Związkowcy z Trójki wciąż się nie dogadali z nowym prezesem Jackiem Sobalą, więc newsa o ich kłótni nie będzie. Publikujemy za to list wieloletniego dziennikarza Trójki, Tomasza Jeleńskiego. Lektura listu, zignorowanego przez większość wpływowych mediów, jest pouczająca.

Nihil fecit, quod nihil errat

Pan Jacek Sobala
Dyrektor Programu 3 Polskiego Radia

Z niedowierzaniem i osłupieniem przyjąłem informację o planowanych zmianach personalnych wśród dziennikarzy związanych z audycją Zapraszamy do Trójki. Na liście sześciu osób jest pięciu etatowych reporterów z tego pasma, czyli wszyscy etatowi reporterzy (!) Zapraszamy do Trójki (pozostałych kilka osób to współpracownicy), znalazło się także i moje nazwisko. Pracuję w Trójce od 1995 roku i widziałem już różne rzeczy, ale żeby dowiadywać się od ludzi z zewnątrz o dziwnej propozycji przeniesienia nas do Informacyjnej Agencji Radiowej, to po prostu niewyobrażalne! Sam pomysł trudno nawet oceniać w kategoriach racjonalnych, moje oburzenie wywołuje natomiast forma, w jakiej to wszystko się odbywa. Pan, jako mój zwierzchnik powinien mnie o tym najpierw poinformować, jeśli nie pisemnie, to przynajmniej wezwać na rozmowę.

Tymczasem informują mnie o tym różne przypadkowe osoby, a od kilku dni można poczytać o tym nawet w internecie. Panie Dyrektorze, nie przywykłem być traktowany jak mebel, który można dowolnie przestawiać. Ta sytuacja odbija się negatywnie na pracy całej redakcji, bo czy można normalnie funkcjonować, przygotowywać materiały, umawiać się z rozmówcami na nagrania czy w ogóle cokolwiek planować, jeśli nie wiadomo co będzie za kilka dni? Mam wrażenie, że jest to działanie celowe i obliczone na zastraszenie, a to już można nazwać mobbingiem.

Z przecieków wiadomo, że nie każdy z nas dostąpiłby zaszczytu zatrudnienia w IAR, najprawdopodobniej mielibyśmy stanąć do castingu razem z kolegami z Pierwszego Programu...

Tu mała dygresja: w stanie wojennym, Andrzej Jeleński mój nieżyjący już ojciec, dziennikarz Programu 1 Polskiego Radia, po powrocie z internowania miał też swojego rodzaju casting na wiernego, reżymowego poddanego.Wtedy nazywało się to weryfikacją, której rzecz jasna mój tata nie mógł przejść jako czołowa siła antysocjalistyczna Radiokomitetu(zresztą sam nie chciał podpisywać lojalki): do końca PRL-u miał zakaz wykonywania zawodu, pracował między innymi jak murarz, stolarz i korektor w drugorzędnym wydawnictwie.

Dziś na szczęście żyjemy w wolnym kraju i nie trzeba dokonywać aż tak dramatycznych wyborów; chcę pracować w Trójce, moim radiu, na którym się wychowywałem, do którego przyszedłem prosto ,,z ulicy” (z Rozgłośni Harcerskiej) i bez żadnej protekcji, tu zaczynałem od zera i tu uczyłem się trójkowej jakości i radiowego warsztatu.

Piszę te słowa w nocy z niedzieli na poniedziałek, właśnie zaczął się Wielki Tydzień. Przychodzi mi na myśl niejaki Józef z Arymatei, członek Rady Starszych, który jako jedyny z tego grona nie zgodził się na wydanie na śmierć Jezusa z Nazaretu. Zapewne wymagało to od tego człowieka nie lada odwagi. W moim przypadku to raczej sprawa smaku, w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia.

Tomasz Jeleński
dziennikarz Trójki,
ojciec czwórki dzieci,
jedyny żywiciel rodziny

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl