To było doprawdy znakomite spotkanie! Żal tylko, że nie przy świecach; byłoby to i bardziej nastrojowe i jakoś bardziej odpowiadałoby prezentowanym treściom…
Powróciły też do pamięci czasy, gdy nad Wisłą odbywały się prawdziwe wieczory literackie, poetyckie… Dziś podobne spotkania mają cel wyłącznie komercyjny – są imprezami promocyjnymi, a nie wieczorami refleksji.
Ale na Foksal, 16 maja było na szczęście inaczej. Poeta, tłumacz, opozycjonista Juliusz Erazm Bolek zaprezentował zebranym swój utwór „Corrida” – prozę poetycką poświęconą zamordowanemu 35 lat temu przez milicyjnych siepaczy młodemu poecie, licealiście Grzegorzowi Przemykowi i jego zmarłej niedługo potem matce – również poetce Barbarze Sadowskiej. Spotkanie poprowadziła jego inicjatorka, dr Teresa Kaczorowska, prezes Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP.
Autor odczytał cały utwór w niemal nabożnej ciszy. Dziwić się temu trudno – bo to był tekst przejmujący, chwilami szokujący nieoczekiwanymi, drastycznymi detalami. A niejako „na drugim brzegu” refleksji – mały esej o Prawdzie.
Bo prawda (Prawda) była w gruncie rzeczy największą ofiarą tego dramatu. Przez lata uruchomiony przez komunistów aparat kłamstwa i niszczenia ludzkiej godności załgiwał tę oczywistą prawdę, że to była zbrodnia polityczna i przez polityczną policję PRL później latami maskowana. Propaganda Polski Jaruzelskiej wzniosła się na szczyty perfekcji w swym podłym rzemiośle – ofiarę oczerniano także po śmierci, robiąc z niego psychopatę, narkomana, łobuza, rozrabiakę, który śmiertelnie „pobił się sam”. Później szukano innych kozłów ofiarnych – lekarzy, ratowników pogotowia…
Porażała tego wieczoru prostota słów poety, relacjonującego wszystko zda się beznamiętnie, „technicznie” w odniesieniu (co było szczególnie poruszające) nawet do ludzkiej anatomii i fizjologii.
I tak szły o lepsze tragedia człowieka i tragedia świata. Bestialstwo i manipulowanie prawdą, zezwierzęcenie i dehumanizacja. Jedno jakże blisko drugiego…
Klimat tego wieczoru wsparł balladami Kaczmarskiego i śpiewanymi wierszami Herberta Kamil Pawlicki – przyjaciel Juliusza Erazma Bolka, wydobywając ze swej gitary dźwięki spokojne, czasem drapieżne, jak to u Kaczmarskiego, w sumie razem doskonale uzupełniające klimat i temperaturę spotkania. Polska poezja śpiewana wciąż jest zjawiskiem najwyższej próby artystycznej. Pomyśleć tylko, o ile bylibyśmy bez niej ubożsi…
Była, a jakże, i dyskusja, były wspomnienia o Grzesiu Przemyku, ale i o jego Matce, Barbarze Sadowskiej, o księdzu Popiełuszce, o „wspaniałych” teoretykach kłamstwa i manipulacji… Komunizm zdawał się być jej szczytowym okresem, co odcisnęło ponure piętno na dziejach świata, w którym przyszło nam żyć.
Wojciech Piotr Kwiatek

