Po lekturze „Kalifatu terroru” zacząłem się bać. I to nie tylko Państwa Islamskiego, ale również tego, jak bardzo nie rozumiemy celów, metod i zasad działania Państwa Islamskiego. Kto chce je poznać, koniecznie musi przeczytać tę książkę.

Autorem pracy „Kalifat Terroru. Kulisy działania Państwa Islamskiego” jest francuski dziennikarz śledczy Samuel Laurent. Opublikował dotychczas trzy książki – wcześniej „Sahelistan” (2013) i „Al-Kaida en France” (2014) i wyżej wspomnianą. Notka o nim przedstawia go jako dziennikarza, publicystę i specjalistę do spraw terroryzmu, który „Od lat zajmuje się kwestią islamskiego ekstremizmu, podróżuje po krajach kontrolowanych przez dżihadystów. W trakcie zbierania materiałów nawiązał kontakty z licznymi członkami organizacji terrorystycznych, w tym również Al - Ka’idy”. Jak to się stało, że udało mu się uniknąć porwania i dekapitacji, nie opowiada. Jest postacią nieco tajemniczą, sam o sobie mówi, że jest „międzynarodowym konsultantem”. Kim jest naprawdę, jaką rolę pełni, dokładnie nie wiadomo, ale informacje o PI, jakie zawiara jego książka, są naprawdę niepokojące.

Kilka cytatów z książki oddaje jej styl i klimat grozy. Oprócz zatrważających faktów dotyczących działań wojennych, wewnętrznego terroru, sposobu finansowania i struktury PI znajdujemy emocjonalne oceny wymieszane z chłodnymi analizami. Laurent pisze: „Proklamowany 27 czerwca 2014 roku kalifat przypomina potwornego noworodka spragnionego ludzkiego mięsa. Chociaż Państwo Islamskie pożarło swoje dwie matki, Irak i Syrię, dając przy tym liczne dowody wyjątkowej brutalności, nadal pozostaje organizacją zaskakująco dobrze ustrukturyzowaną, bogatą i solidnie zakorzenioną w regionach, które opanowało”. Dalej, w kolejnych rozdziałach, znajdujemy omówienie struktury PI, jego władz, środków finansowych i dalekosiężnych planów. Wojsko PI – twierdzi autor – jest rozproszone po całym terytorium i doskonale ukryte. PI ma własne fabryki uzbrojenia, ludzi gotowych na męczeńską śmierć, doskonale zorganizowaną tajną policję, mającą wiedzę o wszystkim, co dzieje się na jego terytorium. Mieszkańcy Kalifatu „Korzystają z hojnych zasiłków, zawsze wypłacanych w terminie, mają szkoły i wprawdzie dość podstawową, ale za to całkowicie darmową służbę zdrowia”. Nad całością czuwają emirowie „ostro dyscyplinujący podlegające im kadry”. W innym miejscu Laurent odbrązowia ten wydawałoby się idylliczny obraz: w PI panuje wszechwładny terror, nikt nie może czuć się całkowicie bezpiecznie, o ile ściśle nie przestrzega reguł szariatu, zabronione jest słuchanie muzyki i wykonywanie rysunków, a naruszenie muzułmańskiego prawa karane jest ukamieniowaniem czy obcięciem ręki. Dodajmy do tego mordowanie wziętych do niewoli lub porwanych zakładników oraz rzeź tysięcy chrześcijan, jak i muzułmanów, a obraz będzie prawie pełny.

Na czele Państwa Islamskiego stoi Kalif Al-Baghdadi, niegdyś więziony przez Amerykanów, ale potem wypuszczony. Przywódcami wojskowymi są dawni generałowie armii irackiej Saddama Husajna, również przetrzymywani przez Amerykanów, a nastepnie uwolnieni. Zbieg okoliczności? Laurent sugeruje, że nie, że było to zaplanowane działanie mające na celu stworzenie przeciwwagi dla Al-Ka’idy, zgodne z tajnym zaleceniem RAND Corporation, by dżihadystów zwalczali inni dżihadyści. Jest to oczywiście teoria spiskowa, ale – jak wiadomo – teorie spiskowe są nieobalalne, a w każdej z nich mogą tkwić elementy prawdy. Według jednego z emirów Al – Ka’idy „Ameryka chce, żeby Kalifat jeszcze urósł w siłę i zmazał Al – Kai’dę z powierzchni ziemi”. Na dowód przytacza wspomniany raport i nieskuteczne naloty amerykańskie na cele w PI. Oczywiście, emir ma swój interes, żeby tak twierdzić, ale niewielka skuteczność ponad 6 tysięcy ataków w ciągu roku na Państwo Islamskie pozostaje faktem. Pojawia się też pytanie: co stałoby się po pokonaniu Kalifatu, na które – jak się wydaje – Zachód też nie ma dobrej odpowiedzi, na co wskazują choćby „powojenne” historie Iraku czy Afganistanu.

