Premier Mazowiecki – smutny i oburzony. Zbigniew Hołdys – patrzący na głęboki bagienny dół, który kopią polskie media. W nowym wydaniu „Newsweeka” przeczytamy komentarze na temat niedawnej publikacji „Rzeczpospolitej” o trotylu na pokładzie prezydenckiego Tupolewa.
W wywiadzie z Aleksandrą Pawlicką były premier, a dziś doradca prezydenta – Tadeusz Mazowiecki stwierdza, że czuje się oburzony tekstem Cezarego Gmyza. Powód? „Jak na podstawie przesłanek, które pojawiają się w artykule prasowym, można oskarżać, tak jak zrobił to Jarosław Kaczyński, władze państwa polskiego o to, że brały udział w morderstwie 96 wybitnych osobowości? (…) Smutek ogarnął mnie także dlatego, że w tym dziele dewastowania państwa biorą udział dziennikarze i wywoływanie sensacji przychodzi im tak łatwo” – mówi Mazowiecki. Jako były redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność” premier nie wyobraża sobie publikacji tekstu, którego tez nie byłby pewien. Jak przekonuje w „Newsweeku”, artykuł w „Rz” opatrzono komentarzami domagającymi się międzynarodowego śledztwa, co pokazuje, że nie był puszczony przez przypadek. To było igranie „Rzeczpospolitej” z emocjami – uważa Mazowiecki. Na pytanie, czy redaktor naczelny dziennika wydawanego przez Presspublicę powinien stracić stanowisko, doradca prezydenta mówi: „Tu powinno zareagować środowisko dziennikarskie. Debata o tabloidyzacji mediów trwa w Polsce nie od dziś, ale w ubiegłym tygodniu stało się coś, nad czym media nie powinny przejść do porządku dziennego. Nie powinny odpuścić, bo to psuje nie tylko zawód dziennikarza, ale przede wszystkim społeczeństwo” – przekonuje Mazowiecki w rozmowie z Aleksandrą Pawlicką.
Głos w sprawie tekstu Gmyza i szerzej – w sprawie kondycji polskich mediów, zabiera na łamach „Newsweeka” także Zbigniew Holdys w swojej stałej rubryce „Skowyt”. Hołdys pisze, że niespostrzeżenie staliśmy się społeczeństwem zatopionym w medialnej magmie. „Wiemy tyle, ile nam gazety powiedzą, co nam telewizje pokażą (…) To jest teraz rola mediów – niech się wszyscy usmarują cuchnącym mazidłem” – stwierdza felietonista. Jego zdaniem przypadek Cezarego Gmyza to klasyczny przykład zabawy państwem i narodem. „Żaden wybryk, raczej ciąg dalszy. Może tyle, że dzięki niemu otarliśmy się o krawędź krytyczną (…) Dziennikarze nie widzą już wartości konstruktywnych” – przekonuje Hołdys. Były lider grupy Perfect uważa, że polskie media kopią dziś pod sobą bagienny dół, mimo że głoszą wzniosłe hasła. I nic nie wskazuje na to, by zamierzały z tego dołu wyjść.
Więcej w tekstach „Dewastowanie państwa” (str. 24-25) oraz „Wanilia i trotyl” (str. 70) na łamach najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
