M. Kożdoń-Dębecka, W. Łuka, B. Sułek-Kowalska, B. Tumiłowicz, S. Zawiśliński, Podstawy warsztatu dziennikarskiego,  Wydawnictwo Skorpion, Warszawa 2012.

W serii „Wiedza i warsztat” pod redakcją Łukasza Szurmińskiego i Stanisława Zawiślińskiego, wydawanej przez Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, ukazała się książka o wybranych gatunkach dziennikarskich: informacji, sylwetce, reportażu, recenzji, felietonie, eseju i wywiadzie.

Jaka jest wartość tej książki i czy wnosi ona nową wiedzę do literatury przedmiotu? Czy poszerza ustalenia, które możemy znaleźć we wcześniej wydanych podręcznikach warsztatu dziennikarskiego? Prześledźmy poszczególne rozdziały i odpowiedzmy na te pytania.

Autorem pierwszego jest Monika Kożdoń- Dębecka, dziennikarka telewizyjna i prasowa, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa UW. Autorka pokrótce charakteryzuje język, elementy informacji prasowej, pięć klasycznych pytań, wzmiankę, notatkę, zajawkę, infotainment, fait divers, sprawozdanie, depeszę, artykuł informacyjny i news. Podział przypomina klasyfikację podaną w Gatunkach dziennikarskich Furmana, Kaliszewskiego i Zmorzyńskiego. Trudno mi jednak zgodzić się z zakwalifikowaniem infotainmentu jako notatki skandalizująco-rozrywkowej, albowiem to pojęcie ma szersze znaczenie i nie można go ograniczać li tylko do występowania w jednym z podgatunków informacji. Polecam artykuł Dobrosława Rodziewicza w nr 2 „Forum Dziennikarzy”, gdzie szczegółowo zostało omówione pojęcie infotainmentu. Nie wydaje mi się również, żeby do tego rodzaju podgatunku należały wpisy Mazurka i Zalewskiego w rubryce we „Wprost” („Z życia koalicji, z życia opozycji”), które nazwałbym raczej satyrycznym przeglądem wydarzeń z elementami felietonu i recenzji politycznej raczej niż pomieszaniem rozrywki z informacją. W informacji bowiem wartością dominującą jest funkcja powiadamiania, a w tym przypadku chodzi bardziej o komentarz, ocenę i ironiczną puentę.  

Autorka charakteryzuje zajawkę jako intrygującą zapowiedź, choć jak wiadomo nie zawsze owa zapowiedź rzeczywiście intryguje. Z kolei news to według autorki „kwintesencja dziennikarstwa”. Zgoda, tylko szkoda, że nie podaje ona definicji newsa na gruncie polskim, ograniczając się do wymienienia cech, którymi powinny charakteryzować się tematy nośnych newsów telewizyjnych. Sęk w tym, że Janina Fras, na którą powołuje się Monika Kożdoń-Dębecka, podając owe 13 cech nie przypisywała ich tematom newsów telewizyjnych, a newsom jako takim. Po drugie, ta klasyfikacja, to wypisz wymaluj znana taksonomia dwojga norweskich badaczy (Fras pisze błędnie za Bauerem i Chudzińskim o duńskich badaczach – i tak już w wielu polskich podręcznikach pozostało bez korekty!) Galtunga i Ruge, z tym, że oni podawali 12 czynników, a nie 13 (autorka wymienia rozdzielnie dwie cechy, które u G&R są połączone: krótkotrwałość i zachodzenie wydarzenia wartego newsa pomiędzy wydaniami serwisu informacyjnego).To są oczywiście drobiazgi, ale może warto sięgać do oryginałów, a nie przepisywać z drugiej, czy nawet z trzeciej ręki. Następnie autorka zastanawia się, jak zdobyć news? I tutaj moja drobna uwaga: otóż news jest produktem, a nie czymś, co leży na ulicy, zatem news jest relacją o wydarzeniu, a nie samym wydarzeniem. Dziennikarz nie ma „newsa” dopóki on nie zmaterializuje się w postaci publikacji. „Odkrył” to już dawno, bo w 1948 roku, amerykański badacz William Schramm, i może warto by przyzwyczajać adeptów dziennikarstwa do takiego pojmowania newsa, które będzie tożsame z pojęciami medioznawczymi, bo wówczas istnieje większa szansa, że dziennikarze będą lepiej rozumieć medioznawców, i odwrotnie. Dziś, mam wrażenie, budujemy wieżę Babel, a przykładem jest choćby wielorakie rozumienie pojęcia newsa. To samo dotyczy tabloidyzacji. Nie wystarczy bowiem wśród jej cech wymienić (za Bauerem), że jest to światopogląd dzielący społeczeństwo na my-oni, biedni - bogaci, stwarzający klimat nieufności wobec władzy i instytucji, bo to są cechy zewnętrzne wobec dziennikarstwa. Fenomen tabloidyzacji dziennikarstwa na zachodzie opisali dokładnie choćby B.Franklin, P. Bakke, C. Spark, J. Tulloch i B. Zelizer, a w Polsce np. D. Piontek, czy niżej podpisany. I najczęściej zwracali uwagę na pewne cechy stylu, wartości rozrywkowe, banalizację treści, moc ogłupiania i szokowania widowni, acz nie wszyscy spośród wymienionych autorów tabloidyzację krytykowali.

Być może zbyt wysoko stawiam poprzeczkę przed tekstem, który ma przede wszystkim dostarczyć informacji warsztatowych przyszłym dziennikarzom, ale w trosce o jakość ich wykształcenia apeluję, izby zwracać uwagę również na takie wydawałoby się imponderabilia, jak narodowość badaczy, o których piszemy, czy też informacje o tym, ile osób znało tożsamość „Deep Throat” przed 2005 rokiem (autorka pisze, że jego tożsamość pozostawała tajemnicą do 2005 roku, i to jest pół-prawda, bo kto jest „Deep Throat” wiedziało już wtedy 6 osób) albo co to jest zasada off-the-record (można to zweryfikować w książce W.L. Riversa i C. Mathewsa, Etyka środków przekazu, wyd. polskie Warszawa 1995). Tak na marginesie zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby podzielić tę książkę na dwie równoległe względem siebie części (teoretyczną i praktyczną) jak to zrobił w swoim podręczniku dla brytyjskich dziennikarzy Tony Harcup (polskie tłumaczenie: Dziennikarstwo – teoria i praktyka). Wtedy jedna część (praktyczna) byłaby tworem całkowicie autorskim, a druga (teoretyczna) wypisami z literatury przedmiotu, którą też należy weryfikować, bo jak się łatwo przekonać, może zawierać błędy.

W kolejnej odsłonie Barbara Sułek-Kowalska (pracowała w tygodnikach, obecnie w „Idziemy”, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa UW) podaje receptę jak pisać „sylwetki”. I jest to artykuł potrzebny, cenny i oryginalny. Przyznam, że sam niejednokrotnie szukałem pomocy naukowej i nie znajdowałem. Teraz odnalazłem właśnie w artykule Barbary Sułek-Kowalskiej. Autorka cytuje Janinę Fras:  „W miarę pełna charakterystyka osoby powinna zawierać: prezentację (najczęściej z imienia i nazwiska), opis wyglądu zewnętrznego, przedstawienia temperamentu i usposobienia, intelektu, wad i zalet charakteru, poglądów i celów życiowych, motywacji postępowania i zachowań”. Następnie autorka wskazuje,  jak pisać sylwetki, od czego zacząć, analizuje jaki jest stosunek sylwetki do biogramu oraz pyta, po co w ogóle zamieszcza się je w prasie? Na to ostatnie pytanie odpowiada: bo czytelnicy lubią teksty zarówno o znanych pisarzach, aktorach, czy kompozytorach, jak i o zwykłych ludziach. Sylwetki pisze się po to, żeby zbliżać ludzi do siebie, promować osoby uczciwe, dobre i mądre, itd. Przed przystąpieniem do ostatecznego opisu danej osoby warto przeprowadzić głęboki research, wypisać sobie kategorie informacji, jakich poszukujemy, napisać zarys sylwetki, a także zapamiętać o co pytać, by opis był pełny. Pomocne są też wypowiedzi naszego bohatera, opinie o nim, i uzyskane odpowiedzi do kwestionariusza Prousta.

Artykuł Barbary Sułek-Kowalskiej powinni przeczytać studenci dziennikarstwa i początkujący dziennikarze, gdyż dzięki niemu na pewno szybciej opanują niełatwy warsztat portretowania osób. Ważne, żeby zapamiętali końcową uwagę autorki: „inny, czyli drugi człowiek, jest zawsze podmiotem naszej pracy i pod żadnym pozorem nie wolno go traktować przedmiotowo, nie wolno go instrumentalizować”.

Kolejny rozdział, o sztuce reportażu, napisał Wiesław Łuka – znany i doświadczony reportażysta, zdobywca licznych nagród dziennikarskich. Obecnie prowadzi zajęcia na UW i współpracuje z portalem SDP oraz z  „Forum Dziennikarzy”.

