Z uwagą i pokorą obserwuję rozwój sytuacji po publikacji „Rz” na temat trotylu. Uważam, że opinia publiczna powinna poznać wszystkie okoliczności tej sprawy – stwierdza Grzegorz Hajdarowicz w specjalnym dodatku do weekendowej „Rzeczpospolitej” pn. „Rzecz o mediach”.

W tekście zatytułowanym „Cała prawda o >>trotylu<<” Hajdarowicz podkreśla, że szczególnie zależy mu na wyjaśnieniu całej sprawy przez wzgląd na byłego redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Tomasza Wróblewskiego, który „próbuje przekonać, że niesłusznie stał się główną ofiarą tej sprawy”. Właściciel Presspubliki pisze, że wybrał Wróblewskiego na stanowisko szefa redakcji „Rz” po rzetelnym zaciągnięciu opinii wśród osób dobrze zorientowanych w branży medialnej. „Dodatkowym walorem było jego zapewnienie, że rozumie doskonale pilną potrzebę przebudowania i dostosowania mediów papierowych do nieuchronnie nadchodzących zmian wywołanych rozwojem Internetu” – dopowiada Hajdarwowicz. Jak przypomina wydawca „Rz”, Wróblewski został nie tylko redaktorem naczelnym dziennika, ale wszedł też do zarządu Presspubliki. „Stał się tym samym wydawcą. Wielu krytyków mojej decyzji zdaje się zapominać o tej okoliczności” – zauważa Hajdarowicz.

Dlaczego właściciel Presspubliki nie pytał o tematy tekstów, nie czytał ich przed publikacją, nie wpływał na poruszanie bądź pomijanie poszczególnych tematów? Bo nie jest cenzorem. Szef wydawnictwa publikującego „Rzepę” przekonuje, że wszystkie wymienione zadania scedowane zostały na Tomasza Wróblewskiego, któremu Hajdarowicz ufał. W zamian za to redaktor naczelny i wiceprezes zarządu miał nieograniczoną samodzielność w działaniu, i co ważne – a o czym się zapomina – na nim spoczywała odpowiedzialność za drukowane w gazecie treści. „Może właśnie dlatego wydarzeń z 29, 30 i 31 października nadal nie mogę zrozumieć głównie za przyczyną postawy Tomasza Wróblewskiego. Wielokrotnie zapewniał mnie, że daje do druku tekst zweryfikowany i sprawdzony w kilku źródłach oraz potwierdzony przez prokuratora generalnego” – pisze Hajdarowicz. Dodaje, że Wróblewski gwarantował też wielodniową i kolegialną pracę nad artykułem o trotylu. Tymczasem okazało się, że Cezary Gmyz, jego autor, nie tylko nie zweryfikował swoich źródeł, ale jak zakłada Hajdarowicz – mogły one w ogóle nie istnieć.

Z każdym kolejny krokiem sprawa zapętla się jeszcze bardziej. „Rzepa” publikuje tekst, później na swojej stronie internetowej pisze o pomyłce, po czym po dwóch godzinach się z niej wycofuje, a następnego dnia drukuje w gazecie tekst Gmyza, gdzie dziennikarz zapewnia, że redakcja nie wycofuje się z żadnych informacji. Jakie są konsekwencje takiego zachowania? Dla właściciela pisma zawsze takie same – straty finansowe. Ale jest coś o wiele gorszego, jak podkreśla Hajdarowicz, wskazując na wiarygodność redakcji jako wartość najcenniejszą. Z tego powodu 5 listopada właściciel Presspubliki zdecydował się na zwolnienia. „Decyzja ta nie ma żadnego związku z wolnością słowa czy próbą cenzurowania kogokolwiek czy czegokolwiek. Prowadząc wydawnictwo, jestem gotów ryzykować codziennie swoje pieniądze, ale muszę wierzyć, że zatrudnieni  w nim ludzie wiedzą, co czynią i działają racjonalnie. Dążenie do prawdy nie może wiązać się z łamaniem prawa, manipulacjami czy pomijaniem niewygodnych dla założonej tezy faktów” – tłumaczy Hajdarowicz w swoim tekście „Cała prawda o >>trotylu<<”.

Z racji tego, że z każdego potknięcia właściciel Presspubliki stara się wyciągać lekcję i pozytywne wnioski, robi tak i tym razem. Sięgając po credo Dariusza Fikusa, odświeża stare i dopisuje nowe punkty do kodeksu dziennikarskiego, który będzie obowiązywał wszystkich redaktorów pracujących w wydawnictwie Hajdarowicza. O czym muszą pamiętać dziennikarze Presspubliki?

1. Dziennikarz to zawód zaufania publicznego.

2. Fundamentami warsztatu dziennikarskiego są niezależność, prawdomówność, uczciwość i wolność wypowiedzi.

3. Odpowiedzialność to podstawa wolności słowa w pracy dziennikarza.

4. Dziennikarz rzetelnie i bezstronnie przekazuje informację opartą na wielostronnych i w pełni potwierdzonych źródłach, wyraźnie oddziela fakty od domysłów i własnych opinii.

5. Dziennikarz nie angażuje się w działalność polityczną, nie należy do struktur administracji publicznej.

6. Dziennikarz ze względów etycznych nie przyjmuje żadnych korzyści majątkowych bez zgody przełożonych.

7. Wydawca ponosi współodpowiedzialność prawną i finansową za błędy dziennikarzy. Dlatego w przypadku pojawiających się wątpliwości co do rzetelności przygotowanego materiału ma prawo zażądać ujawnienia źródeł redaktorowi naczelnemu, gwarantując ich poufność wobec świata zewnętrznego.

--

Oprócz wyjaśnień Grzegorza Hajdarowicza w specjalnym dodatku do „Rzeczpospolitej” możemy przeczytać także kalendarium wydarzeń związanych z publikacją artykułu Cezarego Gmyza „Trotyl na wraku tupolewa”, a także teksty związane z finansowaniem medialnego biznesu, prawnych aspektach działalności redakcji i wydawcy oraz błędach, które przydarzyły się najważniejszym światowym mediom (m.in. BBC, „New York Times”).

 

Więcej w specjalnym dodatku do weekendowej „Rzeczpospolitej” pn. „Rzecz o mediach”.

Opr. OG

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl