Publikujemy rozmowę z Patrycją Gruszyńską–Ruman, laureatką Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP 2009. Dziennikarkę Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia nagrodziliśmy za audycję "WINna nie WINna". To opowieść o Stanisławie Rachwałowej, która spędziła cztery lata w Auschwitz i przesiedziała 10 lat w więzieniach PRL.
Patrycja Gruszyńska–Ruman przypadkowo, zwiedzając muzeum Auschwitz, zwraca uwagę na nazwisko więźniarki, ponieważ jest to panieńskie nazwisko jej matki. Zaczyna drążyć dokumenty oświęcimskie, a te prowadzą ją do Instytutu Pamięci Narodowej. Nie odnalazła rodziny, ale bohaterkę reportażu, Stanisławę Rachwałową (członkinię AK i WiNu), która spędziła cztery lata w Auschwitz i przesiedziała 10 lat w więzieniach PRL. Odkopuje dokumenty, szuka rodziny Rachwałowej i towarzyszek z obozu oraz celi. Doskonale skonstruowany reportaż radiowy Patrycji Gruszyńskiej–Ruman opowiada o upokorzeniu, nienawiści i... przebaczeniu.
Jerzy Ignatowicz: Wiem, że pomysł na audycję o Stanisławie Rachwał przyszedł pani do głowy przez zbieg okoliczności. Jak to było?
Patrycja Gruszyńska-Ruman: Kilka lat temu zwiedzałam Auschwitz. Kiedy przeglądałam listę polskich więźniów, natknęłam się na nazwisko panieńskie mojej mamy – Rachwał. Po powrocie usiłowałam dowiedzieć się czy jest to ktoś z naszej rodziny. Mama nie wiedziała, czy Stanisława Rachwałowa ma coś wspólnego z naszą rodziną. Przypadkowo w rozmowie z dr. Filipem Musiałem, historykiem z IPNu dowiedziałam się, że Stanisława Rachwałowa to postać porównywana do rotmistrza Pileckiego. Uznałam, że warto zrobić o niej dokument.
JI: Proszę powiedzieć, jak wyglądała praca dokumentacyjna?
PG-R: Zbieranie materiałów trwało około dziewięciu miesięcy. Najważniejsze źródło stanowią wspomnienia Stanisławy Rachwałowej nadesłane na konkurs organizowany w latach siedemdziesiątych przez Muzeum w Oświęcimiu. Zaczęłam szukać koleżanek Rachwałowej z celi w komunistycznym więzieniu oraz koleżanek z obozu. Dotarłam też do jej córki Anny Wincentowicz. Badając historię pani Stanisławy poznała pani relacje więźniarek politycznych: Heleny Szopińskiej, Barbary Tumanowicz, Wandy Maroszanyi, Jadwigi Janiszowskiej i Hanny Wysockiej.
JI: Czy jakieś szczegóły z ich życiorysów utkwiły pani w pamięci?
PG-R: Życie każdej z tych kobiet to temat na osobną publikację. Najbardziej poruszające były opisy przesłuchań, maltretowania przez urzędników systemu komunistycznego. Pobyt w więzieniu powodował dysfunkcję rodziny. Jedna z bohaterek po dziesięciu latach więzienia dowiedziała się, że jej mąż już dawno założył nową rodzinę. O czym odwiedzająca ją teściowa nigdy nie wspomniała, żeby jej nie ranić. Po wyjściu z więzienia kobieta przeżyła szok. Te kobiety przeżywały gehennę w więzieniu, a potem często nie mogły się odnaleźć na wolności.
JI: A co najbardziej panią wstrząsnęło w historii Stanisławy Rachwał?
PG-R: To, że polskich patriotów potraktowano po wojnie gorzej od zbrodniarzy wojennych. Na wielu ludzi honoru, którzy walczyli z okupantem i przeszli przez obozy koncentracyjne, w komunistycznej Polsce czekało więzienie, lub co gorsza kara śmierci. Nawet zbrodniarze wojenni mieli prawa, chociażby to, że pozostawali pod opieką Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. W więzieniu mieli dostęp do prasy, mogli chodzić na spacery. Polacy – więźniowie polityczni nie mieli żadnych praw. Stanisława Rachwałowa w tych nieludzkich, powojennych warunkach potrafiła wznieść się na wyżyny człowieczeństwa.
fot. Adam Nurkiewicz/Mediasport
