Opierając się na danych publikowanych na stronie Reporterów Bez Granic można by ogłosić swoisty konkurs: kto dłużej siedzi w więzieniu za publikację materiału dziennikarskiego. Bezapelacyjnym wygranym byłby Abdullah Ali Al-Sanussi Al-Darrat: 39 lat! Byłby, ponieważ właściwie nikt na świecie nie wie, czy Al-Darrat w ogóle żyje…No, poza jego strażnikami, oczywiście.
Sprawa Al.-Darrata, libijskiego dziennikarza aresztowanego za rzekome występowanie przeciwko reżimowi Kadafiego jest tyleż symboliczna co tragiczna. O jego losie nie wiadomo bowiem właściwie nic. Nawet data jego aresztowania – 1 stycznia 1973 roku nie jest pewna. Nie znane są także dokładne zarzuty, które mu postawiono. Wszelkie próby zdobycia informacji o dziennikarzu podejmowane na przestrzeni lat przez różnorodne organizacje działające na rzecz praw człowieka kończyły się niepowodzeniem. W 2006 roku sprawa Al.-Darrata została obrana za temat przewodni Światowego Dnia Wolności Prasy, po to by cały świat upomniał się o dziennikarza. Na próżno. Większość obserwatorów uważa, że Al-Darrat od dawna nie żyje, jednak Reporterzy Bez Granic nie wykreślają go z rubryki „dziennikarze więzieni”. Chociaż jeśli po upadku reżimu Kadafiego i zwolnieniu wszystkich jego więźniów Al.-Darrat nie został odnaleziony, raczej nie ma wątpliwości co do jego losu.
Następnym w kategorii długości pobytu w więzieniu jest chiński dziennikarz Lin Youping, którego władze aresztowały w lipcu 1983 roku. Niespełna rok wcześniej Youping wraz z dwoma innymi dziennikarzami: Chenem Renjie and Chenem Biling opublikował tzw. Freedom Report. Wszyscy trzej dziennikarze zostali oskarżeni o „propagandę i nawoływanie do obalenia demokratycznej dyktatury proletariatu oraz ustroju socjalistycznego”, a także o szpiegowanie na rzecz Tajlandii. Youping i Biling zostali skazani na karę śmierci, którą jednak wykonano jedynie na Bilingu. Youping oraz Chen Renjie odsiadują karę dożywotniego więzienia w Fuzhou w południowo-wschodniej prowincji Fujian.
Według szacunków Reporterów Bez Granic liczba więzionych obecnie dziennikarzy na świecie wynosi 161 osób. Swoje wyroki odsiadują oni w Azerbejdżanie, Bahrajnie, Birmie, Chinach, Erytrei, Etiopii, Gambii, Indiach, Iranie, Jemenie, Korei Północnej, Laosie, Libii Maroku, Ugandzie, Republice Środkowoafrykańskiej, Rwandzie, Somalii, Sudanie, Sri Lance, Syrii, Tajlandii, Turkmenistanie, Turcji i Wietnamie.
Na czele tej listy są Chiny (30 więzionych dziennikarzy) i Iran (27 osób). Jednak miejsce pierwsze zajmuje Erytrea, w której uwięzionych jest aż 32 dziennikarzy. Ten fakt to - zdaniem organizacji Reporterzy Bez Granic – biała plama świadomości międzynarodowej. Tylko 22 lutego 2009 roku władze aresztowały bez ostrzeżenia i wyjaśnień całą blisko 50 –osobową redakcję małego radia edukacyjnego Radio Bana. Do dziś w więzieniu przebywa kilku dziennikarzy stacji, w tym m.in. dziennikarka i poetka Yirgalem Fisseha Mebrahtu. Zaledwie miesiąc temu po raz kolejny trafiła ona do szpitala, jednak o stanie jej zdrowia i ogólnej kondycji nie wiadomo nic. Bez sądu i jakichkolwiek praw przetrzymywani są także dziennikarze aresztowani w czasie fali zatrzymań w końcu 2001 roku. Ich więzienie na wyspach Dahlak nazywane jest „biletem do piekła w jedną stronę” i niewielu żywych do tej pory je opuściło. Jednym z zatrzymanych wtedy dziennikarzy jest szwedzko-erytrejski były wydawca tygodnika Setit, Dawid Isaac, którego uwolnienia od 10 lat bezskutecznie domagają się różne organizacje, w tym Parlament Europejski. Rzecz bowiem w tym, że Isaac nie miał nawet procesu sądowego…
W okresie od stycznia do kwietnia 2012 roku skazanych na karę więzienia zostało 13 dziennikarzy. A to zapewne dopiero początek, biorąc pod uwagę fakt, że w samej Turcji zatrzymanych dziennikarzy oczekujących na proces jest obecnie ponad 100! Skala tego zjawiska tak bardzo zaniepokoiła Międzynarodową Federację Dziennikarzy, że zainicjowała ona kampanię pod hasłem „uwolnijcie tureckich dziennikarzy!” zachęcając całą dziennikarską społeczność do „adoptowania” zatrzymanych dziennikarzy i wywarcia w ten sposób presji na władzach Turcji oraz okazania swojej solidarności w walce o wolność słowa.
