Najprawdopodobniej ze względów bezpieczeństwa żaden polski dziennikarz nie zrelacjonuje rewolty w Libii. Jedynym śmiałkiem, który przedostał się do wschodniej części tego kraju, gdzie trwają krwawe zamieszki, jest reporter CNN.

Dziennikarzy chętnych do wyjazdu raczej nie brakuje, jednak redakcje nie chcą brać za nich odpowiedzialności. Sytuacja w kraju jest mocno niestabilna, wszyscy pamiętają też powtarzające się incydenty w sąsiednim Egipcie, gdzie wielu zagranicznych reporterów zaatakował tłum. Dodatkowo, libijski dyktator Muammar al-Kaddafi wydaje się być zdecydowanie bardziej zdeterminowany do krwawego stłumienia rewolucji niż prezydent Egiptu Hosni Mubarak.

W podróży do Libii stanąć na przeszkodzie mogą też formalności. Zastanawiający się nad wyjazdem Jerzy Haszczyński, kierownik działu zagranicznego "Rzeczpospolita", tłumaczy, że problemem w obecnej sytuacji będzie samo zdobycie wizy.

Dlatego możliwe, że jedyną drogą dostania się w centrum rewolucji będzie sforsowanie granicy egipsko-libijskiej. Tak właśnie w okolice opanowanego przez opozycję Bengazi dotarł reporter telewizji CNN Ben Wedeman.

ji, źródło: www.press.pl/newsy/pokaz.php

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl