W najnowszym numerze STUDIÓW MEDIOZNAWCZYCH znawca i twórca prawa prasowego profesor Jacek Sobczak pisze*: „Zawód dziennikarski należy w opinii społecznej, a także w oglądzie samych dziennikarzy, do tych, które szczególnie zostały dotknięte upadkiem etycznych standardów”. Rzeczywiście, w ciągu 10 lat pogorszyły się opinie o dziennikarzach http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2012/K_164_12.PDF aczkolwiek pod względem zaufania społeczeństwa do ich profesji dziennikarze znajdują się mniej więcej na tym samym poziomie, co prawnicy http://www.marketing-news.pl/message.php?art=38238

W artykule „Etyczne uwarunkowania funkcjonowania mediów. Część 2.” Jacek Sobczak poddaje analizie międzynarodowe i polskie kodeksy etyczne, a także regulacje standardów etyki dziennikarskiej, tworzone przez Radę Europy i Unię Europejską. Analiza jest wszechstronna i wnikliwa. Polecam jej lekturę, bo znajomość obcych kodeksów, które mają wpływ zarówno na polskie kodeksy, jak i w pewnym stopniu na polskie prawo, powinna być obowiązkową lekturą dla dziennikarzy. Mnie jednak najbardziej zainteresował fragment, w którym Autor swoją uwagę poświęcił kodeksowi etyki dziennikarzy, należących do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W krótkiej analizie wstępnej Jacek Sobczak podkreśla, że obecny Kodeks SDP obowiązuje od 1980 roku. Członkowie Stowarzyszenia przyjmują w nim, że ich zadaniem jest przekazywanie rzetelnych i bezstronnych informacji, różnorodność opinii oraz umożliwianie udziału w debacie publicznej. Wolność słowa i wypowiedzi ma towarzyszyć odpowiedzialności za nie, a dobro odbiorców i dobro publiczne powinny mieć pierwszeństwo przed interesami ludzi mediów. Co do błędów i pomyłek, to powinny być one jak najszybciej sprostowane**. Niepokój Jacka Sobczaka budzi przyzwolenie na publikację plotek, co – jego zdaniem, dodajmy, że jak najbardziej słusznie – jest sprzeczne z rzetelnym dziennikarstwem. Jednakże wydaje mi się, że punkt I.2. Kodeksu SDP: 

Informacje powinny być zrównoważone i dokładne, tak by odbiorca mógł odróżnić fakty od przypuszczeń i plotek, oraz powinny być przedstawiane we właściwym kontekście i opierać się na wiarygodnych i możliwie wielostronnych źródłach 

należy interpretować w odmienny sposób. Sądzę, że twórcom Kodeksu nie chodziło w przedstawionym fragmencie o to, że informacja może zawierać plotki, lecz o to, żeby odróżniała się od plotek rozpowszechnianych „na zewnątrz”, poza wspomnianą informacją.

Inną sprawą, która również budzi zaniepokojenie Autora artykułu w SM są paragrafy dotyczące zbierania i opracowywania materiałów. Sobczak zaznacza, że z jednej strony „stwierdzono – poniekąd słusznie – że w toku zbierania materiałów nie wolno posługiwać się metodami sprzecznymi z prawem i nagannymi etycznie oraz że nie wolno naruszać prywatności i sfery intymnej”, ale z drugiej strony uznano, że wyjątkiem może być dziennikarstwo śledcze. Dozwolono także naruszanie prywatności osób publicznych. Te koncesje bulwersują profesora Sobczaka. Dokładny zapis rozdz. II. 5. Kodeksu SDP brzmi:

W zbieraniu materiałów nie wolno posługiwać się metodami sprzecznymi z prawem i nagannymi etycznie; ukryta kamera i mikrofon czy podsłuch telefoniczny są dopuszczalne wyłącznie w przypadku dziennikarstwa śledczego, tj. tropienia w imię dobra publicznego - za wiedzą i zgodą przełożonych - zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy.

