Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wystąpiło do rzecznika praw obywatelskich o kasację wyroku w sprawie karnej przeciwko redaktor Dorocie Kani.
Wyrok zapadł z prywatnego oskarżenia Ryszarda Bieszyńskiego z artykułu 212 k.k. W lutym tego roku sąd skazał prawomocny wyrokiem sądu Dorotę Kanię, która musi zapłacić wysoką grzywnę, zwrócić koszty adwokatowi Bieszyńskiego i zamieścić ogłoszenie w tygodniku „Wprost”. W sumie będzie ją to kosztowało kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ponadto jej nazwisko znalazło się w Centralnym Rejestrze Skazanych.
Dorota Kania o płk Ryszardzie Bieszyńskim pisała od 2003. Opisywała m.in. zatrzymanie byłego szefa PKN Orlen oraz wizytę płk Bieszyńskiego w Stanach Zjednoczonych, gdzie zeznawał w procesie ekstradycyjnym Edwarda Mazura podejrzanego o zlecenie zabójstwa byłego komendanta głównego policji Marka Papały. Ostatnia publikacja Doroty Kani, w której pojawiło się nazwisko Bieszyńskiego pochodzi z 2007 r.
Ryszard Bieszyński, jako oficer Urzędu Ochrony Państwa, a potem ABW, rozpracowywał m.in. zabójstwo generała Marka Papały. Bieszyński wytoczył proces karny Dorocie Kani i Rafałowi Pasztelańskiemu za ich artykuł z 2007 r., w którym pisali, że "zorganizowana przestępczość w III RP jest dziełem esbeków", a Bieszyński, "wyrzucony z pracy" płk ABW, w 2002 r. umożliwił ucieczkę z Polski Edwarda Mazura, podejrzewanego o zlecenie zabójstwa Marka Papały, co "zagwarantowało mu wieloletnią bezkarność".
Po przegranym procesie Dorota Kania skierowała do Prokuratura Generalnego wniosek o złożenie w jej sprawie kasacji. Kilka dni temu otrzymała odpowiedź odmowną.
W liście do RPO prof. Ireny Lipowicz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Wiktor Świetlik zwraca uwagę na „szereg wątpliwości, które wyrok ten i samo postępowanie sądowe budzi. Podczas procesu sąd odmówił przesłuchania niektórych świadków - osób, które mogły mieć wpływ na redakcję tekstu red. Kani. Jednocześnie sam paragraf 212 i jego stosowanie w Polsce wobec dziennikarzy budzą wiele kontrowersji i są nader dyskusyjne. Zwracamy też uwagę na trudną sytuację, w której w obliczu procesu znalazła się sama redaktor Kania. Nowy wydawca tygodnika „Wprost”, wbrew dobremu i ogólnie przyjętemu zwyczajowi, nie zapewnił jej adwokata, w związku z czym musiała się bronić sama”.
Opr. mp