Już początek zwiastuje znawcę tematu - Łuka pisze: „Reportaż jako gatunek dziennikarski ma w sobie moc magiczną. Młody adept sztuki dziennikarskiej musi zawodowo dojrzeć, by zgłębić jego tajemnice. Poczuje się wówczas nobilitowany jako autor. Czytelnik zaś, zgłębiwszy walory tego gatunku po licznych lekturach, pokocha go, bo dostrzeże w nim >>samo życie<<, nie zaś fabularną fikcję. A wiemy przecież z przysłowia, że życie pisze takie fabuły i takie scenariusze, jakie się filozofom (i pisarzom) nie śniły”.

Łuka zwraca uwagę na uniwersalność reportażu, który zarówno może wyrażać to, co doraźne i szybko przemijające, a jednocześnie „ukazując ludzi uwikłanych w zdarzenia, w konflikty, w problemy, we wzajemne relacje – ma szanse tworzyć wartości właśnie nieprzemijające, uniwersalne”. Autor przypomina historię i omawia teorię gatunku, cytuje Wańkowicza, Kapuścińskiego i Giełżyńskiego – czołowych przedstawicieli polskiego reportażu. Kapuściński twierdził, że reportaż przechodzi od dziennikarstwa do literatury. Doraźny, pobieżny reportaż po prostu zanika – pisał. Łuka też jest zatroskany przyszłością tego gatunku - dawał temu wyraz na łamach „Forum Dziennikarzy” i wielokrotnie w rozmowach ze słynnymi polskimi reportażystami na portalu SDP.PL., jednocześnie jednak nie zgadza się z tezą, że reportaż jako gatunek ginie, i wskazuje, że rozwija się on choćby na łamach tygodnika „Polityka”.

Łuka uczy, jak szukać tematu, jak go dokumentować, przypomina, że „w każdej sferze rzeczywistości jest kopalnia tematów, ale nawet w kopalni diamentów jest dużo >>popiołu<<”. Głównym źródłem informacji – według Łuki – jest człowiek. Do rozmowy z nim reportażysta powinien być przygotowany merytorycznie i logistycznie. Ubiór, kultura, mowa ciała, intonacja głosu, uśmiech, to ważne narzędzia w czasie rozmowy. Trzeba zwracać uwagę na to, o co pytać i jak pytać. Nie wszystkie wcześniej przygotowane pytania  uda się zadać i nie wszystkie można zadać, by nie spłoszyć rozmówcy. Od znanej reportażystki Barbary Pietkiewicz Łuka wydobył wyznanie, że lubi rozmawiać z mordercami, i że pisze tak, żeby czytelnik stracił apetyt. Łuka zaznacza: „Nie zadowalaj się pierwszą odpowiedzią swojego rozmówcy, ponieważ ona może być płytka, dana na chybcika, aby cię >>zbyć<<”.

Autor daje również techniczne wskazówki dotyczące nagrywania, robienia notatek, szukania dodatkowych źródeł dokumentowania. Informuje o tym, co trzeba wiedzieć, zanim przystąpi się do pisania, o języka reportażu. Cytuje Kapuścińskiego, że „Dziennikarz nie może być obojętnym świadkiem wydarzeń, powinien posiadać zdolność, którą nazywa się empatią”; reportaż – podkreśla Łuka - nie może być obiektywny, jego istotą jest subiektywizm.  

Zaletą tego tekstu jest umiejętne łączenie teorii i praktyki. Autor wplata w swoje refleksje wypowiedzi sławnych reportażystów, m.in. Kapuścińskiego, Krall, Tochmana, Jagielskiego, Kąkolewskiego i Szczygła. Opisując reportaż, opisuje siebie, swoje historie, reportaże - jego wskazówki są prawdziwe, rzetelne i oparte na reporterskim doświadczeniu. Dlatego są wiarygodne. Autor pisze: „Reportażysta przeżywa mękę z powodu niedoboru materiału dokumentacyjnego oraz mękę z powodu jego nadmiaru. Reportażysta wie, ile może wlać własnych myśli i uczuć w tekst , aby uniknąć posadzenia o grafomanię i ekshibicjonizm emocjonalny”. I na koniec: „Reportaż jest gatunkiem magicznym”. Trudno temu zaprzeczyć. Brakuje mi jednak prawdziwego smaku reportażu, poczucia owej magii, dotknięcia jego tajemnicy. Gdyby ten tekst o reportażach został uzupełniony choćby krótkimi fragmentami reportaży Wańkowicza, Kapuścińskiego, Hugo-Badera, czy Łuki… to by mi wystarczyło.

Kolejny autor i rozdział, o publicystyce - Bronisław Tumiłowicz. Pracował w PAP, „Sztandarze Młodych”, prowadzi zajęcia na UW, pisze felietony m.in. w III programie Polskiego Radia. Tumiłowicz charakteryzuje publicystykę w sposób ogólny, a następnie przedstawia kilka gatunków publicystycznych i określa ich zadania. Jeśli o mnie chodzi, to artykuł nie dostarcza mi nowej wiedzy, ale być może spełnia swoje zadania w stosunku do potrzeb studentów dziennikarstwa. Zgadzam się z konstatacją autora, że „Obecna scena medialna przepełniona jest publicystami  >>omnibusami<<, którzy bez dogłębnej znajomości określonych tematów podejmują się ich komentowania, i robią to niekiedy z dużym wdziękiem i skutecznością, ponieważ są elokwentni, >>wyszczekani<<, posiadają sporą dozę arogancji”. Autor zatrzymał się jednak w pół drogi nie przesądzając, że czasami te komentarze są szkodliwe i robią ludziom przysłowiową wodę z mózgu. Dotyczy to zwłaszcza twórczości niektórych tzw. dziennikarzy obywatelskich, piszących na blogach wszystko, co im ślina przyniesie na język. Bez należytej znajomości tematu i profesjonalnej wiedzy warsztatowej.

Tumiłowicz ze znawstwem pisze o kampaniach publicystycznych, jakie są organizowane w Polsce przez media. Jako przykład podaje prounijną kampanię TVP i antyunijną Radia Maryja. Autor dostrzega, że wielu publicystów kreuje się na autorytety naukowe, polityczne, czy moralne. Na marginesie pozwolę sobie na drobną uwagę: po słynnym artykule Cezarego Gmyza wielu dziennikarzy nagle zamieniło się w ekspertów od chemii i pirotechniki (pomijam fakt, że najwięcej jest dziś w Polsce samozwańczych ekspertów ds. katastrof lotniczych i zamachów bombowych).

W drugim artykule Tumiłowicz przechodzi do prezentacji wybranych gatunków publicystycznych: recenzji, eseju, felietonu, komentarza i dyskusji. Ciekawy wykład zapoznaje z podstawami warsztatu publicysty. Dobrym pomysłem jest umieszczenie w zakończeniach podrozdziałów przykładowych recenzji i komentarzy.

I na zakończenie podręcznika artykuł Stanisława Zawiślińskiego, autora wielu wywiadów-rzek z artystami i naukowcami. Zawiśliński współpracował przy realizacji filmów dokumentalnych, a od 2007 roku jest wykładowcą w Instytucie Dziennikarstwa UW.

Autor rozmów z polskimi humanistami (Trudne łatwe czasy, Warszawa 2011) opisuje wywiad, opierając się na własnych doświadczeniach, łącząc je z teorią medioznawczą. Jego rady są bardzo szczegółowe i dotyczą całego planu wywiadu: od zbierania materiałów do rozmowy, poprzez przygotowywanie pytań, przeprowadzanie rozmowy i jej redagowanie oraz autoryzację. Dla młodych adeptów dziennikarstwa  będą to dobre wskazówki, ułatwiające przygotowanie się do profesjonalnej rozmowy. Jak pytać, jak wybrać miejsce, jaki zachować styl, jak pokierować rozmową – na wszystkie te pytania czytelnik znajdzie odpowiedź. Brakuje mi wyłącznie szerszej informacji o literaturze przedmiotu (zarówno w języku polskim - choćby książki W. Głodowskiego, jak i angielskim – np. S. Adams i W. Hicksa) oraz uzupełnienia tekstu niedługimi, a znaczącymi fragmentami wywiadów.

Podstawy warsztatu dziennikarskiego - podręcznik dla studentów zasługuje na odnotowanie jako pozycja, która we fragmentach dopełnia naszą dotychczasową wiedzę na temat teorii i praktyki gatunków dziennikarskich. Trudno było jednak autorom tego podręcznika utrzymać jeden wspólny styl, mimo prób formalnych (np. wyróżnione myśli w ramkach, podobna konstrukcja rozdziałów) górę brał indywidualny styl autorów. Wysiłki na rzecz pogodzenia wiedzy praktycznej z teoretyczną nie w każdym przypadku kończyły się harmonijną równowagą; niekiedy dominowała teoria, innym razem – praktyka. Ale właśnie wtedy, gdy objawiał się subiektywny duch autora, tekst okazywał się najciekawszy. Własne przemyślenia praktyków zawodu zawarte w tej książce wydały mi się o wiele ciekawsze niż nie zawsze samodzielne, a oparte na literaturze przedmiotu, rozważania medioznawcze.

Marek Palczewski

2013-03-15

Autor recenzji jest adiunktem w Katedrze Dziennikarstwa SWPS w Warszawie

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl