Prokuratura zbada przeciek w śledztwie w sprawie porwania dziennikarza „Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary – poinformował portal sdp.pl Krzysztof M. Kaźmierczak z Komitetu Społecznego „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary”.
8 marca 2011 roku, po ujawnieniu przez media, że w śledztwie doszło do przecieku, Komitet Społeczny „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary” wystąpił do Prokuratury Generalnej z apelem o:
- spowodowanie wszczęcia umorzonego w 1999 roku śledztwa w sprawie porwania Jarosława Ziętary w celu zbadania wątków związanych z przeciekiem, które mogą doprowadzić do osób zamieszanych w uprowadzenie lub do zleceniodawców tej zbrodni;
- przekazanie sprawy do prowadzenia prokuraturze spoza Wielkopolski;
- równolegle przeprowadzenie śledztwa w sprawie przecieku poufnych informacji do podejrzewanego o zamordowanie dziennikarza.
W poniedziałek Komitet Społeczny „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary” dostał odpowiedź z Prokuratury Generalnej. Sławomir Górnicki, zastępca dyrektora Departamentu Postępowania Przygotowawczego poinformował, że prokurator generalny polecił Prokuraturze Apelacyjnej we Wrocławiu zbadać sprawę przecieku. Równocześnie Prokuratura Generalna uznała, że decyzja o podjęciu na nowo śledztwa w sprawie porwania Jarosława Ziętary należy do kompetencji Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu.
– Cieszy nas pozytywna reakcja Prokuratury Generalnej w sprawie zbadania wątku przecieku. Niestety, zasadnicza sprawa pozostała niezałatwiona. Nie podjęto decyzji o wznowieniu umorzonego w 1999 roku śledztwa w sprawie porwania Jarosława Ziętary. Obawiamy się, że poznańska prokuratura, która od lat wykazuje się niechęcią do wyjaśnienia zbrodni na dziennikarzu nie będzie zainteresowana podjęciem sprawy. Dlatego nie rezygnujemy ze starań o wznowienie śledztwa i przekazanie go prokuraturze spoza na Poznania – mówi Krzysztof M. Kaźmierczak.
Przypomnijmy, że Jarosław Ziętara, dziennikarz „Gazety Poznańskiej” zajmujący się m.in. aferami gospodarczymi zaginął 1 września 1992 roku w drodze do redakcji. Śledztwo umorzono w 1995 roku uznając, że nie doszło do przestępstwa. Podczas wznowionego śledztwa w latach 1998-1999 ustalono, że Ziętarę porwano na zlecenie i zamordowano. Wskazany przez świadków prawdopodobny zabójca odsiadywał karę za inne zbrodnie. Nie zdradził jednak miejsca ukrycia zwłok dziennikarza ani zleceniodawcy. Po latach ustalono, że śledczy ponieśli porażkę z powodu przecieku. Zanim podjęto pierwsze działania podejrzewany o zabójstwo został o nich uprzedzony, a zleceniodawcy i wspólnicy mordercy mieli czas na zacieranie śladów zbrodni. Nie przeprowadzono śledztwa w sprawie przecieku, a informacje o tym przez 12 lat ukrywano przed opinią publiczną.
Przed porwaniem Jarosław Ziętara był werbowany przez Urząd Ochrony Państwa do pracy, a kiedy odmówił zachęcano go do współpracy udostępniając tajne dokumenty, sugerując tematy. Któryś z nich mógł być dla niego śmiertelnie groźny. Po porwaniu dziennikarza zacierano ślady prowadzące do służb specjalnych. W 1994 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wprowadziło w błąd Prokuraturę Generalną kategorycznie stwierdzając, że UOP nie miał nigdy żadnych związków z Ziętarą. Ukrywano też, że funkcjonariusze tajnej służby prowadzili działania związane ze sprawą porwania dziennikarza, ich ustaleń nigdy nie przekazano prokuraturze, chociaż mogły być pomocne w śledztwie. Niedawno media dotarły do potwierdzających próby werbunku dowodów i relacji byłych funkcjonariuszy UOP.
Rodzice Jarosława Ziętary już nie żyją. Przez lata bezskutecznie prosili wymiar sprawiedliwości o przekazanie sprawy prokuraturze spoza Poznania. Nieskuteczne były w tej mierze także działania poznańskich dziennikarzy i parlamentarzystów. W 2010 roku powstał Komitet Społeczny „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary”, który także podejmuje działania o wyjaśnienie tej zbrodni. Sprawa jest umorzona od 1999 roku. Znaczna część akt, także postanowienie o umorzeniu śledztwa, zostały objęte klauzulą „tajne”.
tor
