę powiedzieć na podstawie obserwacji: nie do końca się to udało.
Dziennikarze w Polsce mówią coraz częściej: obiektywizm jest niemożliwy i niepotrzebny. Czy mają rację?
Obiektywizm niemożliwy. Oczywiście obiektywizm rozumiany jako pełne, prawdziwe, wyczerpujące przedstawienie zdarzenia czy relacja z konferencji, zawodów sportowych, mityngu politycznego, nie będzie możliwy z następujących względów. Bo ograniczają nas (w sensie: ustalają nasze ramy odniesienia do czegoś) kultura, doświadczenie, wykształcenie, sympatie, światopoglądy, religie, selekcja materiału, język wypowiedzi, rutyna i praktyka redakcyjna, itp., itd. Posługujemy się ramami interpretacyjnymi, schematami poznawczymi, konceptami światopoglądowymi. To są już dziś niemal truizmy, nad którymi nie warto głębiej dyskutować. Po drugie, nasze widzenie świata ewoluuje, co jeszcze wczoraj było prawdą, dziś już nią nie jest, to, co jest prawdą dziś, nie będzie nią jutro. Po trzecie, jak długo należałoby kontynuować opis zjawiska/wydarzenia, żeby wyczerpać wszelkie wiadomości, podać wszystkie fakty, itd. Dlatego wymyślono odwróconą piramidę i koncepcję 5 W (kto, co, gdzie, kiedy, dlaczego) z uzupełnieniami „jak?” i „z jakiego źródła/skąd to wiemy?” To było pragmatyczne, amerykańskie podejście, połączone z utylitaryzmem Anglików. Po czwarte, każde wydarzenie powstaje w jakimś i tworzy jakiś kontekst, a tamten kontekst odnosi się do kolejnego, itd., więc niemożliwe jest ogarnięcie wszystkich odniesień i kontekstów. My, dziennikarze, ograniczamy się do bezpośredniego czy jak nam się wydaje, do najważniejszego kontekstu. Cały kontekst wszystkich kontekstów mógłby pojąć tylko Hegel (o czym jest jego filozofia) i oczywiście taki byt jak Bóg.
Ale obiektywizm jest możliwy. Obiektywizm minimalistyczny, inter-subiektywny, gdy zgodzimy się co do kilku podstawowych zasad, że: 1) nie mamy interesów w kreacji rzeczywistości, 2) chcemy aproksymatywnie (jak najbliżej) dotrzeć do prawdy, 3) wobec wszelkich wydarzeń, informacji, wydarzeń, będziemy stosować te same reguły postępowania.
G. Tuchman, socjolog z USA, podała kiedyś (w latach 70. XX w.) przepis na obiektywne postępowanie, które nazwała rytuałem obiektywizmu. Na ten rytuał składają się następujące wskazówki: 1. Cytuj dokładnie, 2. Podawaj argumenty różnych stron, 3. Dąż do weryfikacji stwierdzeń, 4. Stosuj odwróconą piramidę. Te wskazówki można rozszerzyć poprzez stwierdzenia negatywne: nie popieraj określonej koncepcji, partii, nie wspieraj konkretnych informacji, pozostań bezstronny, neutralny, nie przemilczaj danych, faktów, nie wyolbrzymiaj wydarzeń, nie zniekształcaj, niczego nie dodawaj, ani nie skracaj, itd. taki krótki dekalog pisania informacji wystarczy byśmy stosowali się do rytuału obiektywności. Zgódźmy się na tę inter-subiektywność, a z pewnością osiągniemy większy obiektywizm niż wówczas, gdy opowiadamy się za określoną wizją świata, forsujemy swój punkt widzenia, pozbawiamy odbiorcy informacji o faktach, które przed nim ukryliśmy.
Twórcy kodeksów etycznych często powoływali się na imperatyw kategoryczny Kanta: postępuj wedle takiej zasady, co do której chciałbyś, żeby stała się prawem powszechnym. Reguła obiektywizmu jest takim przypadkiem imperatywu kategorycznego, kierunkowskazem pośród dowolności subiektywizmów. Gdyby każdy dziennikarz pisał informacje według własnych reguł, to skąd wiedzielibyśmy, że jest to informacja? Skąd wiem, że to jest stół, a to jest krzesło? Bo mam definicję 'stołu' i 'krzesła' i mogę ją zastosować względem obserwowanego przedmiotu. Obiektywizm zdefiniował informację dziennikarską.
Czy obiektywizm jest potrzebny? Twierdzę, że tak – w informacji, w analizie, częściowo w publicystyce (w niektórych rodzajach artykułów publicystycznych). Subiektywizm natomiast dopuszczalny jest w felietonach, recenzjach, komentarzach (ale i te muszą, a przynajmniej powinny być oparte na obiektywnych informacjach). Dlaczego jest potrzebny? Bo bez niego nie będzie jakichkolwiek wspólnych, trwałych, nierelatywnych kryteriów. Każdy będzie mógł napisać, co mu atrament na pióro przyniesie i nie będzie musiał weryfikować źródeł, kierować się rzetelnością, uczciwością, a nawet dążeniem do prawdy.
Jeden z bohaterów Dostojewskiego powiedział; „jeśli Boga nie ma, to jaki ze mnie sztabskapitan”, więc jeśli obiektywizm (choćby w formie imperatywu kategorycznego) miałby przestać istnieć, to przestanie istnieć również dziennikarstwo, a dziennikarze zamienią się w politruków, propagandystów, showmenów i klownów, czego pierwsze symptomy już widzimy.
Marek Palczewski
Autor jest pracownikiem Katedry Dziennikarstwa SWPS w Warszawie
05.09.2012