 
Według Sobczaka dziennikarze stawiają się ponad prawem, a SDP „daje wyraźny sygnał, że niektórzy jego członkowie mogą tego prawa nie przestrzegać”. Co więcej, ograniczenie w pozwoleniu łamania prawa do dziennikarzy śledczych jest „iluzoryczne”, bo nie wiadomo, gdzie się kończy, a gdzie zaczyna ten rodzaj dziennikarstwa. Zdaniem Autora Kodeks afirmuje posługiwanie się przez dziennikarzy śledczych metodami nielegalnymi i nieetycznymi. Słowem, Kodeks uwalnia dziennikarzy od niepokojów moralnych i zezwala – tak twierdzi Sobczak – na łamanie prawa. Stąd już tylko krok do uznania, że dziennikarze to „grupa strażników dobra publicznego, demokracji, wolności […] i dlatego, że taką funkcję pełnią mogą posługiwać się metodami sprzecznymi z prawem”. Ale w państwie prawa wszyscy muszą prawa przestrzegać i nic nie usprawiedliwia jego gwałcenia. Tak zwane „dobro publiczne” - według Autora - nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Naruszenie prawa – kontynuuje swój wywód Jacek Sobczak - polega również na akceptowanym przez Kodeks naruszeniem sfery intymnej.

Autor zwraca uwagę na brak precyzji w określeniu, czym jest tzw. „dziennikarstwo śledcze”; termin ten nie został sprecyzowany w tekstach aktów normatywnych. Ponadto – zauważa Sobczak – nie jest on najszczęśliwszym tłumaczeniem angielskiego terminu investigative journalism. Zamiast niego proponuje używanie takich nazw, jak: „dziennikarstwo badawcze”, „dziennikarstwo dochodzeniowe”, „dziennikarstwo węszące”, „dziennikarstwo dociekające”, czy „dziennikarstwo dociekliwe”. Zauważmy, że w ten ostatni sposób określone zostało ono w tłumaczeniu z 1995 roku książki W.L. Riversa i C. Mathewsa „Etyka środków przekazu”. Nie wydaje się jednak, żeby taki termin trafnie określał istotę tzw. investigative reporting/journalism. Wszak każde dziennikarstwo jest z założenia „dociekliwe”, a jego istotą jest „węszenie”, „badanie”, „poszukiwanie”, czy „dochodzenie” (prawdy). Jest wiele definicji dziennikarstwa śledczego (choćby Aucoina, Kovacha&Rosenstiela, Weinberga, Ullmana i Honeymana, Riversa, Mathewsa, a na polskim gruncie np. Adamczyka, czy niżej podpisanego), żeby można było wskazać, co jest istotą tego dziennikarstwa.

Powtórzę to, co piszę od wielu lat. Na dziennikarstwo śledcze składają się:

  1. własne dochodzenie autora/autorów tekstów; 
  2. ujawnienie tego, co miało pozostać w ukryciu;
  3. działanie dla dobra publicznego, polegające na tropieniu przestępstwa;
  4. użycie niejawnych metod zbierania informacji (ukryta kamera i ukryty mikrofon, podsłuchy, przebieranki, itp.); 
  5. korzystanie z anonimowych źródeł informacji;
  6. naprawa rzeczywistości w wyniku działania dziennikarza/y. 

Oczywiście, nie wszystkie dziennikarskie śledztwa spełniały wszystkie w/w warunki, ale na pewno większość z nich. Na przykład Bernstein i Woodward, odsłaniając aferę Watergate wykorzystali pięć z sześciu wspomnianych zasad. Nie skorzystali z najbardziej spornego punktu 4), ale nie znaczy to, że w USA podsłuchy, używanie ukrytej kamery i mikrofonu jest zabronione. W Stanach Zjednoczonych dokładnie określono, jakie są granice stosowania prowokacji i niejawnych metod zbierania informacji. Pisałem o tym w oddzielnym artykule http://sm.id.uw.edu.pl/Numery/2008_2_33/palczewski-en.pdf 

Jacek Sobczak podkreśla, że w Polsce specyfika pracy dziennikarza śledczego została pominięta przez Prawo Prasowe, jak również nie wykształciły się normy etyki zawodowej określające ramy działania dla dziennikarzy specjalizujących się w zakresie tzw. dziennikarstwa śledczego. Odnosi się również do Prawa Prasowego, kiedy komentuje zapis w Kodeksie SDP, mówiący o tym, że „autoryzacja obowiązuje, jeśli zastrzeże ją rozmówca”. To według Sobczaka budzi zdziwieni, bo przecież Prawo Prasowe wyraźnie nakazuje dziennikarzom, aby nie odmawiali osobom udzielającym informacji autoryzacji dosłownie cytowanych wypowiedzi”. Mam odmienną opinię na ten temat: PP rzeczywiście stwierdza, że dziennikarz nie może odmówić takiej osobie autoryzacji, ale werbalnie nie „nakazuje” autoryzacji, tak więc dopuszczalne jest sformułowanie użyte w Kodeksie SDP, że „autoryzacja obowiązuje, jeśli zastrzeże to rozmówca”, bo to oznacza, że inicjatywa należy do rozmówcy i to on decyduje, czy chce autoryzować rozmowę.

