Kamil Qandil, obywatel Polski i pracownik Polskiej Akcji Humanitarnej, został zatrzymany w poniedziałek, 2 września, o czwartej nad ranem na lotnisku Ben Guriona pod Tel Awiwem po przylocie z Polski.
Po blisko sześciu godzinach oczekiwania i przesłuchaniu, został poinformowany, że dostał zakaz wjazdu do Izraela i zostanie deportowany do Polski najbliższym samolotem.
Reprezentujący Kamila prawnik złożył w poniedziałek wniosek o odroczenie deportacji do czasu rozprawy sądowej, która odbyła się 3 września o 13.00.
- Mamy wrażenie, że paszport Kamila tak naprawdę nic nie znaczy. Do tej pory nie wiemy o co nasz brat jest oskarżony. Ani izraelskie służby bezpieczeństwa ani przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości nie byli w stanie ujawnić zarzutów. W związku z tym Kamil nie może się nawet bronić. Powiedziano mu tylko, że zagrażał bezpieczeństwu Izraela, ale w jaki sposób nie dodano - mówi Magda Qandil, siostra zatrzymanego.
Dodaje, że jest to nie tylko atak na obywatela Polski ale także atak na Polską Akcję Humanitarną, która finansowana jest m.in. przez MSZ. - Uważam, że w tej sprawie polski MSZ powinien zająć bardziej zdecydowane stanowisko - stwierdziła siostra zatrzymanego. Po rozprawie sąd uznał za podstawną decyzję o odmowie wjazdu do Izraela. Siostra Kamila Qandil poinformowała, że prawdopodobnie zdecyduje się on na apelację w Sądzie Najwyższym. Obecnie przebywa w areszcie deportacyjnym.
Kamil Qandil jest pracownikiem Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH). Do pracy w projekcie remontowania cystern wodnych na palestyńskich terytoriach okupowanych został wysłany przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w ramach programu Polska Pomoc.
Kamil wyjechał w zeszłym tygodniu na kilka dni do Polski. Gdy wracał w poniedziałek rano, spodziewał się przesłuchania na lotnisku: pytań o pochodzenie etniczne jego ojca i dziadków, oraz ich miejsca urodzenia. Dziadkowie Kamila są palestyńskimi uchodźcami z 1948 roku – wygnanymi z wioski, której ruiny nota bene leżą tuż obok lotniska i centrum deportacyjnego, gdzie Kamil jest obecnie przetrzymywany.
Strażnicy graniczni na lotnisku Ben Guriona profilują przyjezdnych pod względem ich wyznania, jak i pochodzenia etnicznego. Osoby o palestyńskich korzeniach często spotykają się z długimi przesłuchaniami, złym traktowaniem i odmowami wjazdu.
Izraelskie służby graniczne oskarżyły Kamila o stanowienie „zagrożenia” dla Izraela. Ten bardzo ogólnikowy zarzut nie daje mu żadnych szans obrony. „Kamil nie zrobił nic poza remontowaniem cystern” – wyjaśnia siostra Kamila, Alicja Qandil, która mieszka i pracuje w Jerozolimie od blisko dwóch lat. „Chyba, że Izrael uważa dostarczanie wody palestyńskim społecznościom w potrzebie, za zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa” – dodaje.
Pracę w PAH Kamil rozpoczął jako wolontariusz w warszawskim biurze organizacji we wrześniu 2012. W listopadzie zeszłego roku wyjechał na trzymiesięczny staż do biura PAH w Jerozolimie.
W czerwcu tego roku wrócił do misji PAH w Jerozolimie w ramach MSZ-owskiego programu Polską Pomoc. Kamil realizował projekt remontowania cystern na wodę w najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących społecznościach na Zachodnim Brzegu, który jest częścią palestyńskich terytoriów okupowanych. W lipcu dostał od izraelskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wizę pracowniczą ważną do kwietnia 2014.
Na dzisiejszej rozprawie Kamila ma się stawiła się polska konsul w Tel Awiwie Maria Markowska oraz szefowa lokalnej misji PAH Marta Kaszubska.
- Izraelskie sądy niechętnie kwestionują decyzje izraelskich służb w sprawach tzw. bezpieczeństwa. Dlatego, mimo najlepszych starań przyjaciół Kamila, PAH i polskiego konsulatu w Tel Awiwie, jego sprawa może być z góry przegrana i ani Kamil, ani PAH, który go zatrudnia, ani MSZ, który go tutaj wysłało mogą nie mieć możliwości wykazania bezpodstawności zarzutów” – wyjaśnia Alicja Qandil.
Magdalena Uchaniuk
fot. wikipedia
