Chciał artykułów na miarę afery Watergate. Efekt? Zaliczył największą wpadkę dziennikarską III RP. O Tomaszu Wróblewskim, byłym redaktorze naczelnym „Rzeczpospolitej” pisze w „Newsweeku” Violetta Ozminkowski.
Ozminkowski informuje z łamów „Newsweeka”, że wszyscy, którzy znają Tomasza Wróblewskiego dziwią się, jak dziennikarz z 26-letnim doświadczeniem w zawodzie stracił czujność i popełnił tak rażące błędy, jak w przypadku „afery trotylowej”? Zachowanie Wróblewskiego dziwi tym bardziej, że w wydanej rok temu książce „Pisać skutecznie” podkreślał: „Dziennikarstwo śledcze jest szczególnie ryzykowne. Odrobina nonszalancji, nierzetelności i mamy wpadkę dziesięciolecia”. Pewnie przez myśl nie przeszło wtedy byłemu naczelnemu „Rz”, że 12 miesięcy później sam może stać się bohaterem takiej wpadki.
Komentować zamieszania wokół „Rzepy” i swojej osoby Wróblewski już nie chce. Co miał powiedzieć, powiedział w nagranym przez siebie materiale wideo, gdzie nakreślił kulisy powstawania i publikacji artykułu „Trotyl na wraku tupolewa”. „Nie dziwię mu się. Nie chce udzielać wywiadów ani wypowiadać się w tekście, bo jest nieufny. Nie wie, z której strony może spodziewać się ciosu. Jeszcze niedawno nie przyszło mu do głowy, że wydawca >>Rzeczpospolitej<< Grzegorz Hajdarowicz go zwolni. Publikację przecież z nim uzgodnił” – przekonuje w „Newsweeku” Wojciech Maziarski, były redaktor naczelny „Newsweeka”, kolega Wróblewskiego z redakcji tygodnika. Inny znajomy, tym razem z Polskapresse dodaje, że Wróblewski nie jest głupi i zdaje sobie sprawę, że jego upadek jest nieodwracalny. „Został autorem największej bzdury dziennikarskiej w III RP. Ale dostał w twarz mocniej niż się spodziewał. Poraziło go” – czytamy w „Newsweeku”.
Violetta Ozminkowski przy okazji opowieści o Wróblewskim przypomina, że to właśnie on wprowadził na polski rynek prasowy tygodnik „Newsweek”. Były naczelny „Rz” miał w tej sprawie wszystko dokładnie przemyślane, chciał naśladować amerykański wzór dziennikarstwa, z mniej zaangażowanymi ideologicznie redaktorami. „Miał aspiracje, żeby działać niezależnie, nie w imieniu jakiejś grupy czy partii” – pisze Ozminkowski. Wiesław Podkański, honorowy prezes wydawnictwa Ringier Axel Springer (wydawca „Newsweeka”) wspomina, jak Wróblewski przyszedł do niego z dokumentem „Why Newsweek?”. „Miał wizję i konsekwentnie ją realizował. Wydanie polskiej edycji >>Newsweeka<< zbiegło się z atakami na World Trade Center. Polscy czytelnicy na pniu wykupili cały nakład” – mówi Podkański.
„Dla niego słowa znaczyły słowa” – wspomina Wróblewskiego z czasów wspólnej pracy Wojciech Maziarski. „To, że siedział przez całe lata 80. w USA, zmieniło jego punkt widzenia. Był trochę z innej planety” – dodaje. Na jakiej planecie przebywa obecnie były naczelny „Rzepy”? Jeden z jego znajomych stwierdza w „Newsweeku”, że Wróblewski jest wyraźnie przybity i sam nie wierzy w tłumaczenia, które zawarł w nagranym przez siebie materiale wideo.
Więcej w tekście Violetty Ozminkowski „Redaktor z innej planety” na str. 54-58 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