 

                                                                  *************


Najważniejsze kwestie, które podnosi Autor dotyczą użycia nielegalnych metod zbierania informacji oraz naruszenia prywatności w trakcie działań dziennikarzy. Trzeba przyznać, że w tym ostatnim punkcie Kodeks SDP jest nieprecyzyjny. W rozdziale II.6. pojawia się zapis, że: 

Nie wolno naruszać prywatności i sfery intymnej; wyjątek mogą stanowić - w uzasadnionych okolicznościach - działania w zakresie dziennikarstwa śledczego, także wobec osób publicznych.

Kodeks nie określa, jakie okoliczności są „uzasadnione”, kto miałby to „uzasadnić”, o jakiego rodzaju „działania” chodzi, wreszcie wyodrębnia „osoby publiczne” jako podkategorię wszystkich, wobec których takie działania miałyby być podejmowane. Zauważmy, że to właśnie „osoby publiczne” a nie „osoby prywatne” są głównie przedmiotem tego rodzaju działań, zatem użycie słowo „także” w przedstawionym fragmencie powoduje przeniesienie środka ciężkości nie tam, gdzie powinien się znajdować. Pominę już kwestię niejasności samego terminu „osoba publiczna”, który jest definiowany ad hoc i dla potrzeb danej sprawy.

Druga kwestia, rozdźwięku między literą prawa a zasadami etycznymi Kodeksu SDP była już przedmiotem mojego artykułu sprzed kilku lat (O problematyczności metod dziennikarstwa śledczego, 2006). Oczywiście, zasada etyczna sformułowana w Kodeksie stoi w sprzeczności z polskim prawem, z wyjątkiem sytuacji, kiedy działania dziennikarze śledczych opierają się na współpracy z prokuraturą lub/i policją. Sądy na ogół uniewinniają dziennikarzy oskarżonych o nielegalne użycie np. środków podsłuchowych, powołując się albo na „znikomą szkodliwość społeczną” ich czynu, albo na tzw. „stan wyższej konieczności” lub „interes publiczny/społeczny” (zob. J. Bukowska, Dziennikarstwo śledcze a prowokacja dziennikarska, 2006). Pamiętajmy jednak, że ten ostatni termin nie został nigdzie precyzyjnie zdefiniowany, może więc najwyższa pora, aby stworzyć w prawie prasowym kontratyp dopuszczający stosowanie w/w praktyk, i w konsekwencji wykluczający karanie dziennikarzy śledczych za działania naruszające obecne prawo, działania w istocie przyczyniające się do lub wykrywające przestępstwa i summa summarum zwiększające poczucie bezpieczeństwa obywateli? Kilka lat temu postulował wprowadzenie takiego kontratypu znawca prawa prasowego, prawnik i medioznawca Michał Zaremba. Dziś dziennikarze albo udają, że nie wiedzą, że naruszają prawo, albo rzeczywiście nie wiedzą, że je naruszają, stosując pewne prawnie nieakceptowane metody zbierania informacji. W obydwu przypadkach niekorzystnie świadczy to o samych dziennikarzach, i również jest niekorzystne dla kultury prawnej w Polsce, zatem w publicznym interesie byłoby uregulowanie tych spraw choćby w nowym Prawie Prasowym. Nie wydaje się bowiem możliwe uprawianie „rzetelnego” dziennikarstwa śledczego bez stosowania wymienionych metod, mimo że dzisiaj z prawnego punktu widzenia nie są one całkiem legalne.

Artykuł Jacka Sobczaka zwraca uwagę na nierozwiązane problemy etyczne i prawne, wobec których stoi polskie dziennikarstwo. Jego znaczenie polega na wypunktowaniu słabości polskich kodeksów etyki dziennikarskiej. Pod wpływem opinii sformułowanych przez Autora omawianego artykułu można uświadomić sobie braki, niejasności, czy niezręczności niektórych zasad spisanych w naszym Kodeksie. Być może zbliżający się Zjazd Delegatów SDP będzie okazją, by zastanowić się, czy nie powinniśmy znowelizować nie tylko Prawo Prasowe, ale również zapisy Kodeksu Etyki Dziennikarskiej SDP.

 

Marek Palczewski
11 września 2014

 

*J. Sobczak, Etyczne uwarunkowania funkcjonowania mediów. Część 2., „Studia Medioznawcze”, nr 2 (57)/2014, s. 41-64.
** http://www.sdp.pl/s/kodeks-etyki-dziennikarskiej-sdp

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl