Jest coś niezwykłego w tym, że pragniemy unicestwić przeciwnika. Że czujemy radość, gdy dziennikarz, którego poglądów nie podzielamy, traci pracę – przekonuje na łamach „Uważam Rze” Piotr Zaremba, komentując aferę z publikacją „Rzeczpospolitej” na temat trotylu.
Zaremba pisze, że od zawsze na forach internetowych TVN-u roiło się od wpisów widzów, którzy proszą stację, aby usunęła ze swojej anteny ostatnich publicystów, którzy wyznają inne poglądy niż mainstream. Podobnie jest z serwisami Wyborcza.pl i Gazeta.pl. Publicysta „URze” twierdzi, że nie ma co porównywać z nimi wpisów na prawicowych forach, gdzie ataki na gwiazdy dziennikarstwa są jedynie bezsilnym, choć czasem mało estetycznym, wygrażaniem, od którego nikomu nic się nie dzieje.
Piotr Zaremba ubolewa, w kontekście artykułu Cezarego Gmyza, że gdyby taka publikacja dokonała się gdziekolwiek indziej na świecie, doszłoby do ożywienia debaty – dziennikarze zostaliby poddani krytyce, przepytani, ocenieni. Ale nie u nas. Dziś w pierwszym rzędzie z byłym dziennikarzem „Rzepy” walczą ci, którzy popełniali medialne grzechy w III RP – wymyślali historie, naciągali tytuły, publikowali krwawe i grające na najniższych instynktach zdjęcia. To dziennikarze kochający obecną władzę, którzy sądzą, że przysługuje im prawo jej wspierania. Dziennikarze, którzy pracują według zasady: „Ktoś jest za kimś, przeciw komuś”.
W dalszej części swojego tekstu Zaremba komentuje słowa Seweryna Blumsztajna, który orzekł: „Cezary Gmyz chciał w tym tekście [„Trotyl na wraku tupolewa” - red.] podpalić państwo”. Żadnych wątpliwości, żadnych choćby okoliczności łagodzących? – pyta Zaremba. I rozpoczyna polemikę. Przypomina, że „Wyborcza” z Blumsztajnem na czele zaraz po katastrofie smoleńskiej głosiła wiele wątpliwych teorii, np. co do podejść do lądowania czy kłótni na pokładzie samolotu. Tym się jednak różnią czołówki „Gazety” i „Rzeczpospolitej”, że „GW” podawała urojone rewelacje, a informacja Gmyza ze względu na swoją naturę była skazana na weryfikację prokuratury.
Zaremba podejmuje polemikę również z Jackiem Żakowskim, który stwierdził na swoim blogu, że w „Rzepie” uformowała się grupa publicystów, którzy starają się przekonać czytelników o rządzącym w Polsce układzie, spisku. Redaktor „URze” przekonuje, że wieloletni publicysta „Polityki” nie odczuwa co do swoich tez ani wstydu, ani niepokoju, niezłomnie wierząc w nieomylność swojego środowiska i w żelazne prawa historii. Zaremba uważa, że Żakowski swoją postawą przeczy liberalno-demokratycznemu paradygmatowi.
Wreszcie Piotr Zaremba zahacza o Tomasza Lisa, który w portalu NaTemat.pl opublikował tekst pn. „Podpalanie Polski”. Rozdrażniony Zaremba komentuje: „W Polsce występuje porządek przeżuwania. Prawdy, ba nawet pojęcia i grepsy, przeżute przez liderów z Czerskiej, są wypluwane i brane do buzi przez innych”. Mówiąc o retoryce Lisa, publicysta „Uważam Rze” wylicza: przemawia językiem zrozumiałym dla leminga, w „Rzeczpospolitej” widzi wciąż te same stronnicze komentarze i napastliwe ataki na Tuska, aferę w dzienniku zakończyłby krótko – czystkami personalnymi. W odniesieniu do tego ostatniego Zaremba pisze: „Nie wątpimy, że Lis by się nie wahał. Bat by świstał w przejętej redakcji”. Jego zdaniem Lis zamienia dyskusję o politycznej symetrii w dyskusję o ludzkiej małości.
Podsumowując Piotr Zaremba przekonuje, że pojedynczo brzmiące głosy przeciwników prawicowych publicystów, wydają się zabawne. Ale zjednoczone, jak w ostatnich dniach, były potężnym wrzaskiem, który rodził się na gruncie od lat budowanej przewagi, wspieranej nawoływaniem do jeszcze śmielszego działania.
Więcej w tekście Piotra Zaremby „Tropiciele podpalaczy” na str. 18-20 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.
Opr. OG