Jednym z „adoptowanych” dziennikarzy jest Baris Terkoglu. 14 lutego 2011 roku, podobnie jak 7 innych dziennikarzy portalu internetowego Oda TV, w którym pracuje od 2008 roku, Tegolu został zatrzymany przez policję w swoim domu w Stambule. Całą grupę dziennikarzy oskarżono o działalność w terrorystycznej, antyrządowej grupie Engenekon, założonej przez wysokich rangą wojskowych. Absurdalność tego oskarżenia podkreślało wiele organizacji, które włączyły się w obronę dziennikarzy. Sądowi wytykano celową opieszałość, utrudnianie uczestnictwa w procesie niezależnym obserwatorom, odmówienie przyznania opieki medycznej jednemu z oskarżonych, a przede wszystkim odrzucenie ekspertyz 3 niezależnych ośrodków uniwersyteckich wskazujących, że pliki znalezione w komputerach oskarżonych, będące głównym dowodem oskarżenia, pochodzą z innych komputerów.
Terkoglu i 100 innych dziennikarzy od ponad roku czeka na procesy. Niezależnie od ich wyniku, już teraz skala aresztowań powinna budzić niepokój o przyszłość wolności słowa w Turcji. Nie bez powodu zresztą w 2011 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka umieścił Turcję na 148 miejscu listy obejmującej 179 krajów, pod względem wolności prasy.
Jeszcze dalej, bo na 162 miejscu znalazł się Azerbejdżan. Z kraju, który teoretycznie buduje swój pozytywny wizerunek przed konkursem Eurowizji, którego będzie gospodarzem już pod koniec maja, docierają coraz bardziej szokujące informacje o torturach, jakim poddawany jest redaktor naczelny Khayal TV, Zaur Guliyev. 13 marca został on aresztowany i skazany w związku z zamieszczeniem filmu na You Tube. 22 marca Guliyev opowiedział o tym, jakie tortury stosują wobec niego członkowie zorganizowanej organizacji przestępczej działającej na polecenie ministra spraw wewnętrznych w Baku i w obecności jego wysłannika. Chodzi o wielogodzinne przesłuchania ze skrępowanymi dłońmi, przemoc psychiczną, trzymanie go w celi z groźnymi kryminalistami i przyzwolenie na znęcanie się nad nim strażników więziennych. Jednocześnie dano mu wprost do zrozumienia, że zostanie skazany niezależnie od tego, co powie. Mimo licznych próśb, nie otrzymał także do tej pory pomocy medycznej mimo poważnych problemów ze zdrowiem. Wszelkie protesty organizacji praw człowieka w sprawie Guliyeva nie przyniosły żadnych rezultatów.
Na koniec jedna ważna obserwacja, która powinna dać do myślenia. Otóż w 1995 roku na świecie więzionych było 7 dziennikarzy, w 2002 – 28, w 2009 – 98, dzisiaj – 161. Liczba więzionych dziennikarzy nie tylko więc rośnie, ale dzieje się to w zastraszającym tempie. I nie powinno nikogo zmylić to, że mówiąc o więzionych dziennikarzach wymienia się zazwyczaj kraje dość egzotyczne i dalekie naszej europejskiej rzeczywistości. Turcja bowiem, aspirująca do członkostwa w Unii Europejskiej, takim państwem nie jest. Zresztą dziennikarze są i zawsze powinni być niebezpieczni dla wszelkiej nieuczciwej władzy. A taka znajdzie się w każdym czasie i w każdym państwie. Chodzi tylko o to, by demokracja wytrzymała tę próbę. A to zależy od każdego obywatela z osobna.
Agnieszka Dworczyk
Źródła:
Komentarze
Disqus
