Nie poczuwam się do ojcostwa prawicowych publicystów, którzy odeszli w zeszłym tygodniu z „Uważam Rze” – deklaruje Tomasz Wołek. Były redaktor naczelny „Życia Warszawy” rozmawia z Violettą Ozminkowski w nowym wydaniu „Newsweeka”.
Dlaczego Wołek nie chce uchodzić za ojca redaktorów, którzy tydzień temu odeszli z „URze”? Przede wszystkim dlatego, że wielu z nich by sobie tego nie życzyło. Po drugie – dziś to nie ci samu ludzie, z którymi Wołek kiedyś pracował. „Część z nich to dzisiaj rodzaj stada, hordy czy watahy wilków, które czasem gryzą się także między sobą i rozszarpują” – tłumaczy były naczelny „Życia Warszawy”. „Mieliśmy tego przykład, kiedy ostatnio wybuchła awantura o to, kto prawomocnie zbiera podpisy w obronie Cezarego Gmyza, a kto nie” – dodaje.
Do hordy, o której wspomina Wołek, należą m.in.: Bronisław Wildstein, Piotr Zaremba, Igor Janke, Piotr Semka czy bracia Karnowscy. To publicyści, którzy działają stadnie, mają ten nawyk wypracowany od wielu lat. „Wspólnie piszą listy protestacyjne, petycje, razem zatrudniają się w redakcji albo zwalniają z niej. Ci ludzie dokądkolwiek przychodzą do pracy, zawsze przychodzą do kogoś” – wylicza Tomasz Wołek. Jak przekonuje w rozmowie z Violettą Ozminkowski, „wataha prawicowych wilków” po pewnym czasie przebywania w redakcji zaczyna traktować swoich szefów jak „naiwnych safandułów” – to w najlepszym przypadku. W najgorszym przełożeni są dla wymienionych przez Wołka redaktorów albo przeciwnikami, albo wrogami. Zaczynają czuć się właścicielami medium, w którym pracują, to oni chcą decydować o publikacjach i jego profilu. Wołek wyjaśnia działanie tego mechanizmu: „Jeśli właściciel czy redaktor naczelny nie podziela ich poglądów albo próbuje im się przeciwstawić, reagują na zasadzie ostrej, niekiedy brutalnej, ale zawsze stadnej reakcji. Odchodzą” . Violetta Ozminkowski przypomina Tomaszowi Wołkowi, że kiedyś opisywana horda poszła za nim. „Tak, i nigdy o tym nie zapomniałem” – mówi były szef „Życia Warszawy”, przypominając jego zwolnienie ze stołecznego dziennika.
Wołek przekonuje w „Newsweeku”, że horda, o której opowiada w tygodniku została zdemoralizowana w czasie IV RP i rządów braci Kaczyńskich, w których ręce trafiła wtedy większość liczących się mediów. „Uznali, że przejmują rząd dusz, że >>michnikowszczyzna<< (…) będzie starta na proch. Uczynili z mediów oręż propagandy” – stwierdza Wołek. Jego zdaniem dziennikarze, którzy odeszli z „URze” będą musieli odnaleźć się w nowym dwutygodniku Karnowskich, bo żaden przytomny wydawca ich nie zatrudni. „Każdy będzie miał poczucie, że przyjmuje na pokład hordę wilków, która go za jakiś czas zagryzie” – podsumowuje Wołek.
Więcej w wywiadzie Violetty Ozminkowski z Tomaszem Wołkiem „Dorzynająca wataha” na str. 14-17 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
