Tomasz Wróblewski w filmie zamieszczonym na YouTube opowiada jak doszło do powstania tekstu „Trotyl we wraku tupolewa”. Mówi też o swoim spotkaniu z prokuratorem Seremetem.
Kogoś może zaskoczyć, że człowiek, który dopuścił do druku tekst nazywany największym skandalem medialnym w ostatnim dziesięcioleciu chce teraz mówić o wartościach, o granicach przyzwoitości w mediach, w ogóle o przyzwoitości – tak zaczyna swoją wypowiedź Tomasz Wróblewski.
Wróblewski mówi, że informacje o ustaleniach prokuratorów w Smoleńsku mieli w „Rz” tydzień przed publikacją. Relacjonuje też spotkanie z prokuratorem generalnym i opowiada o źródłach informacji z prokuratury.
Wróblewski podkreśla, że: „Na spotkaniu u prokuratora Seremeta jego rzecznik, prokurator Martyniuk, przyznał mi, że nie tylko "Rzeczpospolita" wie o sprawie i myślę, że tak było. Część dziennikarzy, jak znam życie, drążyła już ten temat, część próbowała, wiedząc już o tym, zamieść go pod dywan, zanim cokolwiek pojawiło się na zewnątrz. Odrzucali samą myśl, że może to ujrzeć światło dzienne.”
W innym miejscu przyznaje się, że informacje weryfikował niedokładnie. Broni jednak profesjonalizmu autora artykułu o trotylu, Cezarego Gmyza.
Cały komentarz na:
http://www.youtube.com/watch?v=Amw46EdkAdg
