To historia, która zatrzęsła Polską 10 lat temu. I w pewnym sensie trzęsie nami do dziś – stwierdza w nowym wydaniu „Polityki” Jacek Żakowski. Publicysta z perspektywy dekady analizuje w tygodniku aferę Rywina.
To była afera samych „naj”. Najważniejszy producent przyszedł do najważniejszego intelektualisty i naczelnego najważniejszego dziennika. Po co? By w imieniu premiera złożyć ofertę największej ujawnionej łapówki w zamian za korzystne zapisy w ustawie, która pozwoliłaby na kupno największej prywatnej telewizji. „W każdym kraju ujawnienie takiej sytuacji musiałoby spowodować polityczne tsunami. Ale w warunkach Polski roku 2002 musiało to być tsunami co najmniej do kwadratu” – stwierdza Jacek Żakowski.
Jednym z elementów układanki sprzed 10 lat, które składały się na aferę Rywina, i który afera ujawniła, jest „kompleks medialno-aferalny”. To był czas wielkich emocji, krytycyzmu, pomysłów zamiast projektów. „Z faktu, że bohaterowie zostali zniszczeni, nie wynika, że wszyscy na tej aferze stracili” – wyjaśnia Żakowski. „Trąba, których jedna wyniosła, a drugich wyrzucała, uwolniła przestrzeń dla nowej znaczącej branży polskiej polityki i rynku medialnego. Jej jedynym biznesem jest fruwanie na trąbach i ciągłe grzanie afer” – dodaje publicysta „Polityki”.
Zdaniem Żakowskiego od czasu afery Rywina skończyła się w polskich mediach amatorszczyzna i przypadkowość. Trwała wystarczająco długo i wystarczająco wszystkich angażowała, by zdołał się na jej fali wytworzyć aferalny przemysł, który zjednoczył reporterów, publicystów, komentatorów, prezenterów, reżyserów czy wydawców. „Ich życie zależy od afer. Osiągnęli perfekcję w ich generowaniu z niczego lub z byle czego, w podtrzymywaniu aferalnego ognia byle czym, w nadawaniu niebywałych znaczeń kompletnie nieistotnym detalom” – tłumaczy Żakowski. „To dzięki nim każde dziecko w Polsce 10 lat temu szczegółowo poznało poziome i pionowe korytarze >>Gazety<<, a teraz równie szczegółowo wie, jak się wykrywa śladowe ilości trotylu i że są one wszędzie” – ironizuje redaktor „Polityki”.
Więcej w tekście Jacka Żakowskiego „Syndrom Rywina” na str. 30-33 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
