Moje zwolnienie opiera się na kłamstwach – mówi Cezary Gmyz. Wywiad z byłym dziennikarzem „Rzeczpospolitej” publikuje portal wPolityce.pl.
Dlaczego Gmyz czuje się oszukany przez Radę Nadzorczą i właściciela Presspubliki, która wydaje „Rz”? „Bo przez dwie i pół godziny rozmawiałem z tymi ludźmi i miałem poczucie, iż biorę udział nie w żadnym dialogu, tylko kolejnych monologach nie mających nic wspólnego z szukaniem prawdy” – wyjaśnia dziennikarz zwolniony z „Rzeczpospolitej”. Gmyz uważa, że decyzja w jego sprawie została podjęta znacznie wcześniej niż wczoraj. „Z tego co wiem o komisjach weryfikacyjnych wyrzucających dziennikarzy z pracy w stanie wojennym, to właśnie tak to pewnie wyglądało. Czułem się jak na komisji weryfikacyjnej” – przekonuje Cezary Gmyz w serwisie wPolityce.pl.
Były dziennikarz „Rz” zaznacza w wywiadzie, że stwierdzenie władz Presspubili, jakoby złożone przez niego wyjaśnienia w sprawie artykułu o trotylu na pokładzie prezydenckiego Tupolewa były niewiarygodne, to kłamstwo. „Jako żywo przypomina to niedawną konferencję prokuratury, w której starano się o to, żeby nie skłamać, ale i prawdy nie powiedzieć” – oburza się Gmyz. „Dokładnie taki charakter ma to oświadczenie [o zwolnieniu – red.] podpisane przez tych ludzi, z których zaledwie jeden otarł się o dziennikarstwo. Ocenianie przez nich mojego warsztatu dziennikarskiego uważam za rzecz dla mnie poniżającą” – dodaje.
Cezary Gmyz stwierdza w portalu wPolityce.pl, że próba zdruzgotania jego wiarygodności władzom Presspubiliki nie wyszła. „Otrzymuję nawet wyrazy wsparcia od dziennikarzy w innych sprawach dalekich od moich poglądów, choćby TVN czy TOK FM” – tłumaczy były pracownik „Rz”. I zaznacza, że będzie dochodził swoich praw w sądzie – chciał rozstać się ze swoją gazetą po dżentelmeńsku, ale publikacja oświadczenia o jego zwolnieniu i przyczynach tego zwolnienia, zmusza Gmyza do obrony jego dobrego imienia.
Opr. OG
