Dlaczego „Gazeta Wyborcza” dopiero dzisiaj podjęła temat dymisji Pawła Lisickiego i odejścia praktycznie całej redakcji „Uważam Rze”? – zastanawia się w portalu wPolityce.pl Piotr Zaremba.
Zaremba stwierdza, że na całym świecie „tak radykalna zmiana w jednym z najbardziej poczytnych mediów papierowych” (czytaj: „URze”), szybko stałaby się czołowym newsem w mediach. Jednak nie dla „Gazety Wyborczej”. W dzienniku kierowanym przez Adama Michnika, jak pisze Zaremba, zaległość została wyrównano dopiero w piątek. „Czy opóźnienie było wywołane chęcią podkreślenia, że to nic ważnego?” – zastanawia się publicysta. I analizuje dzisiejsze (30 listopada) wydanie „GW”.
„W odtworzeniu zdarzeń skróty graniczące z fałszerstwem. Ostra wypowiedź Pawła Lisickiego o Hajdarowiczu jest przedstawiana jako reakcja na zwolnienie Cezarego Gmyza. W rzeczywistości była reakcją na słynny trotylowy dodatek, który był jaskrawym przekroczeniem sławnego chińskiego muru mającego oddzielać naczelnego od wydawcy” – punktuje Zaremba dzisiejsze publikcje „GW” związane z wydarzeniami w „URze”. Jak przekonuje publicysta, „Wyborcza” swoimi artykułami dążyła do przedstawienia Lisickiego jako awanturnika, któremu zależało tylko na obrzuceniu szefa Presspubliki błotem. „Gazeta” chciała poza tym, „aby dziesiątki medialnych ekspertów mogły się pożalić na naruszeniem standardów przez… Lisickiego właśnie”.
Odnosząc się do tekstu Waldemara Komóra z piątkowej „GW”, Zaremba stwierdza, że faktyczne ofiary wydarzeń w „URze” (czytaj: Lisicki i dziennikarze, którzy za nim odeszli) przedstawiane są na łamach „Gazety” jako winowajcy. „Jest zwyczajem >>Wyborczej<<, że kiedy trzeba napisać wyjątkowo brutalny tekst, którego dziennikarz z zasadami by się wstydził, pada na Komóra. Może to i tajemnica zwłoki o dzień. Może w środę tego akurat redaktora nie było w redakcji na Czerskiej” – ironizuje Zaremba w portalu wPolityce.pl. W jego ocenie redaktor „GW” atakuje ofiary, broniąc jednocześnie stojących w tle dziennikarzy „Wyborczej” i TVN jako potencjalnych ofiar reżysera Grzegorza Brauna oraz Moniki Olejnik jako kolejnego celu Brunona K.
Opr. OG
