Jak kryzys finansowy wpłynął na funkcjonowanie mediów w Polsce? Co je tak naprawdę ogranicza oraz dlaczego dziennikarze wytaczają przeciwko sobie coraz więcej procesów? O tym 8 maja w siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa dyskutowali publicyści.
 

 
Konferencję „Wolność słowa w praktyce polskiej demokracji” przygotowała dziennikarka Janina Jankowska. Wśród panelistów byli dr Dorota Głowacka (Helsińska Fundacja Praw Człowieka), Wiktor Świetlik (dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy), mecenas Artur Wdowczyk, architekt i publicysta Czesław Bielecki, Andrzej Stankiewicz („Rzeczpospolita”), Bronisław Wildstein (TV Republika) i Roman Imielski („Gazeta Wyborcza”).
 
Dr Dorota Głowacka przedstawiła aktualne zagrożenia wolności słowa  w praktyce najnowszych badań Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według niej wyznacznikiem wolności słowa są standardy zagraniczne. Dr Głowacka stwierdziła, że prawdziwa walka o wolność słowa rozgrywa się na poziomie lokalnym.
 
Następnie głos zabrał Wiktor Świetlik, który dokonał przeglądu najważniejszych spraw monitorowanych przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy (CMWP). Panelista przedstawił swoje rozumienie pojęcia wolności słowa. W jego skład wchodzą: swoboda wypowiadania się i akceptowanie różnych poglądów.
 
Wiktor Świetlik mówił o trzech płaszczyznach związanych z wolnością słowa: prawnej, wykonywania prawa i sferze mentalnej. Według niego konstytucja i ustawy teoretycznie gwarantują wolność słowa, ale wszelkie wątpliwości w sądach są rozstrzygane na jej niekorzyść. Dyrektora CMWP dodatkowo niepokoi fakt, że służby specjalne mają dostęp do billingów dziennikarzy.
 
- Nie widać, żeby wolność słowa była dla sędziów wartością – stwierdził z kolei mecenas Artur Wdowczyk, który kilkakrotnie pełnił rolę obrońcy w procesach przeciwko dziennikarzom. Adwokat wskazał na ograniczenia, które uniemożliwiają im zdobywanie informacji, np. obawę, że mogą zostać pozwani do sądu o naruszenie dóbr osobistych osoby, o której piszą – Jak dziennikarz może napisać np. o nepotyzmie, bez wchodzenia w życie prywatne? – spytał retorycznie mecenas. Wskazał również na zupełną niestabilność polskiego orzecznictwa sądowego, na fakt, że dwie osoby sądzone w podobnej sprawie otrzymują często dwa zupełnie różne wyroki.
 
Mecenas Wdowczyk zwrócił uwagę, że w Polsce da się dostrzec atak na opinie („kto ma inną opinię, ma problemy”), skrytykował też fakt, że dziennikarze pozywają siebie wzajemnie.
 
- Rzadko uczestniczę w takich debatach, które nastrajają mnie pesymistycznie – tak swoją wypowiedź rozpoczął Andrzej Stankiewicz - dziennikarz, który odszedł z „Wprost", gdy wydawca zablokował jego tekst o finansach Aleksandra Kwaśniewskiego.
 
Stankiewicz powiedział, że kryzys osłabił media, przez co nie mogą i nie potrafią patrzeć na ręce władzy. Ponadto wielu dziennikarzy musiało odejść z zawodu. Dziennikarz stwierdził, że pozwy sądowe zabiły dziennikarstwo śledcze – Koncerny boją się procesów, że zostaną zniszczone finansowo. Andrzej Stankiewicz zwrócił również uwagę na upolitycznienie mediów i powiedział, że ustawa o dostępie do informacji publicznej jest bublem.
 
 Redaktor naczelny TV Republika Bronisław Wildstein nazwał siebie „recydywistą”. Nawiązał w ten sposób do ilości pozwów skierowanych wobec jego osoby za działalność dziennikarską. – Jest niedobrze, choć nie tak źle, jak w PRL – powiedział dziennikarz. Wyraził swoje zbulwersowanie faktem, że toczą się procesy o opinie, a nie fakty. Najczęściej pozywającą osobą według Wildsteina jest redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik, który poczuł się obrażony m.in. przez dr Andrzeja Zybertowicza, Rafała Ziemkiewicza, a nawet poetę Jarosława Marka Rymkiewicza.
 
Dziennikarz przypomniał również historię artykułu Cezarego Gmyza o odnalezieniu trotylu na wraku samolotu, który rozbił się w Smoleńsku. Przypomniał też jakie oburzenie wywołała książka Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie wśród osób, które nawet jej nie przeczytały.
 
Dziennikarz „Gazety Wyborczej” Roman Imielski powiedział, że w porównaniu z latami 90-tymi, wolność słowa się umocniła, powstało m.in. wiele organizacji broniących dziennikarzy.
 
Roman Imielski zwrócił jednak uwagę na kryzys w dziennikarstwie i kłopoty finansowe wydawców. Mówił również, że dziennikarze stosują autocenzurę i że nie tylko w Polsce wolność słowa jest ograniczana. Jako przykład podał przepisy panujące w Wielkiej Brytanii, które umożliwiają sądom wstrzymanie artykułu w mediach.
 
Roman Imielski stwierdził też, że media tradycyjne tracą opiniotwórczość na rzecz internetu i następuje ich polityczna prywatyzacja.
 
Jako ostatni głos w dyskusji zabrał Czesław Bielecki. Według niego, jeśli chodzi o wolność słowa „sytuacja od samego początku (po 1989 r. – red.) wyglądała źle”. Publicysta powiedział, że biorąc do ręki trzy główne gazety, w żadnej z nich nie znajdzie w pełni obiektywnych informacji.
 
Czesław Bielecki stwierdził, że „czystka” dokonana w „Uważam Rze” była ewenementem i że „w innym kraju (w podobnym przypadku) zrobiłby się straszny gwałt”.
 
Publicysta przedstawił metody, za pomocą których ogranicza się wolność słowa w Polsce. Są wśród nich: „zamilczeć na śmierć”, „nie informować”, „manipulować”, „cenzurować”, „udawać, że nic się nie stało”. Architekt mówił również o różnym rozumieniu słowa „procedura” w Polsce i na świecie.
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl