Krzysztof Skowroński napisał o Radiu Wnet w piśmie Eryka Mistewicza („Nowe Media, nr 4/2/2013). Napisał też o sobie i o internecie. Opis oddaje jego filozoficzne usposobienie, bo właściwie w tym artykule wyraził swoje rozumienie wolności. I to mnie najbardziej zaciekawiło.
Bo też jak on studiowałem filozofię, czytałem Platona, jeździłem do Francji (ja do pracy), i nie przejmowałem się specjalnie tym, co za chwilę będzie. Ale myślałem o wolności, i dla mnie dylematy wolności (jakiejkolwiek – indywidualnej czy zbiorowej, państwowej czy międzynarodowej) wciąż są bardzo ważnym tematem mojego życia. Każdy wybór takiej czy innej opcji wypływa ze zrozumienia wolności. Jak wielu przeżywałem rozterki: pozostać w kraju czy wyjechać, wybrać dziennikarstwo czy szkołę, radio czy telewizję, PO czy PiS, być wiernym naiwnym młodzieńczym ideałom czy wybrać nadążające się okazje łatwego życia, konformistycznie podporządkować się pracodawcy i liczyć na apanaże czy buntować się i stracić pracę?
Krzysztof pisze o swoim buncie jeszcze w Radiu Zet, buncie skierowanym przeciwko systemowi, który mówił mu, że jest coraz mniej potrzebny. Bo to był spór (w Radiu Zet) o koncepcję radia, człowieka i o szacunek do pracy. Z tego buntu i z doświadczeń z Trójką zrodziło się jego przekonanie, że „Nieważne co, ważne że u siebie”. Bo – jak pisze – gdy się człowiek starzeje, to uświadamia sobie, jak wiele zależy od kłaniania się. A że nie chciał się kłaniać, to założył własne radio w internecie. I budował społeczność.
Czy jednak bycie na własnym daje wolność? Czy w internecie mamy wolność? Jaką: iluzoryczną, realną (co to w ogóle znaczy w wirtualnym świecie?), całkowitą, częściową, w jakim zakresie? Sam wchodzę do internetu i zastanawiam się, ile mogę napisać, czy wszystko mogę i czy wolno mi powiedzieć, czy będę całkowicie szczery, kiedy napiszę to tak, a nie inaczej? A jeśli za chwilę pomyślę w inny sposób i zaprzeczę swojemu wpisowi, to czy tym samym wcześniej oszukałem czytelnika? Bo strumień świadomości płynie szybki i często nie wiadomo dokąd. Jeśli sam mam z tym problem, a chodzi o jeden mały blog, to jak sobie poradzić z radiem, które ma tysiące odbiorców? Jak sobie z tym radzi Krzysztof?
Dla niego świat internetu, to nie tylko świat wolności, ale też iluzji wolności, świat pod kontrolą. Zatem, i wolny, i nie-wolny, taki dychotomiczny. Może to jest wolność, a może pułapka? Lepiej więc – twierdzi – budować świat realny. Tylko, że ja sobie myślę, że tego świata realnego (tak jak dawniej pojmowaliśmy realność) już po prostu nie ma, bo realna stała się wirtualność i nasza realność, w której żyjemy ma przynajmniej te dwa wymiary: wokół nas i w sieci. Dzisiaj jest ważne, żebyśmy umieli się znaleźć w tych dwóch wymiarach.
Prawda według Arystotelesa polega na zgodności twierdzenia z rzeczywistością. Krzysztof Skowroński prawdę widzi inaczej, jako „zgodność nadziei z wyobrażeniem”. Bo jego teza jest – według mnie - taka: świat jest subiektywny, mamy wolność myślenia, i tą wolnością możemy kształtować rzeczywistość, którą się otoczymy. Nie znaczy to, że ktoś nie zechce nam uregulować naszego życia lub nie ograniczy naszej wolności. Ale, tak czy owak, będziemy na swoim.
Czytam ten artykuł z NM i zastanawiam się, czy Krzysztof jest naiwnym marzycielem czy realistą, który rozpoznał przyszłość? W wielu punktach mogę się z nim nie zgadzać, np. w politycznych ocenach, w kwestii obiektywizmu dziennikarskiego, czy na temat roli SDP w środowisku, ale wiem, że warto poznać, co ma do powiedzenia. Bo jest jednym z tych, którzy przecierają nowe szlaki. Czy będzie to droga ku słońcu czy droga donikąd? – nie wiadomo. Ważne, żeby iść przed siebie i zmierzyć się ze swoimi marzeniami.
10.05.2013
