„Rzeczpospolita” sprzedała o ponad 26 procent mniej egzemplarzy niż przed rokiem. I był to największy spadek wśród gazet codziennych. Taki komunikat podały portale. Ale to jest pół-prawdy. Drugie pół jest takie, że nowy szef Bogusław Chrabota wziął się za energiczną promocję gazety.
Wiadomo w jakich warunkach obejmował schedę po poprzednim redaktorze naczelnym „Rz” Tomaszu Wróblewskim. Sytuacja była katastrofalna, bo gazeta znalazła się (po tekście o trotylu) na skraju przepaści. Kiedy Wróblewski obejmował szefostwo w Rzepie, to nie wróżyłem mu sukcesów. Nie widzę zresztą, by był cudotwórcą w jakimkolwiek prowadzonym przez siebie tytule, a sposób rozegrania sprawy z tekstem Gmyza też nie wystawia mu najlepszej oceny. Ale, co było a nie jest, itd.
Wierzę, że Chrabocie się uda. Znowu zacząłem czytać „Rzeczpospolitą”, bo brakowało mi „gazety środka”, czegoś pomiędzy GW a GPC. Skazany na skrajności teraz mam zrównoważone teksty, i konserwatywne, i liberalne, i – co dla mnie najważniejsze – rzetelne i obiektywne.
Doświadczenie Chraboty wyniesione z mediów elektronicznych będzie procentować; myślę, że potrafi on zrobić gazetę chętnie czytaną zarówno w realu, jak i w wydaniach online. Dlaczego tak myślę? Bo wielu czytelnikom wreszcie znudzą się ekstremalne i subiektywne artykuły i wrócą do tradycyjnej formy, do solidnego i mądrego przekazu, do takiego dziennikarstwa, które ja nazywam zwyczajnie obiektywnym.
10.05.2013
