Mamy w Polsce cenzurę prewencyjną? To pytanie, w związku ze wstrzymaniem emisji reportażu Pawła Kaźmierczaka z nagraniem obscenicznych żartów księży zakonników z Gdańska, stawia w tygodniku „Wprost” Marta Bratkowska.
Telewizja Polska w programie „Magazyn ekspresu reporterów” miała pokazać 4 grudnia reportaż o elitarnej gdańskiej Szkole im. św. Jana de La Salle. „Prowadzący ją zakonnicy po obejrzeniu kilkudziesięciosekundowego spotu zapowiadającego materiał poczuli się w takim stopniu zagrożeni, że wystąpili do sądu o zakaz emisji. Sąd materiał wstrzymał” – wyjaśnia Marta Bratkowska. W zapowiedzi reportażu Pawła Kaźmierczaka pojawiła się sugestia, że w szkole prowadzonej przez zakonników odbywają się alkoholowe libacje. Jeden z braci występujących w krótkim spocie przeklinał i rzucał mało wyrafinowanymi żartami.
Jak przekonuje we „Wprost” Paweł Kaźmierczak, autor reportażu, wątków kontrowersyjnych było w materiale o wiele więcej. „Reportaż trwa 17 minut. Zwiastun miał 80 sekund i nie wiem, dlaczego zrobiła się sensacja wokół alkoholu w szkole. Zapewniam, że wątków znacznie poważniejszych jest więcej. Nieważne, który wybrałbym do zwiastuna, każdy wywołałby kontrowersje, ale nie mogę o tym mówić, bo mam zakaz” – tłumaczy reporter wtorkowego programu w TVP2.
Co ciekawe, Sąd Okręgowy w Gdańsku, który zakazał emisji reportażu Kaźmierczaka, przed wydaniem decyzji nie obejrzał całego materiału. Dlaczego? Bo miał za mało czasu – wniosek wpłynął na biurko sędziego po południu 3 grudnia, a reportaż miał trafić na wizję wieczorem następnego dnia. Zakonnicy zwracając się do sądu twierdzili, że materiał, który miał zostać pokazany w Dwójce, nie tylko naruszyłby ich dobre imię, ale też powstał w sposób niezgodny z zasadami porządnego dziennikarstwa. „Sam wystąpiłem do telewizji o udostępnienie nagrań, żeby osoby nagrane mogły się do nich odnieść przed publikacją, wytłumaczyć. Telewizja na tę prośbę w żaden sposób nie zareagowała” – stwierdza w „Newsweeku” pełnomocnik zakonników z Gdańska. „My jako dziennikarze możemy udostępnić wypowiedzi tych osób, ale nie cały materiał (…) Zobowiązuje mnie do tego prawo prasowe, ale nikt nas o to przed reportażem nie poprosił, nawet sąd” – odpowiada na te zarzuty Paweł Kaźmierczak.
Marta Bratkowska pisze we „Wprost”, że kazus reportażu, który miał zostać wyemitowany w „Magazynie ekspresu reporterów” może być niebezpiecznym precedensem w polskim prawie i na naszym rynku medialnym. „Wstrzymania publikacji materiałów dziennikarskich zdarzały się wcześniej. Jednak to pierwszy przypadek w historii mediów w wolnej Polsce, kiedy sąd, nie widząc materiału, wydał zakaz jego emisji. Czy to już, jak chcą obrońcy wolności mediów, prewencyjna cenzura?” – pyta Bratkowska.
Więcej w tekście Marty Bratkowskiej „Zakon i sidła cenzury” na str. 48-52 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