W książce pojawia się teza, że celem Kalifatu jest nie tylko podbój takiego, czy innego państwa. Dla wielu młodych muzułmanów z Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Niemiec, czy Holandii proklamowanie Kalifatu to „doskonała nowina i najważniejsze wydarzenie ostatniego stulecia”. Po arabsku Kalifat nazywany jest „królestwem w ciągłej ekspansji”. Muzułmanie z PI wierzą, że „Szariat będzie królował na ziemi”. W wielu rejonach świata dochodzi do aktów poddaństwa wobec Kalifatu, dotyczy to m.in. dawnych komórek Al-Ka’idy… Zdaniem Samuela Laurenta dziś w starciu Francji z „kalifatem terroru” nie chodzi o dżihad czy wojny krzyżowe, ale o walkę w obronie modelu republikańskiego, któremu śmiertelny cios mogą zadać „krwiożercy zabójcy z Państwa Islamskiego, którzy >> miłują śmierć bardziej niż życie<<”. Laurent przywołuje słowa Rolanda Jacquarda, prezydenta Międzynarodowego Obserwatorium Terroryzmu, który przestrzegał: „pytanie nie brzmi, czy dojdzie do zamachów, ale raczej – kiedy”. Swoją książkę Laurent ukończył w pażdzierniku 2014 roku, na wiele miesięcy przed obecną „wędrówką ludów”, na dwa miesiące przed zamachem w redakcji „Charlie Hebdo”. Słowa Jacquarda okazały się prorocze…

Samuel Laurent przestrzega świat przed siłą i planami Kalifatu. Wielokrotnie przeciwstawia Kalifat Al – Ka’idzie jako mniejszemu złu, ugrupowaniu w jego opinii bardziej przewidywalnemu i mniej okrutnemu. Można powiedzieć, że przedstawia wersję i opinie swoich źródeł informacji, wśród których pierwsze skrzypce grają emirowie Al – Ka’idy. Można powiedzieć, że nie są to źródła bezstronne, ale takich źródeł dziennikarz śledczy eliminować w swoim śledztwie nie powinien. Inna sprawa, czy jest w stanie weryfikować informacje od nich otrzymane? Czy jest w stanie sprawdzić, że armia PI liczy około 50 tysięcy bojowników, albo że codziennie czerpie zyski ze sprzedaży ropy o wartości 3 milionów dolarów? Niektóre z liczb podawanych przez autora zostały potwierdzone przez inne źródła, ale nie wszystkie, albowiem prawdopodobnie nikt z zewnątrz nie policzył dokładnie, jaki jest roczny budźet Państwa Islamskiego. Na pewno łatwiej policzyć liczbę jego ofiar…

Książka Samuela Laurenta, przy wszystkich wyżej wymienionych zastrzeżeniach i niekonsekwencjach odkrytch przez francuskich dziennikarzy (zob. „Liberation” z 21 grudnia 2014 roku), którzy nazywają go raczej „pisarzem” niż dziennikarzem, pozostaje lekturą, wobec której trudno pozostać obojętnym. Zwłaszcza dziś, po przemówieniach w ONZ Baracka Obamy i Władimira Putina. Należy postawić pytanie, czy ich ewentalny sojusz doprowadzi do końca Kalifatu, czy może wręcz przeciwnie - wzbudzi nowe demony?

 

Marek Palczewski

29 września 2015


 

Samuel Laurent, Kalifat Terroru. Kulisy działania Państwa Islamskiego, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.

C:\Users\ASUS\Desktop\kalifat.jpg

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl